[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wsadził długi ciemny paluch do lejka iobmacał otwór w dnie w nadziei, \e dowie się, co stało się z ziarenkami.Był ju\ czas na finał i Dunbar przerwał te dociekania, unosząc rękę.Obracającmaszynką, przekręcił w palcach małą gałkę na dnie.Indianie nachylili głowy, zaciekawienijak nigdy.Wyczekawszy mo\liwie do ostatniego momentu, gestem, jakim mo\na by odsłaniaćjakiś bajeczny klejnot, porucznik Dunbar, otwierając szeroko oczy i uśmiechając się, raptemwydobył szufladkę napełnioną świe\ym, czarnym kawowym proszkiem.Obaj Komańcze byli pod silnym wra\eniem.Ka\dy wziął małą szczyptę zmielonychziaren i powąchał.Potem ju\ siedzieli spokojnie, podczas gdy gospodarz zawiesił imbryk nadogniskiem i nastawił wodę do zagotowania, czekając na dalszy rozwój wypadków.Dunbar podał kawę, wręczając ka\demu z gości parujący, czarny kubek.Mę\czyznipoczekali, a\ aromat dojdzie do ich nozdrzy, i wymienili doświadczone spojrzenia.Topachniało jak dobra kawa, o wiele lepsza ni\ to, co rabowali od tylu lat Meksykanom.O wielemocniejsza.Dunbar patrzył wyczekująco, gdy zaczęli siorbać, i był zaskoczony, \e się skrzywili.Coś było nie w porządku.Obaj równocześnie powiedzieli kilka słów, chyba o coś pytali.Porucznik potrząsnął głową.- Nie rozumiem - powiedział wzruszając ramionami.Indianie naradzali się krótko, ale bez wyraznych efektów.Wówczas Wierzgający Ptakwpadł na pomysł.Zwinął dłoń w pięść, przytrzymał ją nad kubkiem, a potem rozwarł dłoń,jakby upuszczał coś do kawy.Potem uda wał, \e miesza patyczkiem to, co wrzucił.Porucznik Dunbar powiedział coś, czego nie zrozumie li, a potem Wierzgający Ptakpatrzył, jak biały człowiek zrywa się, idzie do niedbale skleconej ziemianki, wraca z innymworkiem i puszcza go w obieg wokół ogniska.Wierzgający Ptak zajrzał do środka, pochrząkując, gdy zobaczył brązowe kryształki.Porucznik Dunbar spostrzegł, \e na twarzach Indian błąka się uśmiech, i wiedział ju\,\e odgadł właściwie.Właśnie cukru chcieli.6Szczególnie Wierzgającego Ptaka ośmielił entuzjazm białego \ołnierza.Chciałprowadzić rozmowy, a kiedy się przedstawiali, Por Rucz NIK spytał ich kilkakrotnie oimiona, zanim zaczął zwracać się do nich bezpośrednio.Biały człowiek wyglądał dziwnie irobił dziwne rzeczy, ale słuchał z zapałem i chyba były w nim du\e pokłady energii.Mo\edlatego, \e Wierzgający Ptak był tak wielkim zwolennikiem pokoju, wielce cenił siłę i energięu innych.Mówił więcej, ni\ Wierzgający Ptak przywykł słuchać.Kiedy o tym myślał, odnosiłwra\enie, \e biały człowiek przez cały czas nie przestaje mówić.Ale był zabawny.Odtańczył dziwne tańce i robił dziwne znaki rękami i twarzą.Zrobiłnawet parę min, które rozśmieszyły Wiatr W Jego Włosach, a to nie było łatwe.Niezale\nie od ogólnego wra\enia, Wierzgający Ptak dowiedział się paru rzeczy.PorRucz Nik nie mo\e być bogiem.Jest na to o wiele za ludzki.I jest sam.Nikt inny tu niemieszka.Ale nie dowiedział się, dlaczego jest sam.Ani nie dowiedział się, czy ma nadejśćwięcej białych ludzi i jakie mają plany.Wierzgający Ptak z niecierpliwością czekałodpowiedzi na te pytania.Wiatr W Jego Włosach był na przodzie.Jechali gęsiego szlakiem wijącym się poprzeztopolowy zagajnik nad rzeką.Słychać było tylko gąbczasty plusk końskich kopyt na mokrym piasku i zastanawiałsię, o czym te\ to myśli Wiatr W Jego Włosach.Nie porównali jeszcze swoich obserwacji zespotkania.To go trochę niepokoiło.Wierzgający Ptak niepotrzebnie się martwił, bo Wiatr W Jego Włosach odniósłrównie\ korzystne wra\enie.I to pomimo faktu, \e myśl o zabiciu białego \ołnierza wielekroćprzychodziła mu do głowy.Długi czas myślał, \e biali ludzie tylko niepotrzebnie dra\nią, sąjak kojoty zlatujące się do mięsa.Ale niejeden raz ten biały \ołnierz wykazał sięzuchwałością.Był tak\e przyjazny.I zabawny.Bardzo zabawny.Wierzgający Ptak spojrzał na dwa worki, z kawą i z cukrem, zwisające u boków konia,i nasunęła mu się myśl, \e właściwie lubi białego \ołnierza.To była dziwna myśl i musiał sięnad tym zastanowić.A jeśli naprawdę go lubię, to co? - pomyślał w końcu czarownik.Posłyszał zduszony śmiech
[ Pobierz całość w formacie PDF ]