[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Panie Mars, niechże pan usiądzie, możemy porozmawiać.- Pewnie, że możemy porozmawiać, bo przecież nie chciałby pan, żeby wszyscy się dowiedzieli, żeklienci pańskiego biura giną bez śladu.- Co ten człowiek opowiada.Wszyscy oprócz Carvalha próbowali przełożyć na racjonalny język to, co mówił starzec.- Jeżeli się nie uspokoimy, to nigdy nie posuniemy sprawy naprzód.- 54 - Dyrektor biura wyciągnął ramiona przed siebie i zaczął poruszać dłońmi jak dyrygent, który wyciszaorkiestrę.- Panie Mars, niech pan usiądzie i spokojnie porozmawiamy.Jest możliwe znaczne obniżenie tejkwoty.- Znaczne?- Znaczne.- No dobrze.Skoro pan tak twierdzi.Dyrektor odzyskał rezon, rozsiadł się nawet wygodnie w fotelu i przesunął palcem po skroni.- W zależności od daty wyjazdu i długości podróży można to włączyć do wycieczki zorganizowanej,a wtedy obniża się cena biletu lotniczego.Cena za dziesięciodniową podróż wahałaby się oddziewięćdziesięciu kilku tysięcy do stu dziesięciu tysięcy peset.- To co innego - zauważył stary, zwracając się do żony.- Od czego zależy ta różnica?- Od tego, czy państwa wysłannik będzie spał w pokoju jednoosobowym, czy też będzie gotówdzielić z kimś pokój.- Po co komu jednoosobowy pokój?- Może chrapać - wtrącił Carvalho.- Kto?- Ten, kto pojedzie, albo jego towarzysz z pokoju.Stary cmoknął głośno.- Wystarczy cmoknąć, gość budzi się i przestaje chrapać.To już są przyzwoite stawki i możemyzacząć rozmowę.Poza tym zrobi nam pan rabat, bo zapłacę z góry.- Co takiego?- Zniżka za zapłatę z góry, bo nie chcę żadnych weksli, nic z tych rzeczy.Dosyć się już tegonapłaciłem, jak miałem firmę.Płacę z góry i żądam rabatu.- Pan myśli, że kupuje pan osła, czy co?- Dobra.Jeżeli wyjdziemy od dziewięćdziesięciu tysięcy, to myślę, że wszystkie wydatki możnazamknąć w stu pięćdziesięciu tysiącach.O to mi idzie.Wykładam sto pięćdziesiąt tysięcy peset ikoniec dyskusji.Kto jedzie?Pytanie starego rozbłysło jak zapalona żarówka, oświetlająca wszystkich zebranych i nikt niewiedział, co odpowiedzieć.Ernesto spoglądał ukradkiem na Carvalha, ale nie odważył się wyrazićswojej propozycji.Carvalho patrzył na czubki swoich butów.- Może adwokat rodziny - powiedział dyrektor.- Moja rodzina nie ma adwokatów.Skończyłem już zabawę z tymi naciągaczami.Ostatnią rzecząjaką dla mnie zrobili, był mój testament; niejednego zwali z nóg, jak go kiedyś ogłoszą.Mam tylkonotariusza.- Wobec tego pana zięć.- Ten wziąłby forsę i zaraz poszedłby w tango.Dyrektor zatrzymał wzrok na chłopcu.Powiedział prawie bezgłośnie:- Pana wnuk?- Jeżeli nikt nie chce, to ja pojadę.Mam osiemnaście lat.Będę miał syna.Ledwo udało mi siędostać pracę.Ale jeżeli nikt się nie zdecyduje, to pojadę.- A pan?To pytanie zabrzmiało jak strzał z pistoletu, a celem był Carvalho.Detektyw odmówił gestem, poczym dodał:- Nikt mnie tutaj nie zapraszał.Znam panią Mars znacznie mniej niż jej ojciec, mąż i syn.Jestemzawodowcem.Nie podróżuję po świecie, szukając znajomych.Stary Mars wzruszył ramionami.- Masz ci los.- Tylko pan może tam pojechać - powiedział w końcu Ernesto błagalnym tonem, patrząc naCarvalha.- 55 - - Niech ktoś mi zleci tę sprawę i mogę jechać.Pięć tysięcy peset dziennie, z wyłączeniem kosztówpobytu, plus dwieście tysięcy, jeśli wszystko pójdzie dobrze.Niech pan się nie martwi, panie Mars.Jeżeli zapłaci pan z góry, udzielę panu dziesięcioprocentowego rabatu.