[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Powiedziałaby:  A nie mówiłam?" Tak, ona to przewidziała.Przewidziała, że nigdy nie będziesz szczęśliwy z nudną Megan.- Meg - wyciągnął do niej rękę, ale odskoczyła.- Psiakrew, to nieuczciwe - potrząsnęła gwałtownie głową.- Kiedypotrzebuję twoich objęć, ignorujesz mnie i chwytasz ten swój cholernypędzel.Prawie cię nie widuję, a nawet jeśli mam to szczęście, interesuję ciętyle co zeszłoroczny śnieg.Wiem tylko, że ożeniłeś się ze mną z powodów,których nie rozumiesz, a teraz sam się zastanawiasz, dlaczego to zrobiłeś, imarzysz o tym, żeby prysnąć jak najdalej.- To nieprawda.Stanęła naprzeciwko niego.- Akurat! - nie zdawała sobie sprawy ze swojej siły, dopóki nierozejrzała się po pokoju i nie zobaczyła swego dzieła.- Robię dla ciebiewszystko.Gotuję.Sprzątam.Pozwalam ci malować.Ułatwiam ci pracęzawodową.- Nienawidzę swojej pracy.Odwróciła głowę.- Nienawidzę jej, Meg.Wiem, że potrzebujesz idealnego męża, którybędzie pracował od dziewiątej do piątej, ale ja cierpię w takim układzie.Potrzebuję sztuki.Ona jest we mnie.Wszystko wokół ciebie.- Jacksonzamknął oczy i poczuł bolesny skurcz na myśl, co stracił.- Wszystko wtym domu było mi bliskie.Zniszczyłaś mnie.Odwróciła się błyskawicznie i spojrzała mu w oczy.Przynajmniej razJackson odwrócił wzrok jako pierwszy.- Chciałam tylko być szczęśliwa - powiedziała.- Mieć męża, dom,dzieci.Dlaczego jest ci tak trudno mi to dać?- Nie jestem nakręcaną zabawką, którą możesz manipulować, jak ci siępodoba.Jestem człowiekiem.Mam własne marzenia i pomysły.Czy to,czego ja chcę, zupełnie się dla ciebie nie liczy?- Nie jesteś uczciwy - powiedziała, znów wybuchając płaczem.- Ja nieuczciwy? Ja?! - chwycił ramię Megan, wbijając jej palce w skórę.Spróbowała się wyrwać, ale nie zwolnił uścisku.- Zachowujesz się jak szalona.Tniesz na kawałki dzieło mojego życia,jedyną rzecz, która przynosi mi ukojenie, tylko dlatego, że przeszkadza cijej widok, i jeszcze masz czelność mówić, że jestem nieuczciwy.Chyba siętrochę zagalopowałaś, nie sądzisz?!- Może i tak! - wrzasnęła.- Ale ciebie nigdy przy mnie nie było, żeby miwyjaśnić, że się mylę.RS 209Puścił jej ramię i skierował się ku drzwiom.Paczka wciąż tam leżała.Podniósł ją.- Dokąd idziesz? - zapytała.- Wychodzę.- Ale dokąd, Jacksonie? Nie możesz wyjść w środku rozmowy.Mówimyo naszym małżeństwie.Proszę cię, musimy ze sobą porozmawiać.Odwrócił się.- W tej chwili wydaje mi się, że jedyną rzeczą, którą musimy, jestprzeprowadzenie rozwodu.Przejdę się i spróbuję zmienić zdanie.Trzasnął drzwiami.W Megan wezbrała ochota, żeby rzucić się naziemię i utonąć we łzach albo zacząć z całej siły walić pięściami w ścianę,ale nie zrobiła tego.Wyjęła tylko z szafki kuchennej torbę na śmieci iwróciła do salonu.Ze zdumiewającą łatwością przestawała myśleć podczassprzątania.Stosowała ten sposób przez ostatnie trzy lata.Wykonywałaautomatyczne czynności, wystrzegając się myśli o swym lipnymmałżeństwie i koncentrując uwagę na tym, który środek najlepiej wywabijakąś plamę.Pochyliła się i otworzyła torbę.Kawałek po kawałku zebrała wszystkiestrzępy obrazów.* * *Alex z zapałem wbiła zęby w szarlotkę Milly.Rzadko miewała terazokazję, żeby jeść.Pisanie pracy magisterskiej zajmowało jej pięć dni wtygodniu od ósmej rano do co najmniej jedenastej wieczorem, a pozostałedwa dni spędzała u Goodmana i Spółki, ślęcząc nad księgamirachunkowymi.%7ładnemu z mężczyzn, którzy przewijali się przez jejżyciorys, nie przyszło do głowy, żeby ją nakarmić, a i tak, szczerzemówiąc, nie miałaby o czym z nimi rozmawiać w ciągu dwugodzinnejkolacji.Wobec tego wypijała tylko co jakiś czas napój gazowany albo zjadałabatonik.Pełna dieta.Przez ostatnie trzy miesiące zrzuciła pięć kilo beznajmniejszego wysiłku.Po co miała się przejmować składnikamiodżywczymi, skoro wyglądała szczupło i ślicznie?Roześmiała się na głos, zwracając w końcu na siebie uwagę towarzysza.Od dziesięciu minut gapił się w okno, zaniedbując swoje ciastko jagodowe.- Co cię tak śmieszy? - zapytał Jackson.- Właśnie pomyślałam, jaka ze mnie śliczna i seksowna kobieta.- I do tego skromna - dodał, uśmiechając się.Pociągnęła łyk kawy,spoglądając na niego znad brzeżkaRS 210swojej filiżanki.Miał bladą i pokrytą bruzdami twarz.Ciemne włosy,zwykle w atrakcyjnym nieładzie, były teraz zanadto zaniedbane, nawet jakna niego.Flanelowa koszula wyglądała na nieświeżą i wymiętą, jakbyzapomniał ją z siebie zdjąć na noc.- Za to ty - odparła - wyglądasz podle.Oparł się ponownie o winylowe obicie kawiarnianej kanapy i potarłdłonią po zarośniętej brodzie.- Dzięki.- Mówię poważnie, Jacku [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl