[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wszystko, o czym serce śniło,Wszystko, o czym nawet nie śni,Odbijało się w jej oczachI płynęło w słodkiej pieśni.Więc mnie zawsze przy jej boku,Wpatrzonego w jej oblicze,Kołysały śpiewne mary,Czarodziejski ch brzmień słodycze.Czegom uchem nie dosłyszał,Czego m wzrokiem nie doczytał,Tom z usteczek koralowychSam ustami swymi chwytał.30 grudzień 1874RozłączenieUjrzał ją znowu po latachZ krzyżykiem w ręce.136 Jak spała cicho na kwiatachPo życia skończonej męce.Ujrzał - gdy każde swe słowo,Każde spojrzenie łaskawszeUniosła w ciemność grobowąNa zawsze.Jak obcy przyszedł tu do niejW dzikiej rozpaczy,Wiedząc, że główki nie skłoni,Nie wstanie i nie przebaczy;Więc boleść piersi mu targa,I stoi blady jak chusta,I straszna tłoczy się skargaPrzez jego usta.I mówi:  Już leżysz w trumnie,Nic cię nie wzruszy -Nie spojrzysz litośnie ku mnie,Nie zdejmiesz ciężaru z duszy.Nikt losów moich nie zmieniI klątwy nikt nie odwoła,Nie sięgnie w morze płomieniRęka anioła.Nie dojdzie do twego uchaMoje wołanie -137 Przestrzeń przegradza nas głucha,Wieczyste ciężkie rozstanie.Na zawsze pomiędzy namiCiemna się przepaść rozwarła.Mnie czoło występek plami,A tyś umarła!Dla innych nadzieją błyskaGrobowca łono,Bo wiedzą, że duch odzyskaMiłość na ziemi straconą;Dla innych rozstania chwileSzybko uniesie czas rączy,I znów kochanków w mogileWieczność połączy.Lecz mnie zgon również jak życieOd ciebie dzieli -Obcą mi będziesz w błękicie,Jak tu na zmarłych pościeli.Przedział otworzy dalekiTa śmierć, co innych przybliża.Bo nas rozdziela na wiekiZnak krzyża!17 listopad 1879138 Daremne żaleDaremne żale - próżny trud,Bezsilne złorzeczenia!Przeżytych kształtów żaden cudNie wróci do istnienia.Zwiat wam nie odda, idąc wstecz,Znikomych mar szeregu -Nie zdoła ogień ani mieczPowstrzymać myśli w biegu.Trzeba z żywymi naprzód iść,Po życie sięgać nowe.A nie w uwiędłych laurów liśćZ uporem stroić głowę.Wy nie cofniecie życia fal!Nic skargi nie pomogą -Bezsilne gniewy, próżny żal!Zwiat pójdzie swoją drogą.1 kwiecień 1877Zaczarowana królewnaZaczarowana królewnaW mirtowym lasku drzemie;139 U nóg jej lutnia śpiewnaZsunęła się na ziemię.Niedokończona piosneczkaUśmiechem lśni na twarzy;Drżą jeszcze jej usteczka -O czymś rozkosznym marzy.Marzy o jednym z rycerzy,%7łe idąc przez odmęty,Do stóp jej tu przybieżyI przerwie sen zaklęty.Lecz rycerz, co walczył dla niej,Ten męstwo swe przeceniał -Zabłąkał się w otchłani.I zwątpił.i skamieniał.14 pazdziernik 1874Za moich młodych latZa moich młodych latPiękniejszym bywał świat,Jaśniejszym wiosny dzień!Dziś nie ma takiej wiosny,Posępny i żałosny140 Pokrywa ziemię cień.Za moich młodych latWonny miłości kwiatPerłowym blaskiem lśnił -Dziś blaski te i wonieNa próżno sercem gonię.Czarny je obłok skrył.18 listopad 1874Na początkuNa początku nic nie było.Tylko przestrzeń ciemna, pusta -Wtem jej czarne błysły oczyI różowe, świeże usta.Od jej spojrzeń, od rumieńcaZajaśniała świateł zorza,A gdy pierwsze rzekła słowo,Ziemia wyszła z głębi morza.Gdy przebiegła ziemię wzrokiem,Zląc jej uśmiech - rój skrzydlatyWzleciał ptaków i motyli,A spod ziemi wyszły kwiaty.141 Lecz nie istniał jeszcze człowiek,Tylko martwa gliny bryła -Aż nareszcie swym