[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Od początku wiedzieli, w jak dramatycznysposób splotły się losy ich rodzin i znali historię Królowej Pereł.Ale z młodzieńczą, naiwną ufnością wierzyli, że klątwa ich niedotknie.Poznała Cullena w Nowym Jorku, pojechała za nim na kraj światai wyszła za niego, gdy stało się jasne, że poranne mdłości wywołuje nietylko upalny i wilgotny klimat Zachodniej Australii.Kochała gomiłością ślepą i szaloną niezależna artystka, projektantka biżuterii,zauroczona przez mężczyznę, który hoduje perły.A potem, cztery lata pózniej, nie było już czego ratować.Zaufanieprysło, narosła wrogość i podejrzliwość, zrodził się żal.Wszystko sięskończyło.Nie mogła zasnąć.Ilekroć zamykała oczy, widziała twarz Cullenaalbo, co gorsza, twarz syna.To nie była ta sama twarz, mimo że chłopiecbył bardzo podobny do ojca.Rysy Cullena były wyraziste, męskie,podczas gdy Matthew miał oblicze o rysach subtelnych i delikatnych.Gdzie on teraz jest? Czy porwała go czyjaś bezlitosna ręka, czy teżzawładnął nim jakiś wewnętrzny demon, o którym nie potrafił z niąrozmawiać?Zerwała się przerażona.Dygotała, kręciło jej się w głowie, nie mogłazaczerpnąć powietrza.Nie mogła dłużej bezczynnie leżeć, zachodzącw głowę, co mogło przydarzyć się jej dziecku.Odetchnęła głęboko,uspokoiła się nieco, a potem założyła szlafrok i boso poszła do pokojuMatthew.Komputer był nadal włączony.Przed przybyciem Cullenaredagowała listy do osób, których internetowe adresy znalazła w baziedanych syna.Pisała podobnie do wszystkich:,,Jestem matką Matthew,chwilowo straciłam z nim kontakt.Może ktoś wie, gdzie on jest i jakmożna się z nim skontaktować?''.Miała nadzieję, że jej wiadomość zostanie prawidłowo odczytana.Nie czuła się na siłach napisać prawdy.Przynajmniej na razie.Kliknęła myszką i sprawdziła skrzynkę pocztową nadeszło kilkalistów od kolegów Matthew ze szkoły.Wynikało z nich, że nikt niewiedział o wyjezdzie chłopca.Po kilku minutach sprawdziła pocztę razjeszcze tym razem w skrzynce znalazła trzy nowe wiadomości.Pierwszą zatytułowano Szatańskie niebezpieczeństwo''.Serce zamarłojej w piersi, lecz po otworzeniu okazało się, że to reklama uaktualnionejwersji gry, którą Matthew ściągnął z Internetu na Gwiazdkę.Druga wiadomość pochodziła od wirtualnego przyjacielaz Massachusetts, który właśnie zdał jakieś egzaminy końcowe i nieomieszkał się tym pochwalić.Treść trzeciej, niepodpisanej, brzmiała: Problemy z serwerem.Mam nadzieję, że uda ci się to załatwić przedwyjazdem.Powodzenia.Szkoda, że nie mogę jechać z tobą.''.Wpatrywała się w ekran, niezdecydowana, czy ostatnia wiadomośćnie zawiera przypadkiem jakiejś wskazówki, gdy za plecami usłyszałaszmer.Obróciła się raptownie i zobaczyła, że w drzwiach stoi Cullen. Co się dzieje?Była wciąż roztrzęsiona, a widok Cullena w opuszczonych na biodradżinsach i rozchełstanej koszuli nie dodał jej otuchy. Sprawdzam pocztę.Nic się nie dzieje. Nie śpiąc, nikomu nie pomożesz. A ty zapewne poradzisz mi, jak zasnąć odcięła się i wróciławzrokiem do ekranu. Połóż się do łóżka i zamknij oczy.W moim przypadku topomogło. Stanął tuż za nią, zerknął w monitor i zapytał: Czy ktośprzed tobą już to sprawdzał? Stanford.Ja też trochę& Znalazłaś jakieś moje listy? Twoje? Tak.Czasami pisywaliśmy z małym do siebie, nawet kilka razydziennie.Naturalnie nie w ciągu ostatnich kilku tygodni, bo cały czasbyłem w trasie.Liana wiedziała, że Cullen przez kilka ostatnich tygodni załatwiałinteresy w Nowym Jorku.Właśnie dlatego miał się spotkać z synem nalotnisku LaGuardia. Nie wiedziałam, że korespondowaliście. Może Matthew myślał, że lepiej ci nie mówić. Powinnam się była domyślić.Ostatnio nie chciał dzwonić do ciebietak często, jak dawniej. E-maile zastąpiły telefony.Taniej, szybciej, można więcej zobaczyć.Przesyłamy sobie zdjęcia.W ten sposób on może poznać moje życie, a jaobserwować, jak mały się zmienia.Liana poczuła się jak ofiara spisku. Czy usiłujesz wywołać u mnie poczucie winy? Nie, usiłuję opowiedzieć ci o tym, co robi twój syn.Myślałem, żechcesz wiedzieć. Masz miesiąc, żeby się nim nacieszyć.To ci nie wystarczy? A tobie by wystarczyło? To nie to samo.Ja chciałam być matką.Wszystko, co dotyczyMatthew, jest dla mnie ważne. Dla mnie też.Właśnie dlatego wykorzystuję każdą możliwość,żeby okazać mu zainteresowanie. Ty go nie chciałeś. Nie chciałem zostać ojcem, ale to nie znaczy, że nie chciałem syna. Dla mnie to zbyt subtelna różnica. Kiedy to proste.Nie chciałem zostać ojcem, bo wiedziałem, że niejestem gotowy do tej roli.Ale kochałem małego od chwili narodzin. Jakoś trudno było na to wpaść. Cullen nie odpowiedział, więcpodjęła po chwili: Wiem, zachowuję się jakbym była zgorzkniałą,nieszczęśliwą kobietą.Ale to nieprawda.Zapomniałam o przeszłości.Tylko teraz, kiedy Matthew zaginął& A ja się pojawiłem& Tak, to też.Po tylu latach.Straciłam panowanie nad sobą. Wiem, że sprawiam ci ból.Ale nic nie mogę na to poradzić.Mogęza to pomóc ci znalezć syna.Odnajdziemy go, zobaczysz.Stanford zjawił się o świcie.Liana zdążyła wziąć prysznic,odświeżyć się i ubrać, ale wcale nie była wypoczęta. Jakieś nowiny? spytała, nim zdążył wejść do środka. Niewiele.Mogę wejść? Niewiele brzmi lepiej niż nic.Wchodz. Dziś rano rozmawiałem z kobietą, która siedziała obok Mattheww samolocie do Denver.Zapamiętała go, bo był niezwykle uprzejmyi zrobił na niej wrażenie dojrzałego nastolatka.Powiedział jej, że maprzesiadkę w Denver, ale niestety nie zapytała, dokąd leci dalej.Onasama nie cierpi latać, była więc zdenerwowana.Podobno chłopiecwyznał jej, że jego matka też boi się latania.Poza tym nic więcej niepamięta.Liana smutno pokiwała głową. Kiedyś mi powiedział, że gdybym choć raz zdobyła się na odwagęi wsiadła z nim do samolotu, dopilnowałby, żeby nic mi się nie stało.Nie miał wtedy nawet ośmiu lat. Westchnęła.Jej lęk przed lataniemnarodził się wiele lat wcześniej i skutecznie ograniczał możliwośćspędzania wakacji z synem w miejscach odległych od domu. Masz coś jeszcze? zapytała. Tak.Tamta kobieta zapamiętała, że Matthew był w dobrymhumorze, odprężony i wesoły.Odniosła wrażenie, że chłopak cieszy sięna myśl o wakacjach. To nam nic nie daje, prawda? Niekoniecznie dobiegł ją głos zza pleców. Jeśli ktoś ucieka z domu, nie jest z tego powodu odprężonyi zadowolony.Obejrzała się szybko i ujrzała przysłuchującego się rozmowieCullena.Zdążył już wziąć prysznic, ogolić się i włożyć świeże ubranie.Liana przedstawiła Stanfordowi byłego męża. Cullen przyjechał wczoraj w nocy. Domyśliłem się, kim pan jest, akcent pana zdradził zwrócił się doniego Stanford. Przykro mi, że poznajemy się w takichokolicznościach.Musi pan to wszystko bardzo przeżywać, prawda? Prawda odparł krótko Cullen, a potem od razu zapytał: O iledobrze usłyszałem, rozmawiał pan z kimś kto spotkał mojego syna?Stanford powtórzył to, co wcześniej opowiedział Lianie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]