[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Kilkadziesiąt lat temu byłterminalem zaopatrzeniowym Armii Czerwonej.Docierały tu ciężarówki, działa i tony amunicjidostarczane w ramach Lend-Lease przez alianckiekonwoje, które formowano u wybrzeży Nowej Szkocji,by wspomóc sprzętowo armie Stalina walczące w wielkiejwojnie ojczyznianej.Pół wieku pózniej budynek był wruinie.W latach 90.zniszczył go pożar i garstkaużytkowników wyniosła się z toksycznego wnętrza.Prawidłowa rozbiórka terminalu, gdzie pozostałomnóstwo szkodliwej farby ołowiowej i azbestu,kosztowałaby miliony, więc zdano się na niszczycielskiesiły przyrody.Brzydki ceglany blok miał powybijaneszyby i poczerniałe od ognia ściany nad górnym rzędemokien.Dach od strony lądowej niemal się zawalił.Przechodzień nie obejrzałby się na wypaloną ruinę.Ale w środku poczułby się tak, jakby nagle przeniósłsię z brudnej Rosji lat 20.do czystej współczesnejfabryki.Przestronne białe wnętrze oświetlały mocnereflektory.Podłużna hala stała prostopadle do fiordu.Miała trzysta metrów długości, trzydzieści pięćszerokości i czterdzieści wysokości.W kierunku wrótwychodzących na fiord toczyła się wolno po szynachwielka dwunastokołowa suwnica mostowa z lśniącej stali.Dawny terminal kupił za bezcen biznesmen LeonKaznikow.Jego młodszy brat Siergiej, człowiekuzdolniony technicznie, w tajemnicy postawił budynek w budynku.Wzniósł mocne ściany, ułożył na szczyciestalowe belki stropowe i obniżył podłogę tak, żepowierzchnia produkcyjna znalazła się prawie trzydzieścimetrów poniżej poziomu gruntu na zewnątrz idwadzieścia metrów poniżej powierzchni wody w zatocepodczas przypływu.Po uruchomieniu fabryki robotnicynazwali ją terminalem i zawsze wymawiali to słowo zszacunkiem dla niezwykłego przedsięwzięcia.Ale sam budynek był niczym w porównaniu z tym, coznajdowało się wewnątrz.Leżący metalowy cylinder,przy którym pracowano, miał około dziesięciu metrówśrednicy i trzy metry długości.Przypominał gigantycznąpuszkę tuńczyka postawioną pionowo.Był przykrytybiałą plastikową folią, w jego wnętrzu na lśniącychplatformach stali robotnicy w czystych kombinezonach.Pięć metrów dalej leżał drugi cylinder o średnicydziesięciu metrów.Choć trudno to było dostrzec przezwarstwy folii ochronnej, cylindry miały podwójne ścianyoddalone od siebie o pół metra.Wielka suwnica mostowa toczyła się cicho w lewo dowschodniego krańca budynku od strony lądu.Z hakadzwigu na jej szczycie zwisała ciężka skrzynia zesprzętem.Cylindry leżały idealnie w jednej linii,dokładnie wzdłuż osi hali.Szereg miał identycznąśrednicę niemal na całej swojej długości, ale przywschodnim krańcu budynku zaczynał się lekko zwężać.Na zdjęciu zrobionym z góry przypominałby tuńczykapoćwiartowanego na filety, które pozostały w pozycji pionowej.Ale kształt na podłodze fabryki nie był rybą.Dziś miała być kolejna dostawa.Czekano na następnymetalowy cylinder.W przeciwieństwie jednak donieskazitelnie czystych, lśniących modułów wewnątrzhali, ten byłby cuchnący, brudny i zardzewiały, być możewypełniony do połowy mułem i piaskiem lub nawetzamieszkany przez szczury.Miał przypłynąć barkąpchaną przez holownik.Konwój wyruszył w głąb fiordupoprzedniego dnia po zachodzie słońca i powiniendotrzeć do zachodniego krańca terminalu kilka godzin popółnocy.Kiedy przychodził transport, wrota budynkuotwierały się i załoga fabryki wciągała barkę do środka zapomocą kołowrotu.Z drugiego brzegu fiordu nikt niewidział czystego wnętrza fabryki  kryty dok dla barkibył tak samo zniszczony, jak elewacja budynku, a halęprodukcyjną oddzielała od doku specjalna komoraprzejściowa dla ludzi pracujących przy wyładunku barki.W lądowej części terminalu sąsiadującej z dokiem byłorównież pomieszczenie o długości dwunastu metrów,gdzie ładunek barki przed zabraniem do sterylnej halifabrycznej czyszczono parą pod ciśnieniem i piaskowano.Po takim przygotowaniu jego zewnętrzną powierzchnię zestali i wewnętrzną z tytanu pokrywano pózniej dwiemaróżnymi powłokami zabezpieczającymi.Aadunki, któremiały być dostarczone w tym miesiącu, wymagałybyrównież odkażenia popromiennego.Zanim zaczęto byprzy nich pracować, trafiłyby do specjalnegopomieszczenia w terminalu, wyłożonego ołowiem i polimerem.Kiedy cylinder był gotowy, odsuwały się nabok wielkie drzwi, żeby mógł się wtoczyć do hali.Rozległy teren kompleksu biurowego w północnejczęści Wirginii był głęboko ukryty w zalesionej okolicyna przedmieściu McLean na zachodnim brzegu rzekiPotomac.Leżał w posiadłości należącej kiedyś dokrewnych generała Konfederatów, Roberta E.Lee, wmiejscowości, która została włączona do McLean w roku1910.Wcześniej miejscowość nosiła nazwę Langley ibyła tak nadal nazywana przez dwadzieścia trzy tysiącepracowników kompleksu, mimo że nie widniała na żadnejmapie.Odpowiadało to organizacji, do której należałkompleks, gdyż wolała pozostać anonimowa.Głównybudynek z betonu miał kształt litery  U" i stał frontem dotrawiastego czworokąta.Ale trzydzieści lat po jegowybudowaniu, na trawie wyrósł nowy biurowiec ze szkłai stali, z kulistym audytorium dla siedmiu tysięcy osób,nazywanym przez pracowników Bąblem.Kompleksprzypominał centralę jakiejś firmy z listy Fortune 500, alew rzeczywistości był najlepiej strzeżonym obiektem wStanach Zjednoczonych.Wzdłuż bramy przechadzali siędwaj uzbrojeni wartownicy, trzeci sprawdzałidentyfikatory wchodzących.Mosiężna tablica na ścianiewartowni była nowa i kiedyś nigdy by jej nie powieszono,ale czasy się zmieniły.Duży czarny napis głosił:Centralna agencja wywiadowcza.W jednym z pokojów biurowych OśrodkaNaukowo-Technicznego ekspert z Działu Analiz Materiałów Fotograficznych ślęczał nad zdjęciamiwywiadowczymi z terminalu. Dobry Boże  wyszeptał.  Alfa" wróciła. 8 Mogę sam wysiąść  powiedział Peter Vornado,ignorując zaniepokojoną minę Rachel.Po trzechnieudanych próbach opadł wyczerpany na tylne siedzeniesamochodu.Pielęgniarz wyciągnął go delikatnie nazewnątrz i posadził na wózku szpitalnym.Vornadorozejrzał się.Nawet w taki dzień bardziej zdawał sobiesprawę, jaka jest pogoda, niż ktokolwiek, kogo znał.Dlapodwodniaka piękna pogoda to luksus.W sierpniowyczwartek nad Upper East Side na Manhattanie byłobezchmurne niebo.Na drzewach wzdłuż wejścia dowysokiego budynku śpiewały ptaki, po obu stronachdrzwi kwitły kolorowe kwiaty [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl