[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Dzwięki dochodziły do Juanity spoza jej pleców.Prawdopodobnie z przyległegopomieszczenia.Domyślała się, że zostawiono otwarte drzwi.Przez ułamek sekundy usłyszałagłośny protest Milesa, głuche uderzenie i jęk.Zapadła cisza.Upłynęła być może minuta i ponownie odezwał się Miles, tym razem wyrazniej: -Nie! O Boże, nie! Proszę! Ja.- usłyszała dzwięk, jakby uderzenie młotkiem, dzwięk metaluo metal.Słowa Milesa urwały się, przeszły w przeszywający, wysoki, oszalały wrzask.Tobyło gorsze niż cokolwiek, co słyszała w swoim życiu.Miles krzyczał, i krzyczał.Bezprzerwy.*Jeśliby Miles mógł zabić siebie w samochodzie, uczyniłby to z ochotą.Wiedział odsamego początku swojej umowy z Wainwrightem - to dlatego od tamtej pory zakorzeniło sięw nim poczucie lęku - że zwykła śmierć byłaby błahostką w porównaniu z losem, jaki by gospotkał, gdyby został odkryty jako informator.Mimo to, to czego się obawiał, było niczym wporównaniu z niewiarygodnie okropną, nieludzką karą wymierzaną mu w tej chwili.Całe nogi, aż po uda związano mu mocno, okrutnie razem.Ramiona siłą przyciśniętodo chropowatego, drewnianego blatu stołu.Jego dłonie i nadgarstki przybijano mu do stołu.przybijano ciesielskimi ćwiekami.wbijanymi mocnymi uderzeniami młota.Jeden gwózdztkwił już w lewym nadgarstku, kolejne dwa w rozszerzającej się części dłoni między kiścią apalcami, przygważdżając ją mocno do blatu.Kilka ostatnich uderzeń młota zmiażdżyłykość.Jeden gwózdz tkwił w prawej ręce, następny był już przygotowany, aby rozszarpać,przerąbać się przez ciało i mięśnie.%7ładen ból nie był nigdy, nie mógłby być nigdy.O Boże,pomóż mi!.nigdy nie będzie większy.Miles wił się, krzyczał, błagał; ponownie krzyczał.Aleręce otaczające jego ciało zacisnęły się mocniej.Uderzenia młotem, które przerwano namoment, wznowiono.- Nie drze się dostatecznie głośno - Marino powiedział do Angelo, który dzierżył młot.- Kiedy skończysz, to spróbuj przybić temu bękartowi kilka palców.Tony Niedzwiedz zaciągał się cygarem, zapatrzony i zasłuchany.Tym razem nie zadałsobie trudu, aby się ukrywać.Eastin nie będzie miał możliwości zidentyfikowania go, boEastin wkrótce będzie martwy.Po pierwsze, pomyślał, trzeba było przypomnieć jemu iinnym, do których dotrą wieści o tym, co się tutaj wydarzyło, że kapuś nigdy nie umrze łatwąśmiercią. - Teraz lepiej - Tony Niedzwiedz poczuł zadowolenie.Rozdzierające krzyki Milesaprzybrały na sile, kiedy nowy gwózdz przebił środkowy palec lewej dłoni, w połowie drogimiędzy knykciami i został przybity do blatu.Można było usłyszeć, jak kość palca uległarozszczepieniu.Gdy Angelo przygotowywał się, aby powtórzyć operację ze środkowympalcem prawej ręki, Tony Niedzwiedz rozkazał: - Stój, zatrzymaj się!Powiedział do Eastina: - Skończ z tym hałasem, u licha! Zacznij śpiewać.Wrzaski Milesa zamieniły się w pełen cierpienia szloch, jego ciało falowało.Opadłyręce, które go trzymały.Nie były więcej potrzebne.- Dobra - Tony Niedzwiedz powiedział do Angelo - nie przestał, a więc do roboty.- Nie! Nie! Będę mówił! Będę! Będę! - jakimś cudem Miles zdusił w sobie szloch.Najgłośniejszy teraz był odgłos jego, chrapliwego oddechu.Tony Niedzwiedz powstrzymał Angelo machnięciem ręki.Inni zebrali się naokołostołu.Stali tam Lou; Pięść Clancy, dodatkowy goryl, który był jednym z czterech w sklepiesportowym; patrzący spode łba LaRocca, bojący się, do jakiego stopnia on będzie dotkniętyza to, że był sponsorem Milesa i stary drukarz Danny Kerrigan, nerwowy i czujący sięnieswojo.Chociaż to miejsce zwykle było domeną Danny ego - znajdowali się w głównymgrawerskim i drukarskim warsztacie - wolał trzymać się z dala od posunięć takich, jak to, aleto sam Tony Niedzwiedz posłał po niego.Tony warknął na Eastina: - A więc przez cały czas byłeś kapusiem banku?Miles wyszeptał: - Tak.- First Mercantile?- Tak.- Komu donosiłeś?- Wainwright.- Jak dużo wiesz? Co mu powiedziałeś?- O.klubie.hazardzie.kto przychodził.- W tym o mnie?- Tak.- Ty skurwysynie! - Tony Niedzwiedz zamachnął się i grzmotnął Milesa zaciśniętąpięścią w twarz.Ciało Milesa ugięło się pod ciężarem ciosu, jednakże ból przeszył jego ramiona i zdesperacją powrócił do bolesnej, zgiętej pozycji, w której siedział poprzednio.Zapadłomilczenie zakłócane jedynie jego katorżniczymi szlochami i jękiem.Tony Niedzwiedzzaciągnął się kilka razy cygarem, a potem powrócił do przesłuchania. - Czego jeszcze się dowiedziałeś, ty śmierdzący gówniarzu?- Nic.nic! - każda część ciała Milesa drżała niekontrolowanie.- Ażesz - Tony odwrócił się do Danny ego Kerrigana.- Przynieś mi ten soczek,którego używasz przy grawerowaniu.Podczas przesłuchania, stary drukarz patrzył na Milesa z nienawiścią.Terazprzytaknął: - Jasna sprawa, Mr.Marino.Danny przeszedł przez pokój do półki i dzwignął galonowy słój zatkany plastikowymkapslem.Słój był oznaczony nalepką KWAS AZOTOWY: Tylko do trawienia.Usunąwszykapsel, Danny nalał ostrożnie ze słoja do pół pintowej zlewki.Ostrożnie, aby nie rozlaćzawartości zlewki, zaniósł ją do stołu, gdzie naprzeciwko Milesa stał Tony Niedzwiedz.Postawił zlewkę na stole, a obok położył grawerski pędzel.Tony Bear wziął w palce pędzel i zanurzył go w kwasie azotowym.Niedbalewyciągnął rękę i maznął pędzlem Eastina z boku twarzy.Przez sekundę, czy dwie, kiedykwas przenikał przez powierzchnię skóry, nie było żadnej reakcji.A potem Miles krzyknął wnowej, tym razem innej agonii, kiedy oparzelina zaczęła rozszerzać się i pogłębiać.Podczasgdy pozostali patrzyli zafascynowani, mięso pod wpływem kwasu zadymiło; różowy kolorsczezł zamieniając się w brązowo-czarny.Tony Niedzwiedz ponownie zanurzył pędzel w zlewce.- Pytam jeszcze raz, gnojarzu.Jeśli nie usłyszę odpowiedzi, to znajdzie się z drugiej strony.Czego się jeszcze dowiedziałeś iopowiedziałeś?Oczy Milesa były szalone, jak u zwierzęcia w pułapce.Wypluł z siebie: -Sfałszowane.pieniądze.- Co z nimi?- Kupiłem trochę.odesłałem do banku.potem pojechałem samochodem.zabrałemwięcej do Louisville.- I?- Karty kredytowe.prawo jazdy.- Wiesz kto je zrobił? Kto wydrukował fałszywe pieniądze?Miles skinął głową na tyle, na ile mógł: - Danny.- Kto ci powiedział?- On.powiedział mi.- I potem wygadałeś wszystko temu glinie z banku? On wie o wszystkim?- Tak.Tony Niedzwiedz obrócił się wściekle do Kerrigana: - Ty pijana, głupia pierdoło! Jesteś nie lepszy niż on.Starzec stał cały drżący.- Mr.Marino, nie byłem pijany.Ja tylko myślałem, że on [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl