[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nic nie mów.Zastygł w bezruchu.Włożyła wysokie buty i spojrzała naniego.To był wyrok na niego.Jego kara.Czy kiedykolwiek ze-chce jeszcze dać mu szansę? Tak pragnął być z nią.Ożenić się z nią.Wspólnie wychowywać Callie.Kiedy dotarło to do niego, poraziło go to.Tak, przecież te-go właśnie naprawdę pragnął.Zaczął mówić, chciał jej towszystko powiedzieć, lecz ona wysoko uniosła ręce, patrzącna niego z wściekłością.- Teraz wychodzę - powiedziała.- Kiedy wrócę, ma ciętu już nie być.Rozumiesz?Patrzył tylko na nią.Gdyby w tej chwili poprosił ją o rękę,zaśmiałaby się mu w twarz.Choćby mówił to najpoważniejna świecie.A tak właśnie było.Gotów był porzucić NowyJork.Praca już nie dawała mu radości.Mógłby prowadzić bar,żyć w górach z Jo i Callie i.- Zrozumiałeś mnie? - powtórzyła.- Chcę, żeby cię tujużnie było, kiedy rano wrócę z Callie.- Jo.Wysłuchaj mnie.Jestem poważnie.- Wynoś się.- Zacisnęła szczęki.- I nigdy więcej nie waż sięwypowiedzieć słowa miłość" w mojej obecności.Wybiegła.Jej kowbojskie buty głośno stukały na scho-143SRdach.Po chwili usłyszał warkot silnika i chrzęst żwiru podkołami samochodu.Odjechała w noc.Zanim spakował swoją torbę, wysłał długi, szczery listelektroniczny do Colina i Quinna.Miał nadzieję, że prze-czytają go, zanim pójdą spać.Musieli dokładnie znać jegostanowisko.Zaraz po przyjezdzie do domu matki Jo chciała zbudzićCallie.- Co ty wyrabiasz, Jo? - Matka usiłowała ją powstrzymać.- Niecałą godzinę temu dałam jej butelkę.Nie waż się budzićdziecka.Lecz Jo nie usłuchała.Pobiegła do sypialni i wyjęła Callie złóżeczka.Dziewczynka kręciła się i gaworzyła.Po chwiliprzytuliła się do ramienia Jo.- Hej, orzeszku, tęskniłam za tobą - szepnęła Jo i pocałowałaczarne kędziorki.- Naprawdę tęskniłam.Matka stanęła w drzwiach, oparła się o futrynę.Jo posłałajej gniewne spojrzenie.Ona także była częścią spisku.Jakciocia Chris i jej wspaniali synowie.Ułożyła się na łóżku, przytuliła dziecko.- Zabierają ją - powiedziała do matki.- Obawiałam się tego.- Alice pokiwała głową.- Czemu mi to zrobiłaś? - Jo niemal odchodziła od zmy-słów z wściekłości.- I Callie?- Kochanie - Alice weszła do pokoju.- Ja nic ci nie zro-biłam.Kiedy usiadła na łóżku, Jo instynktownie zasłoniła przed niądziecko.Ból zamglił spojrzenie Alice.144SR- Nie? Nawet nie powiedziałaś mi o tym testamencie.Alejemu powiedziałaś.Jemu pierwszemu.I zaraz potem kochał się z nią na polanie.Jej gniewwzmógł się jeszcze.Alice westchnęła ciężko.- Kochanie, taka była wola cioci Chris.Musisz coś zro-zumieć.Przez dwadzieścia sześć lat nosiłam brzemię tajem-nicy Chris McGrath.Najbardziej na świecie pragnęła, by jejcórka poznała kiedyś swoich braci.Ale bała się, że chłopcyczują do niej taką nienawiść, że mogliby unikać Katie.Cze-kała więc i czekała.- Czekała zbyt długo - powiedziała cicho Jo.- Aż umarła.Mogli pokochać Katie tak jak my.A już Cameron na pewno, pomyślała.Serce się jej ścisnęło.Mocniej przytuliła Callie.- Tak, czekała zbyt długo.- Alice pogłaskała główkędziewczynki.- Ale winna jej byłam spokój i ciepło.Była moją najbliższą przyjaciółką.Przez te wszystkie, długielata była dla mnie oparciem, tak samo jak ja dla niej.Ja wciąż cierpiałam po odejściu twojego ojca.Dręczyłymnie wątpliwości, jak dam sobie sama radę z wychowaniemdziecka.Niespodziewanie ona pojawiła się w Sierra Springs ijuż nie byłam sama.Nigdy nie miałam lepszejprzyjaciółki.Jo popatrzyła na matkę badawczo.- Rozumiem to, mamo.I szanuję.Ale czy naprawdę uwa-żasz, że ona należała do McGrathów, nie do nas?- Chris wierzyła w więzy krwi.Tamta rodzina została roz-darta.Okazało się, że dla chłopców były to lata pełne bó-145SRlu.Ale wszystko skończy się szczęśliwie, jak wnioskuję z te-go, co mi powiedział twój Cameron.- To nie jest mój Cameron.Ale co z Katie? Ona była matkąCallie.Czy chciałaby, żeby jej dziecko wychowywali obcyludzie? Nawet jeśli w ich żyłach płynęła ta sama krew?- Dobre pytanie.Ale wiesz, jaka była Katie.Stale szukałamężczyzny, który byłby ojcem, a którego nigdy nie miała.Podejrzewam, że gdyby dowiedziała się, że miała trzech bra-ci, którzy mogliby ją pokochać, byłaby najszczęśliwsza naświecie.Jo przyznała jej w duchu rację.Katie na pewno uwielbia-łaby Camerona.A teraz wiedziała także, jak wspaniały potra-fiłby on być dla niej.Może zdołałby pokierować ją na właści-wą ścieżkę.Może dokonałby tego, co jej się nie udało.Coś boleśnie ścisnęło ją za gardło.Być może naprawdę nie nadawała się na matkę.Ani nadziewczynę.Chłopczyca.Ekspert od wraków.Może rzeczywiście przeznaczeniem Callie było znalezć sięwśród McGrathów, a nie z nią?Ciężka łza spłynęła jej po policzku i spadła na czoło Callie.Dziecko poruszyło się.Jo wytarła jej czoło i mała podniosłapowieki.Przez moment przyglądały się sobie.A potemdziewczynka uśmiechnęła się i dotknęła nosa Jo.- Jojojojojo.Jo zamknęła oczy, przytuliła dziewczynkę i obsypała po-całunkami.146SR- Wszystko stracę - wyszeptała do matki.I łzy szerokimistrumieniami popłynęły z jej oczu.- Straciłam Katie.Straci-łam Cama.A teraz jeszcze stracę Callie.- Nie wydrą jej z twojego życia, kochanie.Będziesz mogłaodwiedzać ją, pisać do niej.Zawsze będziesz jej ciocią Jo.Ale ona nie chciała być ciocią Callie.Chciała być jej mamą.- Ona żyje, bo był jakiś powód, mamo.Bo było jej prze-znaczone.Alice pokiwała głową.- Tak, to prawda
[ Pobierz całość w formacie PDF ]