płomiennymPocałunkiem - mnie stworzyła.I zbudziłem się do życiaW cudowności jasnym kraju.Lecz mnie również tak jak innychWypędzono z tego raju.3 grudzień 1879Miłość jak słońceMiłość jak słońce - ogrzewa świat całyI swoim blaskiem ożywia różanym;W głębiach przepaści, w rozpadlinach skałyDozwala kwiatkom zakwitnąć wiośnianymI wyprowadza z martwych głazów łonaCoraz to nowe na przyszłość nasiona.Miłość jak słońce - barwy uroczemiWszystko dokoła cudownie powleka;%7ływe piękności wydobywa z ziemi,Z serca natury i z serca człowieka,I szary, mglisty widnokrąg istnienia142 W przędzę z purpury i złota zamienia.Miłość jak słońce - wywołuje burze,Które grom niosą w ciemnościach spowity,I tęczę pieśni wiesza na łez chmurze,Gdy rozpłakana wzlatuje w błękity;I znów z obłoków wyziera pogodnie,Gdy burza we łzach zgasi swe pochodnie.Miłość jak słońce - choć zajdzie w pomroce,Jeszcze z blaskami srebrnego miesiącaPowraca smutne rozpromieniać noceI przez ciemności przedziera się drżąca,Pełna tęsknoty cichej i żałoby,By wieńczyć śpiące ruiny i groby.21 listopad 1877NieśmiertelniPrzez mgły czasu, w otchłań wiekówZaglądając - widać w daliPośród mętnych plemion ścieków,Wśród burzliwej ludów fali,Nieśmiertelnych, co przetrwaliDługą kolej pierzchłych wieków.143 W próchnie ziemi, w dziejów pyleRozjaśnione twarze świecą;Ku nieznanej ich mogileDuchy nowych mężów lecą,By wyprosić światła niecoNa jutrzejszą świtań chwilę.Na świeczniku z trupich kości,Nie zgryzieni pleśnią rdzawą,Stoją żywcem wśród ciemnościNad przebrzmiałą życia wrzawąI płomieniem swym jaskrawoOświecają twarz ludzkości.Każdy w swego wieku łonieCałą jego myśl zawiera -Ster przyszłości biorąc w dłonie,Nową jutrznię rozpościera,A zaczęta przezeń eraNieśmiertelne wieńczy skronie.3 grudzień 1879Panieneczka.Panieneczka, panieneczkaCzesze złoty włos,144 Zpiewną piosnką brzmią usteczka,Nuci sobie w głos:Białe lilie cicho drzemią,Otulone w cień,Kołysane ponad ziemiąFalą chłodnych tchnień.Noc zamyka im kielichy,Strzegąc czystych szat,W niewinności pozór cichyStroi biały kwiat;I powiada: Zpijcie w cieniu!Zpijcie, póki czas -Gdy zaświta - w swym płomieniuSłońce spali was.Nie wzdychajcie, ach, przedwcześnieDo skwarnego dnia -Wymarzone szczęście we śnieKrótko potem trwa.Ale lilie, choć stulone,Nocny piją chłód,Już w słoneczną patrzą stronęNa różowy wschód.145 Oczekują tęsknie chwili,Gdy z pieszczotą jużBiały kielich im odchyliBlask promiennych zórz.I daremnie noc na strażySwych udziela rad -O miłości dziewczę marzy,A o słońcu kwiat.1880Dzieje piosenkiNarodziła się w duszy poetyW łez mroku,Wywołana miłością kobiety,Jako tęcza na marzeń obłoku;Zpiewnych dzwięków odziana sukienką,Drgnieniem serca dobyta z nicości,Przyszła na świat naiwną piosenkąMiłości.Upajała melodyjnym tchnieniemPierś młodąI nad starców rozwianym marzeniem146 Słodkich wspomnień jaśniała pogodą;Wzgórza brzmiały jej rozkosznym echem,Przedrzezniali ją faunowie leśni,Płoche nimfy wtórzyły z uśmiechemTej pieśni.Przeszły wieki świeżości młodzieńczejI krasy -Nikt się teraz różami nie wieńczy,Wchodząc z troską codzienną w zapasy;Nie słuchają już nimfy na łąceI nie wtórzą piosnkom w wieczór letni;Zagłuszyły dziś burze hucząceGłos fletni [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl