[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wewnątrz ani śladu uderzeńmłotkiem.Nawet bez znaku producenta mo\na rozpoznać, czyja to robota.Był tylko jedenpłatnerz, który wytwarzał metal o tak wysokiej jakości.Nale\ał do rodziny Fauchardów.- Co pan mo\e o nich powiedzieć? - zapytała Skye.- Byli jedną z zaledwie trzech familii, które zało\yły cech rzemieślniczy przekształcony zczasem w firmę znaną dziś pod nazwą Spear Industries.Ka\da rodzina miała innąspecjalność.Jedna produkowała stal, druga zbroje.Fauchardowie zajmowali się sprzeda\ą.Ich agenci podró\owali po całej Europie i handlowali wyrobami spółki.Dzięki temuFauchardowie mieli wszędzie dobre kontakty i powiązania polityczne.Zazwyczaj nie u\ywaliswojego znaku firmowego.Uwa\ali, \e jakość ich zbroi mówi sama za siebie.Dlatego dziwię się, \e jest tutaj wyryty ich herb.Ten hełm musi mieć wyjątkoweznaczenie dla rodziny.- Madame Fauchard powiedziała mi, \e ka\da głowa orła oznacza jedną rodzinązało\ycielską.Weebel zamrugał.- Rozmawiała pani z nią? Skye przytaknęła.- Nadzwyczajne.Słyszałem, \e całkowicie odizolowała się od świata.Jaka jest?- To skrzy\owanie skorpiona z czarną wdową - odrzekła bez wahania Skye.-Powiedziała, \e środkowy orzeł symbolizuje Fauchardów, którzy zdominowali spółkę zasprawą zgonu i mał\eństw.Weebel wybuchnął nerwowym śmiechem.- A nie dodała, \e były to często przedwczesne zgony, a większość mał\eństwwymuszono, \eby umocnić władzę Fauchardów?- Mówi o swojej rodzinie w sposób, by tak rzec, bardzo selektywny.Zaprzecza naprzykład, \e byli wystarczająco potę\ni, by wywołać pierwszą wojnę światową i przyło\yćrękę do wybuchu drugiej.- Takie pogłoski krą\ą od wielu lat.Pewni handlarze bronią zachęcali do wojny i ułatwilijej rozpoczęcie.Fauchardowie tkwili w tym po uszy.Aha.Od kogo słyszała pani tę historię?- Od Anglika nazwiskiem Cavendish.Powiedział te\, \e Fauchardowie wykradli jegorodzinie tajemnicę produkcji stali.- A, sir Cavendish.Tak, to prawda.Jego rodzina doszła do perfekcji w wyrobie stali.Fauchardowie ukradli im technologię.- Weebel pogładził palcami hełm.- Widzi pani cośniezwykłego w tym wizerunku orła?Skye popatrzyła uwa\nie na hełm, ale w pierwszej chwili nie dostrzegła niczego nowego.- Zaraz.Moment.Tak.Z jednej strony ma w szponach więcej włóczni ni\ z drugiej. 145- Bystre oko.Aha.Zauwa\yłem to samo i porównałem z herbem Fauchardów.Naoryginale liczba włóczni jest taka sama po obu stronach.Przy dokładniejszych oględzinachhełmu odkryłem, \e jedną włócznię dodano du\o pózniej.Zapewne w ostatnim stuleciu.- Dlaczego ktoś to zrobił? - zapytała Skye.Weebel uśmiechnął się tajemniczo i umieścił hełm pod szkłem powiększającymprzymocowanym do stołu warsztatowego.- Niech pani sama zobaczy, mademoiselle Labelle.Skye przyjrzała się włóczni przez lupę.- Grot i drzewce to właściwie jakiś napis.Litery i cyfry.Chodz, Charles, zobacz.Damay zajął jej miejsce.- To wygląda na równanie algebraiczne.- Tak, tak.Aha.Te\ tak myślę - zgodził się Weebel.- Ale nie potrafię tego rozszyfrować.Potrzebny jest specjalista.- Kurt uwa\a, \e ten hełm mo\e być kluczem do rozwiązania zagadki Fauchardów -powiedziała Skye.- Muszę go zabrać do Pary\a i pokazać kryptologowi albo matematykowina uniwersytecie.- Szkoda - zmartwił się Weebel.- Miałem nadzieję skopiować ów piękny hełm.Mo\epotem?- Właśnie, monsieur Weebel - powiedziała z uśmiechem Skue.- Mo\e potem.Weebel schował hełm z powrotem do skrzynki i wręczył jej.Skye i Darnay podziękowalimu i po\egnali się.Skye poprosiła Darnaya, \eby odwiózł ją na dworzec.Był rozczarowanyjej decyzją i próbował ją namówić, \eby została.Odrzekła, \e chce jak najszybciej wrócić doPary\a, ale obiecała, \e wkrótce przyjedzie na dłu\ej.- Skoro tak postanowiłaś, nie będę cię zatrzymywał - powiedział Darnay.- Zobaczysz sięz panem Austinem?- Mam nadzieję.Jesteśmy wstępnie umówieni na kolację.Dlaczego pytasz?- Boję się, \e mo\e ci grozić niebezpieczeństwo.Czułbym się lepiej, gdybym wiedział, \etwój przyjaciel czuwa nad tobą.- Sama potrafię o siebie zadbać, Charles.- Pocałowała go w policzki.- Ale jeśli to cięuspokoi, zadzwonię do Kurta z komórki.- Pewnie, \e będę spokojniejszy.Odezwij się po powrocie do domu.- Za bardzo się martwisz - odrzekła.- Ale dobrze, zatelefonuję do ciebie.Zgodnie z obietnicą zadzwoniła do Austina, kiedy w szybkim pociągu TGV pędziła napomoc.Recepcjonista w hotelu Kurta powiedział, \e pan Austin zostawił dla niej wiadomość.Prosił, by przekazać, \e musiał wyjechać w pilnej sprawie i będzie z nią w kontakcie.Zastanawiała się, co się mogło stać.Ale wiedziała, \e Austin jest człowiekiem czynu ijego nagły wyjazd nie zaskoczył jej.Była pewna, \e wkrótce się odezwie.Podró\ z Aixtrwała niecałe trzy godziny, pociąg dojechał do Pary\a póznym wieczorem.Złapała taksówkędo domu.Zapłaciła za kurs i szła w stronę drzwi, gdy ktoś zapytał głośno:- Ekskiuzez muwa.Parlej wu anglej?Odwróciła się.W świetle ulicznej latarni zobaczyła wysokiego mę\czyznę w średnimwieku.Obok stała uśmiechnięta kobieta z Michelin Green Guide w ręku.Turyści.Sądząc po kiepskiej wymowie, pewnie Amerykanie, pomyślała Skye.- Tak, mówię po angielsku - odpowiedziała.- Zgubili się państwo? Mę\czyznauśmiechnął się nieśmiało.- Jak zwykle.- Mój mą\ nie cierpi pytać o drogę nawet w domu - wyjaśniła kobieta.- Szukamy Luwru.Skye stłumiła śmiech.Zastanawiała się, po co ktoś chce znalezć Luwr w nocy.- To na prawym brzegu Sekwany.Kawałek drogi.Ale niedaleko jest stacja metra.Stamtąd dojadą państwo na miejsce.Powiem państwu, jak tam dojść. 146- Mamy w samochodzie plan miasta - odrzekła kobieta.- Mogłaby nam pani pokazać,gdzie jesteśmy?Jeszcze gorzej.Pary\ to nie miejsce dla kierowcy, który nie zna miasta.Poszła z nimi dosamochodu zaparkowanego przy krawę\niku.Kobieta otworzyła tylne drzwi, sięgnęła dośrodka, potem cofnęła głowę na zewnątrz.- Mogłaby pani wziąć plan z siedzenia, mojadroga? Bolą mnie plecy.- Oczywiście.- Trzymając torbę z hełmem w lewej ręce, Skye schyliła się, ale niezauwa\yła planu na siedzeniu.Nagle poczuła ukłucie w prawy pośladek, jakby u\ądliła jąpszczoła.Odruchowo dotknęła bolącego miejsca i zdała sobie sprawę, \e Amerykaniewpatrują się w nią uwa\nie.Nie wiadomo dlaczego ich twarze zaczęły się rozmazywać.- Dobrze się pani czuje, moja droga? - zapytała kobieta.Skye zesztywniał język.Niemogła wymówić słowa [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl