[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.TociÄ™ dziwi?PokrÄ™ciÅ‚a gÅ‚owÄ….- PrawdÄ™ mówiÄ…c, nie.Też jestem ciekawa.Tochyba zupeÅ‚nie normalne.Znamy siÄ™ od tak dawna.Jack pochyliÅ‚ siÄ™, objÄ…Å‚ jÄ… i pocaÅ‚owaÅ‚.Ten lekkipocaÅ‚unek nie wywarÅ‚ na niej szczególnego wrażenia.Odetchnęła lżej.- Teraz twoja kolej - rzekÅ‚.Samanta ujęła butelkÄ™, zakrÄ™ciÅ‚a niÄ… mocno.Butelka zatrzymaÅ‚a siÄ™, wskazujÄ…c dokÅ‚adnie naJacka, który wcale nie kryÅ‚ zadowolenia, sÄ…dzÄ…c porozmiarze jego.uÅ›miechu.Przysunęła siÄ™ do niego i musnęła go w usta.Jednak tym razem Jack ujÄ…Å‚ jej twarz w obie dÅ‚onie,a pocaÅ‚unek byÅ‚ inny, nie tak zdawkowy jak tenpierwszy.CaÅ‚owaÅ‚ jÄ… z pasjÄ…, namiÄ™tnie.KtóreÅ›z nich wydaÅ‚o ciche westchnienie, lecz czy to byÅ‚Jack, czy ona? Sama już nie wiedziaÅ‚a.Instynktownie czuÅ‚a, że powinna siÄ™ cofnąć, powinnaprzestać, bo jeszcze chwila.Jego gorÄ…ce usta wprawiaÅ‚y jÄ… w uniesienie,Millie Criswell 103mamiÅ‚y, droczyÅ‚y siÄ™ z niÄ…, czarowaÅ‚y.KosztowaÅ‚ojÄ… wiele wysiÅ‚ku, by wreszcie siÄ™ cofnąć.- Hm - uwodzicielskim szeptem zagadnÄ…Å‚Jack.- JesteÅ› zaskakujÄ…ca.Policzki jej pÅ‚onęły.- Nie bardzo wiem, co chcesz przez to powiedzieć.- %7Å‚e cicha woda brzegi rwie, skarbie.Wspaniale caÅ‚ujesz.- Zostawrny już tÄ™ gÅ‚upiÄ… zabawÄ™ - zaczęła siÄ™wycofywać, bo coraz bardziej czuÅ‚a wzbierajÄ…cyw niej niepokój.Jack pokrÄ™ciÅ‚ gÅ‚owÄ….- Nic z tego.Teraz moja kolej.PrzeÅ‚ykajÄ…c Å›linÄ™, patrzyÅ‚a, jak butelka obracasiÄ™ coraz wolniej i wreszcie zatrzymuje siÄ™.WskazujÄ…c na niÄ….- Chyba mam dziÅ› szczęśliwy dzieÅ„.- JackzgarnÄ…Å‚ jÄ… w ramiona i pocaÅ‚owaÅ‚ z takim żarem,o jakim tylko czytaÅ‚a w romansach.Bydlak byÅ‚ Å›wietny w łóżku, ale nigdy tak niecaÅ‚owaÅ‚!PocaÅ‚unek zdawaÅ‚ siÄ™ nie mieć koÅ„ca.BrakowaÅ‚o jej tchu, nie mogÅ‚a myÅ›leć.Pokój wirowaÅ‚ wokółniej tak samo szybko, jak przed chwilÄ… butelka.- Jack, już wystarczy.KrÄ™ci mi siÄ™ w gÅ‚owie.- I bojÄ™ siÄ™, dodaÅ‚a w duchu.Bo za bardzo mniebierze.Jack przesunÄ…Å‚ palcem po jej wargach; ledwie104 Bez zobowiÄ…zaÅ„zdusiÅ‚a szaleÅ„czÄ…, dziwacznÄ… pokusÄ™, by zÅ‚apać goustami.Delikatnie musnÄ…Å‚ ustami jej ucho.- Jak mam przestać, gdy twoje pocaÅ‚unki sÄ…takie sÅ‚odkie? Nie mogÄ™, za bardzo na mniedziaÅ‚asz.- Znowu odszukaÅ‚ jej usta i caÅ‚owaÅ‚gorÄ…co, coraz bardziej namiÄ™tnie.Nie mogÅ‚a siÄ™oprzeć, by oddać pocaÅ‚unek.Oboje lgnÄ™li dosiebie.- Boże, Samanto, jesteÅ› niesamowita! - JegodÅ‚onie paliÅ‚y jej skórÄ™, ich dotyk wprawiaÅ‚ w uniesienie.- Jack - wyszeptaÅ‚a żarliwie gÅ‚osem peÅ‚nymskrywanej tÄ™sknoty.- Samanto, chcÄ™ ciebie.Nie mogÅ‚a teraz myÅ›leć, nie mogÅ‚a nawetznalezć słów.MogÅ‚a jedynie odczuwać.I czuÅ‚a, żeto, co siÄ™ dzieje, jest dobre, bardzo dobre.RozpiÄ…Å‚ haftki stanika, z zachwytem patrzyÅ‚ najej obnażone ciaÅ‚o.- JesteÅ› piÄ™kna - szeptaÅ‚.- PrzeÅ›liczna, jakdojrzaÅ‚a brzoskwinia.- PrzywarÅ‚ do niej ustami.- I jaka sÅ‚odka.- Znowu obsypywaÅ‚ jÄ… pocaÅ‚unkami, a ona z radoÅ›ciÄ… poddawaÅ‚a siÄ™ jego pieszczotom, przepeÅ‚niona dojmujÄ…cÄ…, towarzyszÄ…cÄ… jejod tylu lat tÄ™sknotÄ….I pragnieniem, które tylko onmógÅ‚ ugasić.- ChcÄ™ ciebie, Samanto - wyszeptaÅ‚jeszcze raz.- Czy ty też mnie pragniesz?- Tak - wykrztusiÅ‚a wreszcie.- I to bardzo.Czy to możliwe, że mu powiedziaÅ‚a?Millie Criswell 105PróbowaÅ‚a przemówić sobie do rozsÄ…dku, opamiÄ™tać siÄ™.SÄ… przyjaciółmi, kumplami z dzieciÅ„stwa, nie powinni przekraczać pewnych granic.Jednak gdy rÄ™ka Jacka zeÅ›lizgnęła siÄ™ niżej i dotknęła jej brzucha, przepeÅ‚niÅ‚o jÄ… takie pragnienie,że zapomniaÅ‚a o wszystkim.- JesteÅ› taka delikatna, cudowna.Nawet siÄ™ nie spostrzegÅ‚a, jak to siÄ™ staÅ‚o, żeoboje już leżeli nadzy.Jack wpatrywaÅ‚ siÄ™ w niÄ…bÅ‚yszczÄ…cymi oczami, jak gÅ‚odomór stojÄ…cy przeduginajÄ…cym siÄ™ stoÅ‚em.Przesunęła wzrok niżej i coinnego przykuÅ‚o jej uwagÄ™.CzuÅ‚a pod palcami napiÄ™te mięśnie jego torsu,pÅ‚aski, wspaniale wyrzezbiony brzuch.Codziennagimnastyka, wszystkie te pompki i brzuszki, zrobiÅ‚y swoje.- Masz piÄ™kne piersi - z zachwytem szeptaÅ‚Jack, nie przestajÄ…c jej pieÅ›cić coraz bardziejodważnie, rozpalajÄ…c jÄ… tak, że marzyÅ‚a już tylkoo jednym.- Strasznie na mnie dziaÅ‚asz, jak jeszcze nikt- wyznaÅ‚ zdyszanym szeptem.Ja też nigdy nie byÅ‚am w takim stanie, uÅ›wiadomiÅ‚a sobie jak przez mgÅ‚Ä™.Oboje nie chcieli już dÅ‚użej czekać, nie mogli.BrakowaÅ‚o im tchu, rozbudzone ciaÅ‚a wyrywaÅ‚ysiÄ™ do siebie, pragnienie domagaÅ‚o siÄ™ speÅ‚nienia.WÅ›ród szeptów, okrzyków i zdyszanych oddechów, w szaleÅ„czym rytmie wzlatywali gdzieÅ›Bez zobowiÄ…zaÅ„106daleko, w niebyt, gdzie powietrze byÅ‚o tak rozrzedzone, że już nie daÅ‚o siÄ™ oddychać, a przedoczami rozbÅ‚yskiwaÅ‚y miliony gwiazd.A potem, spleceni uÅ›ciskiem, znowu opadli naziemiÄ™, rozluznieni i szczęśliwi, wtuleni w swojeobjÄ™cia.Tak pozostali do rana, twarz przy twarzy,serce przy sercu, nie myÅ›lÄ…c o tym, co przyniesienadchodzÄ…cy dzieÅ„.ROZDZIAA SIÓDMYObudziÅ‚y go promienie sÅ‚oÅ„ca wpadajÄ…ce przezokno.PrzymrużyÅ‚ oczy, rozprostowaÅ‚ siÄ™.I naglepoczuÅ‚, że dotyka czegoÅ› ciepÅ‚ego i miÄ™kkiego.PopatrzyÅ‚ w tamtÄ… stronÄ™ i znieruchomiaÅ‚.JegoramiÄ™ dotykaÅ‚o piersi Å›piÄ…cej Samanty.Oczy rozszerzyÅ‚y mu siÄ™ z przerażenia, natychmiast przypomniaÅ‚ sobie wydarzenia wczorajszej nocy.- Cholera! - zaklÄ…Å‚ bezgÅ‚oÅ›nie.Samanta spaÅ‚ai uÅ›miechaÅ‚a siÄ™, jakby Å›niÅ‚o siÄ™ jej coÅ› bardzomiÅ‚ego.ByÅ‚a naga.Tylko że to nie byÅ‚ żaden sen,wszystko wydarzyÅ‚o siÄ™ naprawdÄ™.Doskonale pamiÄ™taÅ‚ wypity alkohol, pocaÅ‚unki.- Cholera!WstaÅ‚, zaÅ‚ożyÅ‚ spodnie i rozmasowaÅ‚ sobie kark.CzuÅ‚ siÄ™ fatalnie, ból rozsadzaÅ‚ mu czaszkÄ™, miaÅ‚wrażenie, że gÅ‚owa mu zaraz eksploduje.Odpowiedzialność za to, co siÄ™ staÅ‚o, spadaÅ‚awyÅ‚Ä…cznie na niego.Za to, co nigdy nie powinno108 Bez zobowiÄ…zaÅ„siÄ™ stać.Samanta jest jego przyjaciółkÄ…, najlepszym druhem.Tak sobie ceniÅ‚ ich przyjazÅ„.ZnajÄ… siÄ™ od lat, wszystko o sobie wiedzÄ….Nigdygo nie zawiodÅ‚a, zawsze miaÅ‚ Å›wiadomość, żemoże jej zaufać, że może liczyć na jej bezwarunkowe wsparcie.Samanta to jego prawdziwy przyjaciel, na dobre i na zÅ‚e.Jak mógÅ‚ zaciÄ…gnąć jÄ… dołóżka? Już raz zostaÅ‚a skrzywdzona przez jakiegośłobuza.Przecież nie chciaÅ‚ zachować siÄ™ jaktamten draÅ„.Zna jÄ… i dobrze wie, że kobieta taka jak ona maokreÅ›lone oczekiwania.Marzy o swoim ksiÄ™ciuz bajki, szczęśliwej rodzinie, dzieciach.Wprawdzie zarzeka siÄ™, że tak nie jest, lecz on doskonalewie, że prawda jest inna, że Samanta tylko to sobiewmawia.BÄ™dzie wspaniaÅ‚Ä… żonÄ… dla jakiegoÅ› szczęściarza.Tyle że on nie jest tym mężczyznÄ…!- Samanto, obudz siÄ™!- Co? Co siÄ™ staÅ‚o? - Nie otwieraÅ‚a oczu.- Idzsobie.Jeszcze jest bardzo wczeÅ›nie.Nie chcężadnych bajgli.- Obudz siÄ™! StaÅ‚o siÄ™ coÅ› okropnego.Nieleżysz w swoim łóżku, jesteÅ›my w motelu.SpÄ™dziliÅ›my razem noc.To na niÄ… podziaÅ‚aÅ‚o, bo szeroko otworzyÅ‚aoczy, popatrzyÅ‚a na siebie, pisnęła i bÅ‚yskawicznienaciÄ…gnęła na siebie koÅ‚drÄ™.- Ale mnie boli gÅ‚owa!Millie Criswell 109- Hm.mnie też.Musimy porozmawiać.- Chcesz powiedzieć, że coÅ› siÄ™ staÅ‚o, zanimposzliÅ›my spać? PrawdÄ™ mówiÄ…c, ja niczego niepamiÄ™tam.- Twoje szczęście - mruknÄ…Å‚.PokrÄ™ciÅ‚ gÅ‚owÄ…i westchnÄ…Å‚.- PrzespaliÅ›my siÄ™ ze sobÄ…, tutaj,w tym łóżku.- Też przypominaÅ‚ sobie raczejniewiele, lecz z tego co pamiÄ™taÅ‚, byÅ‚o fantastycznie.Gdyby jednoczeÅ›nie nie byÅ‚o to takie opÅ‚akanew skutkach.Samanta mocniej zacisnęła palce na koÅ‚drze.ByÅ‚a zmieszana i zaniepokojona.- Ale jak to? Dlaczego? Przecież.nigdy siÄ™ dotego nie posunÄ™liÅ›my.- Bo nigdy nie wypiliÅ›my tyle whisky.Podejrzewam, że to przez alkohol tak siÄ™ zapomnieliÅ›my
[ Pobierz całość w formacie PDF ]