[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.śyłabym dalej jako \ona senatora i nie \ądała niczego więcej.Susan dostrzegła defensywny ton w swoim głosie, ale nic nie mogła na to poradzić.KarenEmbry była bardziej ni\ bezpośrednia.Była natarczywa. Czy mimo tych wszystkich okoliczności nadal jest pani taka przekonana o mo\liwościachMichaela? dopytywała się Karen. Oczywiście zapewniła Susan. Wierzę w Michaela.Nigdy w niego nie wątpiłam.Aleniepokoi mnie nasza sytuacja polityczna.Martwię się o przyszłość świata. Niepokoi panią nasza sytuacja polityczna? Karen uniosła brwi. Co pani ma na myśli?Susan postanowiła staranniej dobierać słowa.Naciskana przez dziennikarkę wkroczyła naniebezpieczne terytorium.Nie przywykła wypowiadać opinii politycznych. No có\, jeśli mam być szczera, martwi mnie pan Goss.To, co mówi, jest pełnenienawiści, a swych przeciwników politycznych traktuje jak wrogów narodu.Sytuacja naświecie jest tak napięta, \e tego typu retorykę uwa\am za niebezpieczną.Wyprostowała się, bardzo zadowolona z siebie, \e zajęła stanowisko, z którym zgodziłbysię ka\dy rozsądny przywódca. Pan Goss ma co do pani mę\a i prezydenta identyczne zdanie przypomniała Karen.Uwa\a, \e sytuacja światowa jest tak powa\na, i\ prezentowana przez nich postawaumiarkowania ma niemal wydzwięk kryminalny.Susan przytaknęła. Myślę, \e wolno mu wyra\ać taką opinię.Ale nie przepadam za politykami, którzyposługują się językiem nienawiści i odwetu.Uwa\am, \e trzeba porozumieniai odpowiedzialnej współpracy w budowaniu przyszłości.Reporterka przyglądała się niewzruszenie swej rozmówczyni. Ale wydawało mi się, \e nie będziemy mówić o polityce zauwa\yła Susan. Sądziłam,\e tematem rozmowy będzie epidemia i jej wpływ na ludzi. No có\, w pani przypadku obie te sprawy łączą się ze sobą nie ustępowała Karen. Jestpani kobietą, której przyjaciół dotknęła ta choroba, i \oną polityka, której \ycie uległo z tegopowodu zmianie. Owszem, chyba ma pani rację przyznała Susan. Rozprzestrzenianie się syndromu Pinokia zdawało się działać na korzyść Colina Gossa,przynajmniej w sonda\ach opinii publicznej ciągnęła Karen. Przypuszczalne wygaśnięcieepidemii w Ameryce ma od pewnego czasu dość znaczący i pozytywny wpływ napowszechną ocenę skuteczności prezydenta.Co ciekawe, zbiega się akurat z wyborem panimę\a na miejsce Everhardta.Czy to pani nie niepokoi? Co pani ma na myśli? spytała Susan. Czy nie niepokoi pani wpływ choroby na wyniki sonda\y?Susan zastanawiała się przez chwilę. Owszem odparła. Podobnie niepokoiła mnie rola, jaką odegrała tragedia CrescentQueen.To dość makabryczne, kiedy poparcie polityków zale\y od liczby ofiar.Karen była pod wra\eniem tej szczerości.Susan Campbell nie przypominała innych \onpolityków.Była wra\liwsza, bardziej komunikatywna.A mimo to coś ukrywała.Nikt tegojednak nie dostrzegał; na tym właśnie polegał urok Susan, dlatego wszyscy ją lubili.Instynkt podpowiedział Karen, \e nieprzyjemna prawda spoczywa gdzieś płytko, tu\ podpowierzchnią.Postanowiła zaryzykować i dotrzeć do niej.Wyłączyła magnetofon. Mogę panią spytać o coś prywatnie? spytała. Jasne.Oczywiście. Czy kiedykolwiek zastanawiała się pani nad faktem, \e usunięcie Everhardta, Palleschiegoi Stillmana nie było przypadkowe, ale zamierzone, \e chodziło o to, by pani mą\ znalazł siętam, gdzie jest dzisiaj? Co pani ma na myśli? spytała Susan. To, \e ktoś inny usunął trzech pozostałych z drogi, tak aby Michael Campbell mógł zostaćwiceprezydentem jakieś dziesięć lat za wcześnie?Susan pobladła. Nie, nie przyszło mi to do głowy wyznała. Ani razu.Nie rozumiem, dlaczego paniuwa\a, \e powinnam o czymś takim w ogóle pomyśleć.Trzy zaprzeczenia, pomyślała Karen, uśmiechając się w duchu.Trzy zaprzeczenia byłyrównoznaczne potwierdzeniu.Susan zdradzała oznaki niepokoju.Karen włączyła magnetofon, potem znów wyłączyła. Bardzo panią przepraszam powiedziała. Ale czy miałaby pani coś przeciwko temu,gdybym zapaliła? Ale\ skąd odparła z uśmiechem Susan. Trzeba było spytać wcześniej.Strasznie miprzykro, \e się pani tak męczyła.Wstała i poszła po popielniczkę, która stała na komodzie pod ścianą.Karen, zapalając papierosa, uśmiechnęła się w duchu, ujęta gościnnością gospodyni
[ Pobierz całość w formacie PDF ]