[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Poza tym przyda się każda dodatkowa para rąk.- Czyli nie widziałeś jego akt?- Nie.I nie mam zamiaru ich dla ciebie kraść.Jeśli chcesz poznać jego przeszłość,sama go o to zapytaj.- Zrobiłam to.Powiedział, że jest konstruktorem budowlanym.- Tak, jasne - on jest takim samym konstruktorem jak ja heterykiem.- Rozbawieniezamigotało w jego szarych oczach.- A teraz przestań ględzić, chodz do środka i odpocznij.Przyjrzałam się drzewom po raz ostatni, nie znajdując żadnych śladów zagrożenia.52 Dookoła nie było niczego, co mogłoby wzbudzać jakieś podejrzenia i wytłumaczyć strachmrowiący moją skórę.To pewnie przez lęk przed powrotem do tego ośrodka testowego robiłam się takanerwowa.Po kolejnym przypływie wahania odwróciłam się na pięcie i weszłam do środka.Otworzyłam drzwi do drugiego pokoju i przeszłam przez próg.Popołudniowe słońcewlało się za mną, wydobywając z cienia wnętrze pomieszczenia i oświetlając wielkie łóżko.Zza ściany dobiegły mnie głosy: śpiewny Quinna i głęboki tembr Kade'a.Całkiem miłakołysanka do snu.Zamknęłam drzwi i podeszłam do łóżka, zdejmując po drodze broń i ubranie.Dopiero gdy odgarnęłam pościel i wślizgnęłam się do środka, zdałam sobie sprawę ztego, że nie jestem sama.53 ROZDZIAA CZWARTYZatrzymałam się dokładnie w chwili, gdy z mroku wyłonił się jakiś cień.Chociaż to raczej nie był cień, ale stworzenie: czarne jak noc, niewidoczne jak wampiri tak samo szybkie.Na szczęście ja byłam równie szybka.Stoczyłam się z łóżka i obróciłam, uderzając cień bosą stopą.Cios trafił w lity blokciemności.Stworzenie, podobne do plamy głębokiej czerni uzbrojonej w paskudniewyglądające haczykowate pazury, chrząknęło, ale wcale się nie zachwiało.Przeskoczyłoponad łóżkiem i rzuciło się na mnie.Umknęłam przed ciosem i odskoczyłam na bok, mijając łóżko i chwytając broń leżącąna nocnym stoliku.Drasnęłam palcami metal, wypuszczając wiązkę lasera.Drugą rękązłapałam nóż.- Rhoan!Mój wrzask zawibrował w ciszy.Stworzenie syknęło w sposób podrażniający słuch.Rzuciło się na mnie, podobne do kłębu rąk, nóg i pazurów.Zrobiłam unik, obracając się i tnącnożem tak mocno, jak tylko się dało.Jeden z ciosów trafił w ciało.Ostrze wbiło się w niegłęboko, aż wstrząs od uderzenia w kość wprawił w drżenie moją rękę.Rozległo sięmlaśnięcie, po którym trysnął strumień cuchnącej krwi.W tej samej chwili z hukiemotworzyły się drzwi, zalewając pokój światłem i demaskując stworzenie kształtemprzypominające człowieka, choć o innych proporcjach.- Padnij! - krzyknął Rhoan.Zrobiłam, co kazał, uderzając mocno o podłogę.Oddech uciekł mi ze świstem z płuc,gdy plama ciemności przemknęła obok mnie, ścigana przez cienką wiązkę czerwonego lasera.Rozległ się brzęk tłuczonego szkła.Rhoan przebiegł obok mnie.Zebrałam się z podłogi i ruszyłam za bratem.W połowie kroku zmienił kształt iwyskoczył przez okno w postaci wilka.Ja pozostałam w ludzkiej postaci i rzuciłam się zanim, spadając na usianą odłamkami szkła ziemię za oknem.Potoczyłam się po niej, rozcinającsobie dopiero co zagojoną skórę na plecach, zerwałam się na równe nogi i pobiegłam dalej.Cienisty kształt mignął wśród drzew, poruszając się z zawrotną prędkością.W54 nieruchomym powietrzu nie wyczułam jego zapachu, bo został zduszony przez intensywnąwoń eukaliptusa i ziemi.Jednak stworzenie krwawiło i właśnie po śladach krwi mogliśmy je tropić.Wbiegliśmy między drzewa, przeskakując ponad kamieniami i omijając paprocie orazgałęzie.Nagle powietrze stało się bardziej przenikliwe i chłodniejsze.Linia drzewgwałtownie się kończyła, odsłaniając niebo.Skoczyłam naprzód, chwytając Rhoana za zad izmuszając, by się zatrzymał.Warknął i kłapnął w moją stronę zębami.Drasnął nimi lekkomoją skórę, ale mnie nie zranił.Klepnęłam go w nos.- Ty idioto, przed nami jest klif.Okręcił się w miejscu, patrząc we wskazanym kierunku.Potem pociągnął nosem jakpies i wyswobodził się z mojego uścisku.Zmienił kształt, po czym podszedł do krawędzi.Japozostałam na swoim miejscu.Krawędz klifu i ja to ryzykowne połączenie.- Na dnie kanionu widać zakrwawiony czarny kształt - oznajmił Rhoan, wychylającsię ponad krawędzią pod kątem, który przyprawił mnie o drżenie.- Wolał skoczyć, niż dać się złapać - powiedziałam zdumiona.- Czemu miałby torobić?- To  coś - rzucił ponurym głosem Rhoan - skoczyło, bo albo nie zauważyło w porękrawędzi klifu, albo sądziło, że śmierć jest lepsza niż bycie schwytanym [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl