[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wydawało się, że bez trudu dotrą do miejsca przeznaczenia,więc żołnierze stracili czujność, uważając i tę wojnę za zabawędla dzieci, gdy o mały włos cały oddział uniknął całkowitejzagłady.Na szczęście kiedy osiągnęli otoczoną wysokimi góra-mi kotlinę, colonel Beal nakazał zatrzymać się kolumnie.Takaokolica nadawała się na wyśmienitą zasadzkę.Wysłano na rozpoznanie patrole, które za pomocą lorne-tek odkryły z zaskoczeniem tysiące wojowników Matabele!Rozłożyli się obozem w całej dolinie, najwidoczniej czując siębezpieczni w płaskim zagłębieniu terenu.Nie zdawali sobiepewnie sprawy z siły wzroku sztucznych orlich oczu białegoczłowieka.Położenie było poważne.Odwrót? Wykluczone!Matabele najpewniej również mieli swoich zwiadowców i całaarmia ruszyłaby za nimi w pościg.Decyzja mogła być tylkojedna, nagły atak na niespodziewających się niczego czarnych!Przedrzeć się za wszelką cenę! Bo jeśli przyjdzie im stanąćprzeciwko zjednoczonym siłom wyszkolonych impis, to całyoddział czeka nieuchronna zguba!Rozkaz: Osłona ogniowa - karabiny maszynowe i pełnymgalopem przez kotlinę!".Cała sprawa mogła trwać jedynie mi-nuty, tyle tylko, ile trzeba, by ochłonąć z pierwszego zaskocze-244nia i sięgnąć po broń.Teraz okazało się, jak zbawienne byłozapoznanie koni z wojaczką.%7ładen nie poniósł, gdy naraz za-grzechotały wszystkie cekaemy, a ich świszczące salwy dosię-gły szeregów Matabele, kosząc nieprzyjaciela całymi setkami.Zaskoczenie się powiodło!Czarni niczym mrówki staczali się ze zboczy i wyrzuca-jąc z krzykiem ręce w powietrze padali w wysoką trawę niemając nawet chwili na stawienie oporu.Powietrze drżało odich krzyków.Ucieczka - jedyny ratunek to ucieczka.Najwi-doczniej myśleli, że za nieliczną awangardą nadciąga z Salis-bury cała armia.Brawura przeciwnika zdezorientowała ich,ale tylko na krótko, bo gdy pokonano niebezpieczną kotli-nę, ciągle jeszcze groził im los, jaki spotkał oddział AllanaWilsona.Eskortująca kawaleria ruszyła ostrym kłusem, chorzy i ranniz grymasem bólu na twarzach uczepili się kurczowo desekwozów ambulatoryjnych.Na ile się dało, siostry próbowałyochronić najciężej rannych od najgorszych wstrząsów.Wresz-cie pułkownik Beal rozkazał zatrzymać się na postój.Osiągnęligęsty busz dający na noc schronienie.W pośpiechu wzniesio-no szałasy.Wokół wozu sióstr straż pełniło dwunastu wartow-ników - dzielne kobiety zasłuży sobie na taką ochronę.Obyspokojnie spały po grozie bliskiej, prawie pewnej zagłady.W środku nocy - alarm! Wygasić ogniska! Atak Matabele!Karabiny maszynowe na pozycje! Ruchy wroga! I nagle - ostrerozkazy wykrzykiwane w ciemnościach, odpowiedz, angielskiesłowa, i wreszcie okrzyki radości! To nie wróg, lecz kompaniaochotników z Gwelo, która zrobiła wypad, aby przyjść z po-mocą Rhodesowi i jego kolumnie.Również oni dowiedzieli sięo zgromadzonych Ndebele i przewidzieli grożące niebezpie-245czeństwo.Oczywiście, w ostateczności przybyliby za pózno,toteż w napięciu słuchali sprawozdania oficerów.Do szybko rozniecanych na nowo ognisk podeszły także sio-stry.Na ich widok ochotnicy z Gwelo okazali żywiołowy en-tuzjazm.Siostra Patricia uspokoiła ich zmęczonym skinieniemręki.Wolałaby, żeby raczej postarali się o wodę.Co takiego?- Nasi chorzy odczuwają wielkie pragnienie, a woda do picia jest letnia i już się kończy.- A siostra?- Ja? No cóż, tak, chętnie napiłabym się czegoś!Mężczyzni spojrzeli po sobie.- Proszę dać nam jeden z karabinów maszynowych, pułkowniku.Zdobędziemy wodę dla całego oddziału.Tylko jakto możliwe, że jej zabrakło?Teraz Beal okazał zmieszanie.- Wydałem niewłaściwy rozkaz, żeby natychmiast ugasićogień, kiedy scouts donieśli o waszej obecności.A było to nasze zaopatrzenie w picie! Ale ostrzegam, koryto rzeki leży bardzo głęboko, a brzegi są bardzo strome.Nawet w ciągu dniataka wyprawa może być ryzykowna!Zaoponowali, nie ustępując.- Siostry powinny zobaczyć, że w razie potrzeby skoczymydla nich również w wodę.W tył zwrot! Marsz!Ruszyli w nocne ciemności.Wrócili po godzinie.Woda chłodna, czysta, ale - stać! Dok-tor Wylie nie ustępował.- Najpierw ją zagotować! Mamy dość chorych, nie ma innego wyjścia!Wystarczył jeden łyk, żeby zarazić się najgorszymi choroba-mi jelit.Przeszli prawdziwą próbę cierpliwości, czekając aż ko-cioł po kotle woda zostanie doprowadzona do wrzenia, a na-stępnie wystudzona.Potem pili jak umierający z pragnienia.246Najpierw matka Patricia pozwoliła zaspokoić pragnieniechorym, przyglądając się, jak ożywiają się skurczone twarze,a w oczach znowu pojawia się iskra życia.Na koniec po kubkisięgnęły obie siostry.- Proszę powiedzieć, matko Patricio, jak to siostra zrobiła,że nie piła przez całą noc? - wypytywał ciekawie jeden z pacjentów.- W warunkach polowych przyda mi się taka umiejętność.Uśmiechnęła się, spuszczając oczy.- Ach, pomyślałam o pewnym żołnierzu, który stojąc podkrzyżem, podał Chrystusowi ocet.Niepotrzebne były dalsze wyjaśnienia.Kto by pomyślał, jakstraszne pragnienie powiększyło jeszcze mękę Zbawiciela? Ktomiał czas zajmować się tym, gdy własny język zasychał w gar-dle.Chory bez słowa odwrócił na bok głowę.Następnego dnia o świcie ruszono w dalszą drogę - ostatniodcinek do Gwelo pokonano szybkim kłusem, nie napotyka-jąc nigdzie nieprzyjaciela.Radość w Gwelo nie miała granic.Mieścina dzień i noc żyław nieustannym lęku.Jedyny wzniesiony z kamienia budynek,w którym mieścił się sąd, przemieniono w szpital.Wokołostłoczyły się małe namioty uciekinierów pełne kobiet i dzieci,jedynie w ostateczności miano im pozwolić na schronienie sięw murach.Dlatego niezwykłym znakiem miłości i uznania zestrony mieszkańców było to, że w budynku zarezerwowanoi skromnie wyposażono dla sióstr dwa pomieszczenia.Wyglą-dały one jak przytulne pokoiki dla młodych dziewcząt
[ Pobierz całość w formacie PDF ]