[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nie wyszczotkowała włosów.Bawiła się kosmykami grzywki; pociągała je rytmicznie, niczym małpazamknięta w klatce.Jesteśmy równie uwięzieni, jak nasza córka, pomyślał.Co,na Boga, teraz zrobimy? Co teraz zrobimy?  Val podniosła głowę, twarz wyraznie jej siępostarzała.Ponownie spojrzał na faks.Wydrukowany u góry napis głosił:Zakład kserograficzny RKL.Tottenham.Trzeba udać się tam i zapytać, ktodzisiaj rano coś wysyłał. Co im powiesz?  zapytała. W zakładzie ksero? Nie, na policji. No tak, policja  reagował z trudem, jakby doznał rozmiękczeniamózgu.Wiedział, że powinien działać zdecydowanie, że Val oczekuje, byprzejął prowadzenie.Zwykle to ona kierowała całością spraw  domu irodziny.Ale przecież to on jest mężczyzną.Tylko że czuł się, jakby muusunięto z ciała wszystkie kości.Trzasnęły drzwi frontowe.Zamarli w oczekiwaniu.W korytarzu zabrzmiałykroki, potem ktoś przemówił do kota.Rhoda, pomoc domowa.Usłyszeli szelest toreb z zakupami, ruch w kuchni.Val rzuciła okiem na zegar.On jakąś częścią mózgu zarejestrował reakcjężony: już druga piętnaście, a Rhoda powinna zaczynać pracę od drugiej.Zwykle o tej porze nie było ich w domu, nie wiedzieli więc, czy pojawia się naczas.Jak dobrze, że Val potrafi jeszcze zwracać uwagę na takie błahostki!Spojrzała na niego: pewnie myśli o tym samym albo, ona także, przez chwilęsądziła, że to ich córka wraca do domu. Nic nie mów!  syknęła.Rhoda weszła do pokoju, popatrzyła na nich ze zdziwieniem.Zauważyłam samochody.Co się stało? Nic!  głośno odrzekł Morris.Od lat jej nie widywał; ich wzajemnystosunek ograniczał się do pozostawianych w kuchni banknotów.Rhodaufarbowała sobie włosy na śliwkowy kolor; w każdym razie wyglądałamłodziej, niż ją zapamiętał.Była dzielną kobietą, samotnie wychowującą syna.Powinien znać jego imię; chłopiec pewnie jest już dorosły.Ale nade wszystkomusi zachować zimną krew. Patrzyła na nich badawczo, z przekrzywioną na bok głową. Wyglądacieokropnie. Chcesz znać prawdę? Złapaliśmy z Val jakiegoś wirusa.Może cośzjedliśmy?Na pytanie, czy może im jakoś pomóc, oboje przecząco pokręcili głowami.Po chwili na górze zaszumiał odkurzacz.Sądząc po odgłosach, sprzątała pokójHannah.Jakie niedorzeczne: jakby nigdy nic przesuwała odkurzaczem tam i zpowrotem, zakładając, że życie pozostało takie jak przedtem.Błaha czynność,ale jakże dodająca otuchy: jeżeli Rhoda odkurza, to Hannah pewnie właśnie cośje, przydarzają jej się normalne, codzienne sprawy.Czuł, że powinien coś powiedzieć, i nagle poraziło go poczucie winy.Kimkolwiek by byli ci nieznani ludzie, wiedzieli, że on faworyzuje pozostałądwójkę swych dzieci; że z Hannah łączy go słabsza więz.W jakiś sposóbzorientowali się, że jest mu mniej droga, mniej jej wybacza.Wyczuli to jakimśspecjalnym radarem; namierzyli ją: tę jego wielką, zbuntowaną córkę, wolbrzymich buciorach, które go tak irytowały  nie dlatego, by jej nie kochał(gdybyż tylko mógł jej to teraz powiedzieć!), ale dlatego, że każdy ojciecpragnie, by jego latorośl prezentowała się z jak najlepszej strony i spełniałapokładane w niej nadzieje.Val siedziała z pochyloną głową; zupełnie, jakby nie widziała nic pozaswymi japonkami.Właściwie nie ubrała się.Rzucił okiem na jej gęste blondwłosy.Na ulicy w jakimś samochodzie włączył się alarm; nie do wiary  tam,na zewnątrz, ludzie martwili się, że ktoś może ukraść im stereo z auta. Morris, nie możemy siedzieć tu bezczynnie.Za chwilę usłyszymy dzwonek, pomyślał, i Hannah stanie we frontowychdrzwiach.To był tylko test, powie, unosząc brwi.Test, na co? zapyta Morris iwciągnie ją do środka.No, jak bardzo mnie kochacie.Ile jestem dla was warta.Morris zamknie za nią drzwi.Nie pleć głupstw.Wiesz, że doprowadzasz mniedo szaleństwa.Zdejmie płaszcz, czy cotam miała na sobie.Jaką cenę ma Hannah Price*? Zapyta, chichocząc,wydając ten bulgoczący dzwięk, który ostatnio słyszał, gdy przez telefonrozmawiała z koleżankami.* Price (ang.)  cena.Dzwonek.Przez chwilę nie poruszali się.Potem Val pospieszyła do drzwi.Zbyt pózno.Rhoda, z rozszerzonymi ze zdziwienia oczami, wprowadziła dośrodka policjanta, tego samego, który był tu poprzedniego wieczora.Dzisiaj,zgrzany, zdjął kurtkę. Przejeżdżałem obok, więc wpadłem.Macie państwo jakieś wiadomości?  W istocie  odrzekła Val, i już miała przynieść faks.Morris powstrzymał ją.Położył jej dłonie na ramionach i posadził w fotelu.Stanął tak, by ciałem zasłonić stolik do kawy. Owszem. Odchrząknął. Wie pan, co ta głupia dziewczyna zrobiła?Została na noc u koleżanki.Jakiejś tam.Nigdy nie pamiętam ich nazwisk.Roześmiał się.Val patrzyła na niego z uwagą, widział to kątem oka.Spojrzałna policjanta jak mężczyzna na mężczyznę.Jak on się do cholery nazywa? Niezapamiętał.Szefa miejscowej policji, Jacka Palmera, poznał na niwiezawodowej; poza tym przy różnych okazjach spotykali się w KlubieRotariańskim.Ciekawe, czy Jack wie o tej sprawie.Val nie spuszczała z niego wzroku. Tak, nie mieliśmy racji, to pan słusznie przewidział sytuację.Tedzisiejsze dzieciaki, co z nimi począć? Czy one w ogóle myślą o rodzicach? gadał, co mu ślina przyniosła na język. Siedzimy tu i zamartwiamy się,siwiejemy ze zmartwienia  niech pan tylko spojrzy na moją żonę!Dowiedzieliśmy się dopiero co. Poszła do szkoły?Energicznie przytaknął ruchem głowy. Po powrocie usłyszy, co trzeba [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl