[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Niełatwo schować dumę do kieszeni, a kiedy już się to zrobi, człowiekma wrażenie, że w tej kieszeni ma gówno. - Tak, jeżeli możesz.Chyba mogę powiedzieć Candace, że idę napolicję w związku z tym? - Wskazał swój salon.- Ale nie chcę jejokłamywać.- Lepiej nie okłamuj.Ma dokąd pójść?- Przyjechała ze mną, nie chcę, żeby wracała do domu sama.- No to chodz, coś wymyślimy.- Evan go objął.Candace zagryzławargi, kiedy wyłonili się zza budynku.Słyszała podniesione głosy, ale na pewno nie była w stanie usłyszećsłów.Obaj mieli identyczne miny.Zorientowała się, że gdyby Brianadoprowadzić do porządku, ubrać w garnitur i buty ferragamo, miałoby sięprzed sobą Evana.Podobieństwo było uderzające.Teraz obaj wyglądali jak granitowe posągi.Brian skinął na nią, a onaodeszła od grupy jego znajomych i pracowników, z którymi stała.Sercenie przestawało jej walić jak oszalałe, odkąd powiedział jej, co się stało, aprzypieszyło jeszcze bardziej na widok jego miny.- Twój brat złożył na mnie doniesienie - stwierdził oschle.- O, mój Boże, Brian.- Muszę iść na policję, bo inaczej mnie aresztują, a ty masz egzaminy,więc.Starała się rozumieć to, że jest wyjątkowo zdenerwowany, ale ton jegogłosu ją ranił.- Poradzę sobie, jeżeli ktoś mnie odwiezie do domu.- Nie chcę, żebyś jechała do domu.- Nie załamię się, jeżeli będę dwie godziny sama - warknęła.- Mojarodzina mnie nie porwie i nie odda do klasztoru.Starła albo ktoś innypodwiezie mnie do domu, poradzę sobie.- Dobra - rzucił i odwrócił się do samochodu Evana.-Zadzwonię dociebie po wszystkim. - Nie rób sobie kłopotu.- Co takiego? - Zamarł i obrócił się do niej.- Zaczekam na ciebie - mruknął Evan i odszedł, żeby mogliporozmawiać.Candace czekała, aż oddali się na tyle, że nie będzie słyszał, i dopierowtedy odważyła się otworzyć usta.- Doskonale rozumiem, o co tu chodzi.Nie możesz na mnie patrzeć,warczysz do mnie, jakbym ci coś zrobiła, w porządku.Gdybyś się ze mnąnie zadał, miałbyś salon i nie musiałbyś iść teraz na policję.To ja.- Cholera, nie zaczynaj teraz.Nie w tej chwili.Mam dośćwszystkiego, żeby jeszcze teraz tego wysłuchiwać.- Jego mina mogłabyjej się przyśnić w koszmarze.- Wybacz, ale moje zródło utrzymaniaposzło w diabły, a na policji mam nową, lśniącą kartotekę.Dość mamchyba na głowie, nie uważasz.- Nikt ci nie kazał bić Jamesona.Ja cię o to nie prosiłam.Ale ja też niemusiałam uciekać z wesela Deanne i wszystkich denerwować.Tyle samow tym twojej winy, co mojej, Brian, ale może to w tej chwili nie jest dlanas najlepsze.Nadal był zszokowany jej stwierdzeniem na temat Jamesona.- Nie miałem zamiaru stać i słuchać tego, co o tobie gadał.- To szlachetne, ale to była twoja decyzja.Mówiłam, że się tym zajmę.A teraz proszę cię, żebyś dał mi się zająć tą sprawą.Chciała się wycofać, widząc jego minę, ale pomyślała, że tym razemmusi dopiąć swego.- Ty się zajmij tym, żeby wszystko doprowadzić do porządku.Chybaczeka cię dużo roboty.Pozwól mi załagodzić sprawy w mojej rodzinie.Może kiedy wszystko się poukłada, będziemy mogli spróbować od nowa,jeżeli będziemy chcieli.- Nie - powiedział.Poczuła ukłucie w sercu, kiedy usłyszała jego błagalny ton. Uniósł dłoń, jakby chciał dotknąć jej twarzy, ale się powstrzymał.%7łałowała.Jeden dotyk i może zapomniałaby o tym wszystkim, o tym, cozrobiła.- Przepraszam, mam kocioł w głowie, zrozum.Przepraszam, jeżeliodnosiłem się do ciebie tak, jakbym cię obwiniał.Nie winię cię,zapewniam.Możemy porozmawiać o tym, jak ochłoniemy?- Ja jestem opanowana.- Posłała mu smutny uśmiech.-Gdybyś ty teżmyślał racjonalnie, to wiedziałbyś, że mam rację.Nie chodzi tylko o to,na co ja będę przez to wszystko narażona.Chodzi też o to, co będzieszmusiał znieść ty.- Jestem dorosły.Może w tej chwili ciężko to sobie wyobrazić, alewytrzymam.Chyba zapomniałaś, skąd pochodzę.Oni chyba też.- Ale nie wiem, czy ja wytrzymam.- Więc się poddajesz.Masz zamiar całe życie przeżyć pod ichpantoflem.Wyjść za jakiegoś nadętego krawaciarza, którego ci podsuną, ispłodzić pół tuzina dzieci.- A jaką ty masz wizję przyszłości? - warknęła.- Ja chcę skończyćszkołę i pójść do pracy.Chciałabym mieć kiedyś rodzinę.Tobie siępewnie wydaje, że to jakieś życie z piekła rodem.- Nie szufladkuj mnie, bo tego nie cierpię.Robię to, co kocham.Codziennie tworzę i pomagam innym się wyrazić.Widzę radość na ichtwarzach, kiedy widzą swoje nowe dzieło, i widzę, jak się wzruszają,kiedy to dla nich wiele znaczy.Nie trzeba mi nic więcej.Nic nie chcę.-Wskazał palcem budynek.- Cholera, to jest moja przyszłość, Candace, to.I ktoś, kto ma być częścią mojego życia, musi sobie z tego zdawaćsprawę.- Próbują to zniszczyć przeze mnie.Nie rozumiesz?- Słuchaj, muszę iść.Ale zadzwonię do ciebie pózniej, a ty odbierzeszi porozmawiamy o tym. - To tylko utrudni sprawę.- Powiedziałem ci, że nie pozwolę ci drugi raz uciec.Mówiłempoważnie.- Nie spuszczał wzroku z jej oczu, nawet kiedy szedł dosamochodu Evana i otwierał drzwi.- Mówiłem poważnie.Patrzyła, jak odjeżdżają, zagubiona i samotna.Czuła jeszcze milioninnych rzeczy, ale żadna nie była dobra.Starła, która, podobnie jakwszyscy policjanci kręcący się po okolicy, na pewno słyszała każde ichsłowo - podeszła do niej i ją objęła.- Chodz, odwiozę cię do domu.Droga mijała w napięciu.Na pozbawionej makijażu twarzy Starliwidać było przygnębienie.Candace powiedziała, dokąd mają jechać, alenie wiedziała, co jeszcze może dodać.Po tym, jak Starła usłyszała towszystko, może ją obwiniać.Odezwała się dopiero na parkingu.- Nie zostawiaj go w takim stanie.Potrzebuje cię, chociaż się do tegonie przyzna.Brian łatwo daje się ponieść nastrojom.Jeżeli go terazzostawisz, to go zabije.- A mnie zabije to, że zostanę.Ten weekend był.-Wzięła oddech.-Piękny, cudowny i najbardziej przerażający w całym moim życiu.Brązowe oczy Starli wpatrywały się w nią intensywnie.- Po raz pierwszy się zakochałaś.Nic dziwnego, że jesteś przerażona.Ale nie uciekaj od tego.Teraz powinniście trzymać się razem, żeby toprzejść.- Moja rodzina na pewno będzie chciała zamienić jego życie w piekło.Wygląda na to, że już zaczęli działać.Nie jestem mu potrzebna [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl