[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- A tobie jak się układa? Jesteś szczęśliwa w Nowym Jorku? Wiesz, że w każdej chwili możesz tudo nas wrócić, kiedy tylko zechcesz.Martwię się,jak ci się żyje w tej metropolii.- Nadal mi się podoba, choć do tej pory nie udałomi się sprzedać mojej książki.- Urwała.- No i.- Co?Niewiele brakowało, by się wygadała o sobiei Jacku.Ugryzła się w język.- Nie, nic takiego.Tylko że czasami chodzą mipo głowie takie niedorzeczne marzenia.- O dziecku, fantastycznej umowie na sprzedaż książki, o.Jacku.- To dobrze, gdy człowiek ma marzenia, gdyczegoś chce od życia.Gdyby nasi przodkowie niemieli nadziei i wielkich aspiracji, to nasz krajbyłby teraz zupełnie inny.- To prawda.Tylko że czasem za bardzo bujamw obłokach.A za mało chodzę po ziemi.Fred uśmiechnął się, poklepał ją po kolanie.- Nie przejmuj się tym, Księżniczko.Jeszczenadejdzie dzień, że i ty będziesz musiała wziąć sięz życiem za bary, nagle i bez uprzedzenia.Każdego to czasem spotyka.Więc na razie ciesz siętym, że możesz spokojnie marzyć.Jeszcze zdążyszzmierzyć się z realnym życiem.- Ale ja już mam trzydzieści jeden lat i jeszcze152 Bez zobowiązańniczego nie zrobiłam.Czasami dobija mnie taświadomość.- Nie mów, że niczego nie dokonałaś.Ilu ludzimoże się pochwalić napisaną książką? To naprawdę coś wielkiego, moja panno.- W ustach taty,który tak zawzięcie sprzeciwiał się jej przeprowadzce do Nowego Jorku, zabrzmiało to jak prawdziwapochwała.- Ale jeśli nie uda mi się jej sprzedać?- Uda się, zobaczysz.- Skąd masz taką pewność? Dostałam tyleodmownych odpowiedzi, że mogłabym wytapeto-wać sobie nimi łazienkę.Fred uśmiechnął się, klepnął ją po kolanie.- Bo cię znam, Samanto.Zawsze potrafiłaśdojść do wytkniętego sobie celu.Taką już masznaturę.To po mamie, bo Lilly też potrafi byćniesamowicie uparta.Wiedziała, że ma rację.To mama przekonałaojca, by zgodził się na wyjazd córki, pozwolił jejrozwinąć skrzydła.- Bardzo się cieszę, że mam takich rodziców.Jesteście super.- Serdecznie wycałowała tatę posiwym policzku.Fred objął córkę czule.- Zawsze będziemy z ciebie dumni, Księżniczko.I ja, i twoja mama.Wiemy, że nigdy nas niezawiedziesz.Jesteś wrażliwa, rozsądna i dobra.Zawsze będziesz naszą jasną gwiazdą.Millie Criswell153Przełknęła ślinę.Tata tyle się po niej spodziewa,tak w nią wierzy.Czy zdoła spełnić jego oczekiwania, nie zawieść ich? Pokłada w niej takie szczytnenadzieje, a ona czuje się teraz, jakby była na dnie.ROZDZIAA JEDENASTYJack wjechał w uliczkę, przy której stał jegorodzinny dom, podjechał i zaparkował.Ze zdumieniem popatrzył na zdobiące wejście donicez kwitnącymi żółtymi i fioletowymi bratkami.Był pewien, że się pomylił.Jeszcze raz sprawdził numer.Gdy wchodził po schodkach do frontowychdrzwi, ściskało go w żołądku.Zatrzymał się namoment, nabrał powietrza i zastukał.Drzwi otworzyły się niemal natychmiast i na progu stanęłajego mama.Była w żółtym sweterku i spodniachz zielonkawej wełenki.Wyglądała świetnie.- Jack! - wykrzyknęła na widok syna, a w jejoczach zalśniły łzy.- Jak się cieszę, że przyjechałeś! Liczyłam na to, ale nie byłam pewna.- Cześć, mamo.Jestem u rodziny Samanty,przyjechaliśmy na Zwięto Dziękczynienia.Pomyś-Millie Criswell 155lałem, że wpadnę cię odwiedzić, jeśli nie jesteśzbyt zajęta.- Zbyt zajęta dla mojego syna? Co ty opowiadasz? Wchodz, proszę.Doskonale pamiętał czasy, kiedy mama niemiała dla niego czasu, bo była zbyt zajęta usługiwaniem ojcu, gdy był w ciągu czy potem, gdyleczył skutki przepicia.Jednak teraz, widząc radość malującą się na jej twarzy, odepchnął odsiebie te myśli.W końcu nic mu z tego nieprzyjdzie.Co było, to się nie odstanie.niestety.- Tata jest w domu?Mama skinęła głową.- Tak, jest w ogrodzie, naprawia dach szopy nanarzędzia.- Uśmiechnęła się jeszcze szerzej.- Jack, on naprawdę się zmienił, stał się innymczłowiekiem.Wiem, że trudno ci w to uwierzyć, aletak jest.Tym razem definitywnie skończył z piciem.- Masz rację, nie wierzę, ale cieszę się, że pókico wszystko jest dobrze.Cieszę się ze względu naciebie, mamo.- Jack, alkoholizm to choroba, straszna choroba.Wiele się dowiedziałam na ten temat, chodzącna spotkania AA.Przeczytałam dużo książek o uzależnieniu od alkoholu.Dopiero teraz zdałam sobiesprawę, że ja też byłam w to wciągnięta, też byłamchora.Nie bardzo wiedział, co na to odpowiedzieć,więc milczał.156 Bez zobowiązań- Długo zostaniesz? Domyślam się, że będziesz u Samanty na świątecznej kolacji.Częstospotykam Lilly w kościele, dzięki temu jestemzorientowana, co u ciebie słychać.- Przyjechaliśmy na weekend.Zacząłem działać na własny rachunek, więc trzeba trzymać rękęna pulsie.W poniedziałek rano muszę być w mieście, mam już poumawiane spotkania.Charlotte szeroko otworzyła oczy.- Masz własną firmę? To wspaniale! I jak ciidzie?- Jak na razie dobrze.- Obudziła się w nimczujność.- Czemu pytasz? Potrzeba ci pieniędzy?- Sięgnął po portfel, tak jak to czynił już tyle razywcześniej, lecz mama powstrzymała go.W jejoczach dostrzegł ból.- Nie, nie potrzebujemy od ciebie pieniędzy.Martin pracuje w markecie budowlanym, ja mamzastępstwa w szkole.Jakoś wiążemy koniec z końcem, naprawdę.Nie potrafił ukryć zaskoczenia.Mama, jeśli zauważyła, pominęła to milczeniem.- Przywitasz się z ojcem? Wiem, że w przeszłości zle się między wami układało, ale mamszczerą nadzieję, że to już nigdy się nie powtórzy.Patrzyła na niego z taką miną, że nie miał sercapowiedzieć jej, że marnuje życie dla człowieka,który nie jest wart jej poświęceń.Który się nigdynie zmieni.Millie Criswell157- Dobrze, ale nie mogę zostać długo.Czekająna mnie.Mama skinęła głową.Chyba nie była zbytzadowolona.- Rozumiem.Może następnym razem będzieszmógł zostać dłużej.Nie skomentował tego.Podążył za nią doogrodu.Martin stał na drabinie i przybijał gonty,wyśpiewując na całe gardło.Ma piękny głos, zezdumieniem spostrzegł Jack.Ojciec bardzo sięzmienił.Bardzo się postarzał, był zupełnie siwy.I znacznie szczuplejszy.- Martin, chodz tutaj! - zawołała Charlotte.- Mamy gościa!Ojciec odwrócił się, na widok syna twarz mu sięrozjaśniła.- Jack! Jak miło cię widzieć!Jack poczuł, że dłonie robią mu się wilgotne.W jednej chwili odżyły w nim wspomnieniadawnych lęków i głębokiej niechęci.Starał sięzapanować nad tymi nieprzyjemnymi emocjami.- Cześć, tato.Widzę, że mama zagoniła cię doroboty.Martin uśmiechnął się.W młodości był przystojnym, ambitnym mężczyzną, lecz lata piciawyryły w nim niezatarte ślady.Miał worki podoczami, twarz chorobliwie bladą.- Charlotte ciągle wynajduje mi jakieś zajęcia.Pewnie myśli, że jak będę zajęty, to nie będzie158 Bez zobowiązańciągnęło mnie do kieliszka.I tak rzeczywiście jest.Od prawie ośmiu miesięcy nie wypiłem kroplialkoholu.Charlotte z dumą uśmiechała się do męża.Martin puścił do niej oko.- To wspaniale, tato - rzekł Jack, wyciągając doniego rękę.Poczuł się niezręcznie, gdy ojciec objąłgo i uścisnął serdecznie.Starał się nie okazać tego
[ Pobierz całość w formacie PDF ]