[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Esko milczał.Słowa Paula bardzo go zaskoczyły. A jak to jest z tobą? Dlaczego właściwie pracujesz przy budowie konstrukcji stalowych? Lubię to  odparł Esko. Od jak dawna jesteś w tym kraju?  Paul Mantilini zabrzęczał monetami w kieszenispodni. Od paru miesięcy.Jestem architektem.Brzęk monet ucichł jak nożem uciął. Naprawdę?  zapytał Paul z prawdziwą przyjemnością.Twarz mu się rozjaśniła, jakbyucieszyło go jeszcze jedno potwierdzenie faktu, że w tym szalonym świecie po ludziachmożna spodziewać się absolutnie wszystkiego. Twój przyjaciel musi uszanować naszą siostrę  przemówił powoli Steffano, a każdejego słowo brzmiało jak ostrzegawczy strzał. Mój brat jest bardzo uprzejmy  zauważył Paul Mantilini, rzucając Esko kolejnyolśniewający uśmiech.Jego noga znowu zaczęła podrygiwać w rytm jakiejś wewnętrznejmelodii. Powiedz Bo, że jeśli jej nie uszanuje, to poderżnę mu gardło.W taki właśnie sposób Esko po raz pierwszy zetknął się z Paulem Mantilinim oraz jegorodziną.Drugi kontakt nastąpił nieco pózniej tego samego dnia, właściwie tego samegoporanka, zaraz po tym, jak razem udali się na budowę i podstemplowali karty.Esko nie miałczasu porozmawiać z Bo, zanim rozległ się sygnał wzywający wszystkich do pracy, i wgruncie rzeczy był z tego zadowolony, ponieważ chciał spokojnie zastanowić się, co mupowiedzieć.Wszystko, co wiedział o Bo, wydawało się wskazywać, że bracia Mantilinisłusznie niepokoili się o siostrę.Bo był miłym chłopakiem, ale mało rozgarniętym i wiecznienapalonym.Co więc miał zrobić Esko? W Finlandii sytuacja rozwiązałaby się sama mężczyzni najpierw rzuciliby się na siebie z nożami, potem zaś by się upili i doszli downiosku, żę siostra i tak ma złe skłonności, a poza tym wszyscy żyjemy w grzesznym,marnym świecie.Esko zdawał sobie jednak sprawę, że Włosi podchodzą do sprawhonorowych znacznie poważniej i był jednocześnie rozbawiony i poruszony faktem, iż PaulMantilini zwrócił się właśnie do niego.Mam trzydzieści trzy lata, pomyślał.Ci chłopcymuszą mnie uważać za szalonego wujka.Podstawowa konstrukcja hotelu była już prawie gotowa.Jeszcze tydzień i stalowy szkieletzostanie ukończony, robotnicy zaś  stawiacze belek i nitowacze  przeniosą się na innąbudowę.Przez cały ten czerwcowy ranek dzwigi podnosiły stalowe elementy, a ludziewypełniali puste ramy kolumn i łączyli belki tymczasowymi nitami oraz drutami,przygotowując je dla nitowaczy.Gunnar był tego dnia z jakiegoś powodu szczęśliwy.Szybkoodnalazł swój rytm i nity wyfruwały z jego rąk niczym nieomylne stalowe pociski, wpadającprosto do starej puszki po farbie, w którą chwytał je Esko.Wielka energia i oszczędnośćwysiłku, z jaką pracował Gunnar, spłynęła także na Esko i Bo, i nawet wybuchy wibrującegohałasu z nitownicy Cristofa wydawały się dziś krótsze i mniej dotkliwe.Umieścili wszystkienity na łączeniu dwóch belek, przesunęli balkonik na wysokość prawie siedemdziesięciumetrów i znowu zabrali się do pracy, w ciągu następnych trzech godzin jeszcze dwukrotniepowtarzając całą operację.Mocowali pięćdziesiąt nitów na godzinę, co było bardzo dobrym wynikiem.Esko, Bo i Cristof pracowali na nieosłoniętym czternastym piętrze, Gunnardokładał węgla do pieca i rozgrzewał nity na trzynastym, natomiast znajdujące się pod nimdwunaste piętro pokryte było tymczasową drewnianą podłogą, na której leżało mnóstwonarzędzi, worków z betonem, domieszek do betonu, kawałków stali, piły oraz imbryki doherbaty.Zbliżało się południe.Esko myślał o tym, że proces budowy wieżowców można byznacznie ułatwić i usprawnić, gdyby podzielić go na małe odcinki, takie jak ten obsługiwanyteraz przez niego i Szwedów [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl