[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Ile akrów ziemi pan posiadał, panie Jurgensen?Ole zamyślił się nad odpowiedzią.Oblizywał wargi i wbił spojrzenie w sufit, a jegodłonie przesuwały się po lasce w górę i w dół. Na początku trzy-y-ydzieści pięć rzekł w końcu. Potem dokupiłem jeszcze trzy-y-ydzieści od Etty, co sama z tego miejsca niedawno powiedziała.Tak że razem uzbierało sięsześćdziesiąt pięć akrów.Całkiem spo-o-ora fa-a-arma. Istotnie przyznał prokurator. A więc nabył pan trzydzieści akrów ziemi od paniEtty Heine? Tak jest. Kiedy dokładnie, panie Jurgensen? Tak jak po-o-owiedziała.W tysiąc dziewięćset czterdziestym czwa-a-artym. I otrzymał pan od niej na piśmie akt własności tej ziemi? Tak jest. Czy nazwałby pan tę umowę jasną, nie wzbudzającą wątpliwości, panie Jurgensen?Idzie mi o to, czy nie zawierała na przykład zapisu o długu hipotecznym bądz jakichś innychwarunków? Serwitutów? Zastawu? Tego rodzaju obciążeń? Nie.Niczego takiego.Ko-o-ontrakt był jak się patrzy.Wszystko jak się należy. Rozumiem pokwitował tę wiadomość Alvin Hooks. Zatem nie był pan wówczasświadom istnienia roszczeń, jakie mogliby zgłaszać do którejś części nowo nabytej przez panaziemi państwo Miyamoto? Nie, ani trochę.Pytałem nawet o to Ettę, bo, widzi pan, Miyamotowie mieli do-o-omna jej ziemi, wiedziałem też, że państwo Heine sprzedali im siedem akrów.Na co miodpowiedziała, że nie spłacili rat, więc ona ma prawo odebrać swoją wła-a-asność.Dodała, że pośmierci Carla nie ma innego wyjścia.Zapewniła mnie, że umowa jest w najzupełniejszymporządku.Rodzina Miyamoto siedzi w obozie, powiedziała, i mo-o-oże nigdy stamtąd niewrócić.Powiedziała, że odda, co się im należy.Miyamotoowie nie mogą sobie rościć żadnychpraw, proszę pana, ani mowy! Więc nie słyszał pan nic o roszczeniach, jakie rodzina Miyamoto mogłaby wysuwaćdo siedmiu akrów nowo nabytej przez pana ziemi? Nie.Nic o tym nie słyszałem, dopóki ten człowiek wskazał nosem oskarżonego nie przyszedł do-o-o mnie i o tym mi nie powiedział. Ma pan na myśli obecnego tu Kabuo Miyamoto? Tak jest.Jego, zgadza się. A kiedy oskarżony się u pana zjawił, panie Jurgensen? Niech pomyślę.Przyszedł do-o-o mnie latem czterdziestego piątego, tak, zgadza się.Przyszedł i po-o-owiada, że pani Heine chce go okraść.Pan Heine, powiada, nigdy by do tego niedo-o-opuścił. Nie bardzo rozumiem zafrasował się Alvin Hooks. Więc oskarżony zjawił się upana latem 1945 roku i oskarżył panią Heine o kradzież? Tak, proszę pana.Tak to zapamiętałem. I co pan mu na to odpowiedział? Powiedziałem mu, że nic po-o-odobnego, że ona mi tę ziemię sprzedała, a jegonazwiska na umowie nie ma. I co nastąpiło dalej? Zapytał, czybym mu tej dzia-a-ałki nie odsprzedał. Czyby mu pan nie odsprzedał całych trzydziestu akrów? upewnił się Alvin Hooks. Nie, jemu nie chodziło o całe trzydzieści akrów.Interesowało go tylko te siedem odpółnocnego zachodu, gdzie kiedyś mieszkała jego rodzina.Przed wojną znaczy. Czy rozmawiali o tym panowie? Czy rozważał pan możliwość odsprzedaży? On nie miał pie-e-eniędzy oświadczył Ole. A zresztą nie myślałem wtenczas osprzedaży, bo to było przed tym.a-a-atakiem.Miałem piękną farmę, sześćdziesiąt pięć a-aakrów, ani mi było w głowie odsprzedawanie jej komuś. Panie Jurgensen, czy nabywając tych trzydzieści akrów od pani Heine, kupił panrównież jej dom? Nie.Sam dom sprzedała osobno.Bjornowi Andreasonowi.Bjom mieszka w nim dodzi-i-isiejszego dnia. A dom, w którym mieszkała kiedyś rodzina oskarżonego, panie Jurgensen? Ten ja kupiłem. Rozumiem.I co pan z nim zrobił? Przeznaczyłem go na mieszkanie dla zbieraczy wyjaśnił Ole. Moja fa-arma taksię rozrosła, że musiałem zatrudniać zarządcę na okrągły rok.Mieszka w tym domu, gdzie oprócztego mam jeszcze pokój dla sezonowych zbieraczy. Panie Jurgensen kontynuował Alvin Hooks. Nie przypomina pan sobie, czyoskarżony nie powiedział panu czegoś jeszcze podczas wizyty u pana latem czterdziestegopiątego?Ole Jurgensen oderwał prawą dłoń od główki laski, wsunął do bocznej kieszeni marynarkii zaczął w niej grzebać. Tak, jedną rzecz wymamrotał. Zapowiedział, że któregoś dnia odzyska swojąziemię. Powiedział, że ją odzyska? Tak jest.I był zły. A co pan mu na to odpowiedział? Spytałem go, dlaczego złości się na mnie.Ja wiem o tej ziemi tylko jedno: że niemyślę jej nikomu sprzedawać. Ole wyjął z kieszeni chusteczkę i otarł usta. Poradziłem mu,żeby pogadał z Ettą Heine.Powiedziałem, że przeprowadziła się do Amity Harbor, podałem mujej adres i poradziłem, żeby się z nią rozmówił. I wtedy oskarżony odszedł? Tak. Czy widywał go pan pózniej? Owszem.To mała wysepka.Człowiek stale tu kogoś spotyka. Rozumiem, panie Jurgensen przytaknął Alvin Hooks. A więc, jak panpowiedział, miał pan atak.To się zdarzyło w czerwcu bieżącego roku? Tak, proszę pana, dwudziestego ósmego czerwca. Rozumiem.I w następstwie tego ataku stał się pan niezdolny do pracy? W stopniu takznacznym, iż uznał pan, że nie będzie pan w stanie prowadzić dalej farmy?Ole Jurgensen nie od razu odpowiedział.Jego prawa, zaciśnięta na chusteczce dłońwróciła na rękojeść laski.Ssał wewnętrzną stronę policzka, głowa mu się trzęsła.Usiłowałprzemówić. Ja.ja. zaczął. Po prostu nie mogłem, rozumie pan. Nie był pan w stanie prowadzić dalej farmy? N-n-nie. I co pan zrobił? Wystawiłem ją na sprzedaż.Siódmego wrze-e-eśnia.Zaraz po Zwięcie Pracy. Bieżącego roku? Tak, proszę pana. Czy zgłosił pan sprzedaż swojej posiadłości w agencji handlu nieruchomościami? Tak jest. Czy może u pana Klausa Hartmanna? Tak. Czy ogłaszał się pan również w inny sposób? Wywiesiłem ta-a-ablicę na stodole.To wszystko. I co nastąpiło dalej? zapytał Alvin Hooks. Czy ktoś przychodził oglądać pańskąfarmę? Przyszedł Ca-a-rl Heine.Syn Etty Heine. Kiedy to było? Siódmego września.Przyszedł i oświadczył, że chce kupić moją farmę. Proszę nam o tym opowiedzieć poprosił Alvin Hooks
[ Pobierz całość w formacie PDF ]