- Nie wyciągnie pan ze mnie ani grosza, Arsenie Lupin.Potrafię sobie radzić w życiu i brakuje mitylko prywatnego detektywa do kolekcji naciągaczy, z którymi miałem do czynienia.Stary mrugnął porozumiewawczo okiem i rozsiadł się w fotelu.Wszyscy wciąż patrzyli na Carvalha.Ten przez chwilę wahał się, czy odpowiedzieć staremu, czy wyjść i wybrał drugą możliwość.Przeszedłdo głównego biura agencji i tam, przy drzwiach, dogonił go Ernesto.- Pieniądze dałoby się załatwić.- Kto się tym zajmie, może ty?- Pewnie, jak tylko będę miał czas.Carvalho odwrócił się i spojrzał prosto w oczy chłopca.- Posłuchaj, chłopcze.Nie mam żadnych moralnych zobowiązań wobec twojej matki.Miałaczterdzieści pięć lat na to, żeby dorosnąć i wiedzieć, w co się pakuje.Ale nie nauczyła się tego, bo jestgłupią, bogatą pindą, należy do najbardziej odrażającej części społeczeństwa.Biedacy mogą zginąć wpowodzi albo w katastrofie kolejowej, ale sami z siebie nie szukają powodzi ani nie bawią siępociągami.Czasem rzucają się pod pociąg, jak oszaleją albo są zrozpaczeni.- Nie będziemy jej teraz oceniać.Trzeba ją odnalezć.Carvalho miał zamiar coś powiedzieć, ale ugryzł się w język i nie żegnając się z chłopcem wyszedłz biura.Czuł się tak, jakby przejechał ptaka albo królika, tego biało-szarego królika, który kiedyśpojawił się na szosie, oślepiony przez reflektory samochodu.Stanął na tylnych łapach, a przednimiwykonał ruch, który nie mógł go już uratować.Odgłos uderzenia króliczego ciała o zderzaksamochodu prześladował Carvalha przez wiele godzin jazdy, choć detektyw dobrze wiedział, czymjest zabijanie i śmierć.Kto był tym królikiem? Na pewno nie Teresa.Królikiem był Ernesto lub jegobabka, oboje potrafili kochać tę kobietę zrobioną ze szkła, przezroczystą i kruchą zarazem.- Niech ich szlag trafi!Przeszedł na drugą stronę jezdni, wszedł do sklepu z konfekcją i kupił sobie tweedową marynarkę.Prasa obwieszczała, że władze udaremniły próbę zamachu stanu, przygotowanego na dzień przedwyborami, 27 pazdziernika.Jak na razie zatrzymano trzech przywódców wojskowych - dwóchpułkowników i jednego podpułkownika, i zrekonstruowano ogólny plan puczu.Z planu wynikało, żewojskowi odpowiadali za dostarczenie kanapek dla zamachowców.Rząd zachowywał rozsądnąrezerwę, która cechowała go od chwili, gdy się narodził i bez wątpienia będzie jego silną stroną takżew dniu, w którym upadnie, zmieciony przez kolejny pucz.Przetrwanie naszego świata po wybuchupierwotnej materii nie wydawało się już takie cudowne, jeśli rozważyło się brak wody w Czadzie albopojawienie się nowych zbawców ojczyzny w Hiszpanii.Carvalho sądził, że gdyby doszło do zamachustanu, jego interes lepiej by się rozwijał.Demokracja niosła ze sobą liberalizację i coraz rzadziej trafialisię małżonkowie, którzy chcieli odnalezć lub śledzić swoje żony, coraz mniej rodziców zlecałodetektywom odszukanie nastolatków - uciekinierów z rodzinnej oligarchii.Bez wątpienia dyktaturydostarczają klientów spowiednikom, prywatnym detektywom i adwokatom specjalizującym się wprawie pracy.Carvalho nie brał pod uwagę estetycznych czy też moralnych przeciwwskazań.Niewidziałby nawet krwi, nie słyszałby krzyków torturowanych.Znajdował się poza grą, jak sklepikarz,zupełnie tak, jak sklepikarz [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl