[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przypomina mi Monicę z Przyjaciół.To jakiś obłęd.W domu przecież i takbędzie porządek, bo każdy boi się cokolwiek ruszyć!Orany, pomyślałam, wymykając się z pokoju.Czy naprawdę jestem aż takimtyranem? Ale mieli rację.Wraz z nadejściem poniedziałku poczułam się tak, jakby wstąpiłowe mnie nowe życie.Może porządkowa abstynencja to dobra rzecz dla osoby uzależnionej odsprzątania, takiej jak ja, bo gdy dzieci znów wyszły do szkoły, mogłam sobie odrobićwszystko z nawiązką.Odnosiłam wrażenie, że sprzątanie od lat nie sprawiało mi takiejprzyjemności.Ale choć udało nam się zażegnać strach związany z  opieką społeczną , jego miejscezajął inny nasilający się problem, dużo bardziej ponury.Cieszyłam się, że dzieci się u naszadomowiły, ale im swobodniej się czuły, tym bardziej wychodziła na jaw ich prawdziwanatura.Co w tym przypadku oznaczało dość niepokojące zachowania.Po powrocie ze szkołyszły się przebrać - wszystko w normie.Ale potem, przy kolacji albo przed telewizorem, bezskrępowania łapały się nawzajem za intymne części ciała albo same sobie wsuwały ręce wmajtki i się dotykały.Kiedy próbowałam położyć temu kres, spoglądały na mnie niezmienniezdumione.Jakby miały mi za złe, że ich nie rozumiem.Pewnego dnia, gdy zakazałam Olivii dotykać Ashtona, wzięła go za rękę, pokręciłagłową i patrząc na mnie, powiedziała:- Chodzmy, Ash, do mojego pokoju.Rozmowa najwyrazniej nic nie dawała; jakbym rzucała grochem o ścianę.Dlatego poprostu wzięłam Olivię na ręce i wyniosłam do ogrodu.Naprawdę nie wiedziałam, co z nimizrobić.Wcale mnie więc nie zdziwiło, gdy jakiś tydzień pózniej skontaktowała się ze mnąinna zaniepokojona opiekunka, Mandy Ellison.Pracowałyśmy dla tej samej agencji, a doMandy trafiła trójka młodszego rodzeństwa 01ivii iAshtona.Jeśli ja miałam trudności, to onatym bardziej.- Przepraszam, że przeszkadzam, Casey, ale nie wiedziałam, do kogo zadzwonić.- Co się stało? - rzuciłam, natychmiast zaalarmowana jej przestraszonym głosem.- Chciałam zapytać, jak sobie radzisz ze swoją dwójką.Moje maluchy.no cóż, jakbyto powiedzieć.więc one.symulują stosunki seksualne.i zastanawiałam się, czy twojerobią to samo.Bo wniosek nasuwa się sam, prawda?Byłam przerażona.Jej trójka to jeszcze zupełne maluchy! Dwa, trzy i pięć lat, z tegoco pamiętałam.Jakim cudem się czegoś takiego nauczyły? Ale sama od razu odpowiedziałam sobie na to pytanie.Tego można się nauczyć tylko w jeden sposób.Wniosek, jak zauważyłaMandy, nasuwał się sam.- Rób to, co ja - poradziłam, gdy potwierdziłam, że moi podopieczni zachowują się taksamo.- Przekazuj wszystko Johnowi Fulshawowi.Trzeba uprzytomnić innym ten problem.Najwyrazniej mamy przed sobą puzzle, które trzeba ułożyć w całość.Ale jeśli szokowały mnie dotychczasowe wybryki dzieci, to wkrótce się przekonałam,że szok może przybrać zupełnie nowe rozmiary.Kilka dni po telefonie Mandy szykowałamkolację dla całej rodziny i rozmawiałam z Lauren, dziewczyną Kierona.- Tak się tu zadomowili, Casey - mówiła, pomagając mi w kuchni.- Na pewno jesteśdumna, że bardzo się zmienili, odkąd ich wzięliście pod swój dach.Uśmiechnęłam się do Lauren, ale odpowiedziałam dopiero po chwili.Bo moimzdaniem wcale tak wiele nie udało nam się zdziałać.Zawsze mnie dziwiło, gdy inni zauważaliprzemiany w naszych podopiecznych.Ale może to dlatego, że my mieliśmy dzieci na codzień, więc ich metamorfoza aż tak nie rzucała się nam w oczy.- Z pewnością są dużo spokojniejsi - przyznałam.- Ale zwykle to i tak jedna wielkawalka.- Nie - zaoponowała Lauren, tłukąc ziemniaki.- Uwierz.Naprawdę się zmienili.Podniesiona trochę na duchu rozdałam talerze z pieczenią.Jedno musiałam przyznać:dzieciaki nie grymasiły przy jedzeniu.Nie kręciły nosem na warzywa, nie wybrzydzały.Przypuszczałam, że dzieciom smakuje dosłownie wszystko, bo wcześniej często chodziłygłodne.Ale i ja, i Lauren przypomniałyśmy sobie nagle, że to nie jedzenie stanowi głównyproblem [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl