[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Do jej obecnej praktyki i jejobecnego życia.86Nie grała już na swoim instrumencie.Nie potrafiła wydobyć z wio-lonczeli dzwięków tak czystych i subtelnych jak niegdyś, a wolała niesłuchać własnych błędów.Sally nie znosiła być niedoskonała.Kiedy piosenka zaczęła się zbliżać do końca, we wstecznym lusterkamignęło jej odbicie własnych oczu.Wyciągnęła rękę i ustawiła lusterkotak, że mogła patrzeć na siebie.Brakowało jej roku do pięćdziesiątki,którą niektórzy uważają za kamień milowy na drodze życiowej, ale któ-rej ona bała się panicznie.Nie cierpiała zmian w swoim ciele, poczynającod uderzeń krwi do głowy, a skończywszy na zesztywnieniu stawów.Nienawidziła zmarszczek tworzących się w kącikach oczu.Nie znosiłaskóry zwisającej pod podbródkiem i na pośladkach.W tajemnicy przedHope zapisała się do lokalnego klubu fitness i pociła się na ruchomychbieżniach i eliptycznych maszynach tak często, jak tylko mogła sobie nato pozwolić.Zaczęła studiować oferty klinik chirurgii kosmetycznej i nawet roz-ważała, czy nie wymknąć się do jakiegoś renomowanego centrum odno-wy biologicznej pod pretekstem ważnej podróży służbowej.Nie bardzowiedziała, dlaczego ukrywa to wszystko przed swoją partnerką.Zaczerpnęła głęboko powietrza i wyłączyła radio.Pomyślała, że skradziono jej całą młodość.Poczuła smak goryczy, po-nieważ wszystko w jej życiu wydawało się łatwe do przewidzenia, mieści-ło się w ogólnie przyjętych schematach.Nawet jej związek, który w pew-nych regionach kraju mógł pobudzić ludzi do plotek i wydawać sięczymś egzotycznym lub niebezpiecznym, w zachodnim Massachusettsbył niemal tak banalny jak nieuchronność nadejścia kolejnych pór roku.Nie jestem nawet w kolizji z prawem, jeśli chodzi o seks, pomyślałaSally.Chwyciła mocno kierownicę i wydała krótki gniewny krzyk, coś w ro-dzaju wrzasku, jakby odczuła nagły ból.Potem rozejrzała się dookoła, bysię upewnić, że nie usłyszał tego nikt z przechodniów.Z trudem oddychając, wrzuciła bieg.I co dalej? - zadała sobie pytanie, włączając się do ruchu na jezdni;wiedziała już, że znowu się spózni na obiad.Jakaś choroba? Pomyślałasobie, że mógłby to być rak piersi, osteoporoza albo anemia.Cokolwiekby to było, nie mogłoby stać się czymś boleśniejszym, trudniejszym dozniesienia niż ten przypływ niekontrolowanego gniewu, frustracji i sza-leństwa, wobec których czuła się bezradna.- A więc obie kobiety miały problemy?- Tak.Sądzę, że tak, lecz to wcale nie ułatwia zrozumienia tego, cozaszło od momentu, w którym pojawił się w ich życiu Michael O'Connell,87ani zrozumienia, jak dalece jego obecność zmieniła to, co się działo w ich:związku.- Rozumiem - powiedziałem.- Naprawdę? - odparła.- Mam wrażenie, że niezupełnie pan rozu-mie.Siedzieliśmy w małej restauracji blisko wejścia, w miejscu, z któregomogła przez okno spoglądać na główną ulicę miasteczka uniwersytec-kiego, gdzie mieszkaliśmy oboje.Uśmiechnęła się i odwróciła z powro-tem do mnie.- W naszym przyjemnym, bezpiecznym życiu ludzi należących doklasy średniej przyjmujemy wiele rzeczy za oczywiste, zgodzi się pan? zapytała nie czekając na moją odpowiedz, ciągnęła: - Czasami zdarzająsię problemy, wtedy, gdy najmniej się ich spodziewamy, także w mo-mentach, kiedy nie jesteśmy przygotowani do tego, by sobie z nimi ra-dzić.W jej głosie zabrzmiał ton podenerwowania czy irytacji, połączony zestanowczością, a wszystko wydawało się nie na miejscu w to pogodnespokojne popołudnie.- Okay - westchnąłem.- A więc życie Scotta nie było w pełni udane,chociaż biorąc rzecz ogólnie, nie było takie złe.Miał dobrą pracę, pewienprestiż, więcej niż zadowalające pobory, co powinno skompensować mu,przynajmniej w pewnym stopniu, samotność dość typową dla osoby wśrednim wieku.Susan i Hope przechodziły trudny okres, ale powodziłoim się bardzo dobrze.Miały dużo pieniędzy.A Ashley, mimo że byławykształcona, kulturalna i atrakcyjna, ciągle w jakiś sposób się zmienia-ła i nigdy nie była pewna tego, jaka czeka ją przyszłość.Takie mniej wię-cej jest życie, prawda? Jak to.Przerwała mi, unosząc jedną rękę jak policjant z drogówki, a drugąsięgnęła po szklankę mrożonej herbaty
[ Pobierz całość w formacie PDF ]