[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Nic mi nie jest, ale nie mamy czasu.Muszę szybko napisać artykuł dowydania ogólnostanowego i jechać na policję złożyć zeznanie.Fred podrapał się po karku, jakby go bolał.Wymienił spojrzenia zMarkiem Seyboldem, który też przyszedł na spotkanie. Nie bardzo wiem, czy wolno nam ujawnić twoje nazwisko jako ofiaryprzestępstwa seksualnego. Nie widzę w tym problemu  odparłam, dotykając wiszących ciąglena mojej szyi biało-czerwonych paciorków. Możliwe, że zamierzał mniezgwałcić, ale udało mu się jedynie trochę mnie poturbować. W gabineciepanowała całkowita cisza. Złapał mnie za nadgarstki i kostki. Głos midrżał, tak samo kolana pod stołem.Z nadzieją, że nikt tego nie widzi,zamilkłam na chwilę i przełknęłam ślinę. Gliniarze mogą oskarżać go opróbę gwałtu, ale formalnie nie jestem ofiarą przestępstwa seksualnego.Zrobiło mi się nieswojo  uczucie, że patrzą na mnie nie jak nakoleżankę, zawodowca, lecz jak na kobietę, którą właśnie próbowanozgwałcić, nie było przyjemne. Britt. zaczął Fred  nie wiem, jak ci to powiedzieć, alezamierzamy zlecić dalszą pracę nad tym tematem Janowitz.Jesteśosobiście zbyt głęboko zaangażowana w sprawę, by o niej pisać.Przerwał, przygotowany na mój wściekły wybuch.Wszyscy w redakcjiwiedzą, jak bardzo emocjonalnie podchodzę do  mojego działu i  moichhistorii, teraz jednak naprawdę mi ulżyło.Musiałam zająć się czymśważniejszym.Pisanie o gwałcicielu to zajęcie na wiele dni  trzeba będziepoinformować o aresztowaniu, potem o oskarżeniu, przeprowadzićwywiady z ludzmi, którzy go znali, i napisać historię jego życia.Porozmawiać z psychologami, dlaczego stał się taki, jaki jest, a być możenawet z nim samym w więzieniu.Niech Janowitz się pomęczy. W porządku  stwierdziłam spokojnie, myśląc po cichu, żegwałciciele przychodzą i odchodzą, tym zaś, na czym naprawdę mi zależy,jest przyszpilenie Fieldinga. Fredowi Douglasowi wyraznie ulżyło, że tak łatwo się poddałam. No to wprowadz Janowitz w sprawę i wez kilka dni wolnego zaproponował uprzejmie.Zdenerwowało mnie to. Pracuję właśnie nad kilkoma innymi materiałami  odparłam ostro.Dlaczego miałabym brać wolne?Wpatrywali się we mnie jak w dziwaczkę. Jak sobie życzysz, Britt. Fred nie bardzo wiedział, co mówić.Jedyne, czego naprawdę chciałam, to żeby traktowano mnie jak fachowca.Jak każdego innego.Rozmowa z Janowitz, która nie pozwalała mi dokończyć odpowiedzi nażadne pytanie, była mordęgą.Pierwszy raz w życiu tak naprawdęzrozumiałam, co czują ofiary przestępstw, kiedy robię z nimi wywiady.Eduardo i Ryan byli oczywiście ciekawi każdego najdrobniejszegobrudnego szczegółu.W końcu poradziłam im, żeby przeczytali jutrzejszągazetę.Kiedy dotarłam do komendy, gliniarze walczyli właśnie ozorganizowanie konfrontacji z gwałcicielem, który nazywał się HectorUgalde.Znalezienie jednak kilku jeszcze osób ze złamanymi nosami, któremogłyby stanąć w jednej z nim linii, nie było takie proste.Ciekawe, czyoskarży mnie o brutalność.Składanie zeznania  wbrew pozorom  nie okazało się zbyt niemiłe.Harry i jakiś jego kolega zadawali pytania, a protokolant policyjnystenografował każde słowo.Cholera, czekający na każde moje słowoludzie to ci sami, którzy czasami w ogóle nie chcą ze mną rozmawiać.Teraz stałam według nich po dobrej stronie, a jak długo będą tak uważać,zależało od mojego następnego artykułu.Nie było nigdzie widaćMcDonalda, wpadła natomiast na chwilę porucznik Riley. Dobra robota, Britt  rzuciła, klepiąc mnie po ramieniu, jakbymzrobiła coś więcej niż tylko ocalenie własnego tyłka. Jasne  odparłam gorzko, myśląc, że to przecież ona wyraziła zgodęna śledzenie mnie. Może zostanę policjantem miesiąca.Kiedy skończyliśmy, poczułam dziwną niechęć do wyjścia z jasnooświetlonego biura, w którym roiło się od mniej lub bardziejrozentuzjazmowanych ludzi.Z miasta zniknęła kolejna grozba, aleciemność mnie odrzucała, bardziej niż kiedykolwiek kazała być ostrożną.Z komendy mechanicznie pojechałam do redakcji, w drodzeprzypomniałam sobie jednak, że nie jestem tam potrzebna.Być możepowinnam mimo to pomóc Janowitz, ale mierziło mnie, że będą mnie lustrowały dziesiątki ciekawskich oczu.Nie pamiętam, bym kiedykolwiek czuła się tak samotna.Ruszyłam dodomu jak zombie.Samochód jechał, jakby miał wbudowanegoautomatycznego kierowcę [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl