[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Coś w tym stylu.Dobrze, że nie musieliśmy tego wysłuchi-wać. Nie było kogoś jeszcze? Slader mówi, że Maupina, tego rewidenta. Ciekawe, w czym wystąpiła Jayne. Zapytam Sladera.Na pewno robił notatki.Kelner przyniósł sałatki.Niczym przymierający głodem uchodzcy wbiliwzrok w młody szpinak.Ale nie: niespiesznie polali potrawy sosem, dodaliszczyptę soli i pieprzu, a potem zaczęli jeść, jakby jedzenie w ogóle ich nie inte-resowało.Na Wyspiarskiej Księżniczce podawano pięć dużych posiłków dziennie.Lu-ter zamierzał jeść, aż pęknie.Przy pobliskim stoliku siedziała piękna, młoda dziewczyna z chłopakiem.No-ra spojrzała na nią i odłożyła widelec. Myślisz, że wszystko u niej w porządku?Luter rozejrzał się po sali. U kogo? U Blair.Luter żuł szpinak, zastanawiając się nad pytaniem, które Nora zadawała muostatnio tylko trzy razy dziennie. Na pewno.Na pewno świetnie się bawi. Nic jej nie grozi?Kolejne standardowe pytanie: pytała go, jakby ze stuprocentową pewnościąwiedział, że dokładnie w tym i w tym momencie córce grozi lub nie grozi niebez-pieczeństwo. Korpus Pokoju nie stracił ani jednego ochotnika od trzydziestu lat.Są bar-dzo ostrożni, a teraz jedz.Nora dzgnęła szpinak widelcem, zjadła pół listka i odłożyła sztućce.Luterwymiótł talerz do czysta i łakomym wzrokiem spojrzał na jej sałatkę. Nie jesz? spytał.Zamienili się talerzami i Luter błyskawicznie wymiótł do czysta drugi.Alegdy kelner przyniósł spaghetti, Nora zasłoniła rękami miseczkę.Po kilku kęsachnagle znieruchomiała z widelcem w połowie drogi do ust.Odłożyła go i powie-działa: Zapomniałam.Luter intensywnie żuł. O czym? Miała przerażoną twarz. Co się stało? spytał, z trudemprzełknąwszy makaron. Czy ci jurorzy nie przyjeżdżają zaraz po paradzie?57Dopiero wtedy do niego dotarło.Odłożył widelec, wypił łyk wody i boleśniespojrzał w dal.Tak, rzeczywiście.Nora miała całkowitą rację.Po paradzie członkowie miejskiej komisji rekreacyjnej objeżdżali dzielnicęotwartą platformą ciągniętą przez traktor, oceniając poziom świątecznego nastro-ju.Przyznawali indywidualne nagrody w różnych kategoriach: za najoryginalniej-szy wystrój zewnętrzny domu, za najładniejsze oświetlenie, i tak dalej.Była rów-nież nagroda za najlepsze dekoracje uliczne.Hamlock Street dwa razy zdobyłabłękitną wstęgę.Przed rokiem ulica zajęła drugie miejsce; plotka głosiła, że głównie dlatego, iżna dwóch spośród czterdziestu czterech domów nie ustawiono Zniegurka.Wszyst-kich zaskoczyli ci z Boxwood Lane, trzy ulice na północ od Hamlock, którzy niz tego, ni z owego ozdobili dachy rzędem jaskrawo świecących choinkowych cu-kierków mówili, że mieszkają przy Cukierkowej i odebrali im pierwsząnagrodę.Frohmeyer przez miesiąc słał listy do sąsiadów.Nastrój prysł, kolację szlag trafił.Wolno dziobali widelcem makaron, żebyzabić jak najwięcej czasu.Długo pili kawę.Kiedy restauracja opustoszała, Luterzapłacił rachunek i powoli pojechali do domu.Oczywiście znowu przegrali.Luter znalazł po ciemku gazetę i z przerażeniemspojrzał na pierwszą stronę działu miejskiego.Wymieniono na niej zwycięzców:pierwsze miejsce Cherry Avenue, drugie Boxwood Lane, trzecie Stanton Street.Trogdon, ten z naprzeciwka czternaście tysięcy lampek zajął czwarte miej-sce w kategorii najładniejszego oświetlenia.Na środku strony zamieszczono duże, kolorowe zdjęcie domu Kranków.Zro-biono je z pewnej odległości i Luter spróbował ustalić skąd.Na pewno z góry,szerokokątnym obiektywem, jakby z samolotu.Dom Beckerów, tych z lewej, dosłownie tonął w oślepiającym blasku koloro-wych światełek.Dom i trawnik Kerrów, tych z prawej, był starannie obrysowanyrówniutkimi rzędami czerwonych i zielonych lampek, których liczba zdążyła jużwzrosnąć do paru tysięcy.Dom Kranków był ciemny.Widać też było wschodnią część ulicy, domy Frohmeyerów, Nugentów i Gal-dy ów, wszystkie rozjarzone miłym, ciepłym światłem, wszystkie ze Zniegurkiemna dachu.Domy stojące w części zachodniej, Dentów, McTierów i Bellingtonów,też promieniowały świątecznym blaskiem.Dom Kranków był bardzo ciemny. To od Scheela mruknął pod nosem Luter.Zdjęcie zrobiono dokładnie z naprzeciwka.Walt Scheel pozwolił fotografowiwlezć na dach i zrobić zdjęcie.Pewnie zachęcała go do tego cała ulica.Pod zdjęciem zamieszczono krótką notatkę z nagłówkiem:58PRECZ ZE ZWITAMI.Dom państwa Kranków jest w te święta dość ponury.Podczasgdy pozostali mieszkańcy Hamlock Street przystrajają swoje domy,szykując się na przyjazd Zwiętego Mikołaja, państwo Krank odpusz-czają sobie Boże Narodzenie i według anonimowych zródeł przygotowują się do wyjazdu na Karaiby.Nie kupili choinki, nie roz-wiesili lampek i jako jedyni na ulicy postanowili uwięzić Zniegurkana strychu (ku naszemu rozczarowaniu, Hamlock Street, tradycyjnajuż zwyciężczyni redakcyjnego konkursu na najpiękniej przystrojonąulicę miasta, zajęła w tym roku zaskakująco niskie, bo dopiero szóstemiejsce). Mam nadzieję, że są z siebie zadowoleni , powiedział namjeden z sąsiadów. Oto przykład najskrajniejszego egoizmu , dodałdrugi.Gdyby Luter miał pod ręką karabin maszynowy, wybiegłby na ulicę i ostrzelałwszystkie domy.Ale zamiast wybiec, długo siedział ze ściśniętym żołądkiem, próbując prze-konać samego siebie, że to też wkrótce minie.Do wyjazdu zostały jeszcze tylkocztery dni, a kiedy wrócą, wszystkich tych przeklętych Zniegurków, lampek i cho-inek już dawno nie będzie.Zaczną napływać pliki rachunków i może wtedy ichcudowni sąsiedzi staną się sympatyczniejsi.Przejrzał gazetę, ale nie mógł się skupić.W końcu wziął się w garść, zacisnąłzęby i zaniósł złą nowinę żonie. Koszmarne przebudzenie powiedziała Nora, próbując obejrzeć zdjęcia.Przetarła i zmrużyła oczy. Ten palant Scheel pozwolił fotografowi wejść na swój dach syknął Luter. Jesteś tego pewny? Oczywiście.Spójrz tylko na zdjęcie.Nora spojrzała.Przeczytała notatkę.Gdy doszła do najskrajniejszego ego-izmu , głośno wciągnęła powietrze. Kto to powiedział? Nie wiem.Albo Scheel, albo Frohmeyer.Idę pod prysznic. Jak oni mogli! krzyknęła Nora.Zuch dziewczyna, pomyślał Luter.Tak jest, wścieknij się, uprzyj.Jeszcze tyl-ko cztery dni.Nie załamiemy się.Już nie.Tego wieczoru, po kolacji i nieudanej próbie oglądania telewizji, postanowiłsię przejść.Włożył palto i owinął szyję wełnianym szalikiem; temperatura spadłaponiżej zera i zanosiło się na śnieg.On i Nora kupili jeden z pierwszych domów59przy Hamlock Street i prędzej umrze, niż schowa ogon pod siebie.To jego ulica,jego dzielnica, jego przyjaciele.Pewnego dnia cały ten epizod pójdzie w niepa-mięć.Włożył ręce do kieszeni i ruszył przed siebie, wciągając do płuc ożywcze po-wietrze.Na rogu Hamlock i Moss Point wypatrzył go Spike Frohmeyer na desce
[ Pobierz całość w formacie PDF ]