[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.WDZICZNE TRUPY  Piekło w wiadrze Rozdział dwunastyBEZSENNOZ PORUCZNIKA POLICJIZa dziesięć dwunasta, tej nocy gdy miał umrzeć Blair Sullivan, porucznik TannyBrown spojrzał szybko na swój zegarek, czując przyspieszenie tętna, gdy pomyślało człowieku z celi śmierci.Naprzeciw niego, na straszącej obnażonymi sprężynamikanapie szlochała spazmatycznie kobieta. O Jezu, dobry, słodki Jezu, dlaczego?!  krzyknęła.Jej głos szarpnął wysłużonymiścianami niewielkiej przyczepy, potrząsając bibelotami i tandetnymi obrazkami,zawieszonymi gęsto na ścianach, wyłożonych udającą drewno okleiną.Przedarł się przezgęste gorąco, zalegające na zewnątrz, nie zważając na nocną porę.Co kilka sekundpomieszczenie oświetlały błyskające światła samochodów policyjnych, zaparkowanychw półkolu przed przyczepą.Blask ich wydobywał z mroku rzezbiony krucyfiks, wiszącyna ścianie, obok oprawionej w ramki modlitwy, wyciętej z gazety.Błyski światełzdawały się zaznaczać miarowy upływ czasu. Boże, dlaczego?  zaniosła się szlochem kobieta.To pytanie, na które On nigdy nie spieszy się z odpowiedzią, pomyślał cynicznieTanny Brown, a już szczególnie nie wtedy, gdy w grę wchodzi mieszkaniec przyczepykempingowej.Podniósł na chwilę rękę do czoła, chcąc siłą woli wprowadzić chwilę ciszy w świat,który go otaczał.Niesamowite, ale po jeszcze jednym urywanym krzyku głos kobietyzdawał się odpływać gdzieś w przestrzeń.Odwrócił się w jej stronę.Skuliła się w rogu, podwijając pod siebie nogi, jakprzerażone dziecko.Była najdziwniejszym, wręcz absurdalnym mordercą,z rozczochranymi, posklejanymi w brązowe strąki włosami, szczupła i drobna jakniedożywiona dziewczynka.Jedno oko miała podbite, chudy nadgarstek okręconybandażem elastycznym.Spod podwiniętych rękawów wysłużonej różowej podomkiwystawały ręce, noszące fioletowo-zielone ślady świeżych razów.Zanotował tow pamięci.Zauważył plamy od nikotyny, widoczne na jej palcach, gdy podniosła ręce dotwarzy, próbując osuszyć płynące po niej nieprzerwanie łzy.Kiedy spojrzała na swemokre ręce, z wyrazu twarzy można było odczytać, że spodziewała się zobaczyć na nichkrew.Tanny Brown patrzył bez słowa na kobietę, pozwalając nagle zapadłej ciszywprowadzić trochę ukojenia.Jest stara, pomyślał i prawie natychmiast poprawił się: Jestmłodsza ode mnie.Lata zostały w niej wybite, postarzając ją znacznie bardziej niż samupływ czasu. Skinął na jednego z umundurowanych policjantów stojących w tyle przyczepy, zakuchennym przepierzeniem. Fred, masz papierosa dla pani Collins?Policjant postąpił naprzód, podając jej całą paczkę.Wyciągnęła rękę, mamrocząc podnosem: Próbuję rzucić.Brown pochylił się i zapalił jej papierosa. A teraz, pani Collins, proszę postarać się uspokoić i powolutku mi opowiedzieć, cosię tu stało, kiedy Buck przyszedł dzisiaj po ostatniej zmianie.Na zewnątrz coś puknęło, a zaraz potem rozbłysła mała eksplozja światła.Niech toszlag, pomyślał, kiedy ujrzał w oczach kobiety błysk paniki. To tylko policyjny fotograf, proszę pani.Nie napiłaby się pani wody? Przydałoby się coś mocniejszego  odrzekła, podnosząc papierosa do ust i długo,łakomie zaciągając się, co skończyło się atakiem suchego, szarpiącego kaszlu. Szklankę wody, Fred. Odbierając szklankę, Brown usłyszał na zewnątrz głosy.Wstał gwałtownie. Pani się trochę pozbiera.A ja zaraz wracam. Nie zostawi mnie pan teraz?  Wydała się nagle przerażona. Nie.Wychodzę tylko spojrzeć, jak im idzie na zewnątrz.Fred, zostań tutaj.%7łałował bardzo, że nie ma tu Wilcoxa, gdy patrzył na oczy kobiety, błądzącew panice po pokoju.Jeszcze chwila, a znowu się rozpłacze.Jego partner wiedziałbyinstynktownie, jak ją uspokoić.Bruce miał podejście do biednych ludzi z marginesu,z którymi ciągle mieli do czynienia, szczególnie do białych.To byli jego ludzie.Dorastałw świecie niezbyt oddalonym od tego, w jakim żyła ta kobieta.Nieraz zakosztował bicia,okrucieństwa i kwaśnego smaku marzeń rodem z budy kempingowej.Wystarczyło, żeusiadł na przeciwko takiej kobiety, trzymając ją za rękę, a po kilku sekundachopowiadała mu wszystkie najdrobniejsze szczegóły całego zajścia.Tanny Brownwestchnął, czując się skrępowany i nie na miejscu.Nie chciał być tutaj, złapanyw potrzask pomiędzy srebrnymi, podobnymi do pocisków bryłami przyczep.Zszedł ze stopni przyczepy i patrzył, jak policyjny fotograf ustawia się, szukającnajlepszego kąta, pod którym mógłby zrobić zdjęcie ciemnego kształtu rozciągniętego natrawie.Kilku innych policjantów dokonywało pomiarów.Jeszcze inni powstrzymywalinapór mieszkańców okolicznych przyczep, cisnących się do przodu, by choćby kątemoka dostrzec ciało nieżyjącego męża kobiety płaczącej teraz w przyczepie.Brownpodszedł i przez chwilę wpatrywał się w twarz leżącego.Miał otwarte, wlepione w niebooczy, a w nich groteskowy wyraz zaskoczenia ze szklanym piętnem śmierci.W miejscugdzie powinna być klatka piersiowa, widniała krwawa, bezkształtna masa.Krew utworzyła też swoistą aureolę wokół głowy i ramion.Na ziemi, tam gdzie odrzucił jeimpet strzału, leżała do połowy opróżniona butelka whisky i tandetny pistolet.Kilkupolicjantów badających miejsce zbrodni wybuchnęło śmiechem; odwrócił się w ichstronę. Jakiś kawał? Rozwód na chybcika  powiedział jeden z mężczyzn, schylając się i wkładając dotorby butelkę. Lepiej niż w Tijuanie czy w Vegas. Stary Buck wykoncypował sobie, zdaje się, że może prać swoją babę nawet bezślubu.Wyszło na to, że nie miał racji  konspiracyjnym szeptem mówił jedenz techników.Znowu przyciszony śmiech. Hej!  zawołał szorstko Brown. Macie, chłopaki, własne zdanie, i bardzo dobrze,ale bądzcie łaskawi zatrzymać je dla siebie.Przynajmniej do czasu gdy tutaj skończymy [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl