[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Informatyk spojrzał na jego twarzi natychmiast odwrócił wzrok, wyraznie przerażony, po czym wróciłna miejsce.Al-Majnoun nigdy nie rozmawiał z nieznajomymi, a jużzwłaszcza dzisiaj nie zamierzał tego robić.Czekał, aż nadejdziepora, by wykonać zadanie i zakończyć sprawę.325" " "Wczesnym popołudniem w laboratorium Ardebil panował spo-kój.Niektórzy jeszcze nie wrócili z lunchu, inni siedzieli przy biur-kach i grali w gry komputerowe.Jak we wszystkich laboratoriachnaukowych na świecie ludzie zabijali czas, czekając, aż będzie moż-na iść do domu.Reza zaprowadził Karima do strefy badań nad neu-tronami, gdzie kiedyś pracowali razem.Drzwi miały elektronicznyzamek i tabliczkę zabraniającą wstępu osobom nieupoważnionym.Za metalowym stolikiem siedział strażnik.Czytał strony sportowe wmiejscowej gazecie, ale gdy zobaczył Rezę i Karima, od razu zrobiłsię czujny.Popatrzył na nich spod zmarszczonych brwi.Czy Reza nie wie,że do tej części laboratorium goście nie mają wstępu?Karim przyjrzał się strażnikowi.Wydawało mu się, że go pozna-je.- Ali? - zapytał.- Czy to ty? Nie pamiętasz mnie? Jestem tymchłopakiem z Teheranu, który ciągle wysadzał bezpieczniki.Strażnik natychmiast się rozpogodził.- Doktor Karim? Wrócił pan?- Przyjechałem do Meszhedu odwiedzić rodzinę.Wpadłem tuspotkać się z Rezą, a potem wracam.Strażnik uśmiechnął się lekko.- Haale shoma chetoreh? - Jak się miewasz?- Khuban, shoma chetor? - Dobrze, a ty?, odpowiedział Molavii obaj życzyli sobie dobrego zdrowia.- Czy Karim może wejść? - spytał Reza.- Oczywiście.Przecież go znamy.Tylko musi się wpisać.-Strażnik przesunął księgę w stronę Molaviego, który wpisał swojenazwisko i numer przepustki.326Weszli do zastrzeżonej strefy i minęli niewielkie pomieszczenie,w którym kiedyś pracował Karim.Wtedy bezpośrednio za nim znaj-dowała się szczytowa ściana budynku, ale do laboratorium dobudo-wano nowe skrzydło, o którym wspomniał Reza.- Chodz - Reza pociągnął przyjaciela za rękaw.- Musisz to zo-baczyć.W nowym skrzydle na stole na środku pomieszczenia stał genera-tor neutronów.Niewielkie cylindryczne urządzenie miało nie więcejniż trzydzieści centymetrów długości.Z jednej strony w grubej meta-lowej obudowie znajdował się otwór, do którego wkładało się zapal-nik.Na środku był generator elektromagnetyczny umożliwiającyzamianę energii wybuchu w ładunek, który jonizował deuter za-mknięty w cylindrze i przyspieszał go aż do przemiany w tryt.Pod-czas przemiany deutertryt następowała emisja neutronów, którebombardowały plutonowy rdzeń bomby i inicjowały reakcję łańcu-chową.- Niezły - powiedział Karim.- Mamy taki w Teheranie, alewasz wygląda na nowszy.- I lepszy, mój bracie.Niedługo to my będziemy pracować.Zobaczycie.Wy w Teheranie zbieracie całą chwałę, ale doświadcze-nia nigdy się wam nie udają.Nadchodzi czas, kiedy zespół zMeszhedu będzie uczył was fizyki.- Skąd macie generator? Myślałem, że nasz jest jedyny?- Ciii! - Reza położył palec na ustach.- Złożyliśmy go sami.Kupiliśmy za granicą części i zmontowaliśmy generator.Nikt tegowcześniej nie robił, mój bracie.Tak, twój przyjaciel Reza, który niebył wystarczająco bystry, żeby dostać stypendium w Niemczech,pomagał składać generator neutronów.Co ty na to?327To był Reza, jakiego Karim pamiętał.Ambitny, głodny sukce-sów, kochający rywalizację.Zawsze musiał ci pokazać, że bezwzględu na to, co ty robisz na komputerze, on zrobi to lepiej naswoim.Poświęcili wiele wieczorów na pisanie programów graficz-nych i ściąganie z Internetu zdjęć pornograficznych, które potemwysyłali anonimowo swoim brodatym pasterzom.- Marzenia ściętej głowy, drogi przyjacielu.Nie ma możliwo-ści, żeby ten generator pracował lepiej niż nasza maszyna w Tehera-nie.My może i mamy trochę wycieków z silnika, ale wy jeszcze gonawet nie włączyliście.- I tu się mylisz.Stajecie się planem B, bracie.Teraz to my je-steśmy planem A.Poczekaj, a sam zobaczysz.Będziesz miał szczę-ście, jeśli odzyskasz dawną pracę w Meszhedzie, kiedy w Teheraniewszystko zamkną.Karim zmarszczył brwi.- Jak chcecie być planem A? Z komputerami, które nie działa-ją? Z oprogramowaniem, którego nie rozumiesz? Pamiętam cię,Reza.Byłeś jak komunikat o błędzie.Założę się, że nawet nie wiesz,jak przeprowadzić symulację działania generatora neutronów.Towszystko jest tylko na pokaz.- Nieprawda - żachnął się Reza.Podszedł do stanowiska głów-nego operatora, usiadł w fotelu i włączył wielki komputer, który zpomrukiem obudził się do życia.Monitor z czarnego zrobił się biały,a po chwili pojawił się na nim ekran powitalny.I konsola, i fotel lśniły nowością, jakby jeszcze nigdy z nich niekorzystano.Generator neutronów też wyglądał, jakby dopiero co gorozpakowano.Trzymali to wszystko w rezerwie, na wypadek, gdybyokazało się potrzebne.Prawdziwa praca odbywała się na wielkim328komputerze, który symulował działanie zapalnika neutronowego namateriał rozszczepialny w rdzeniu.- Gorąco mi - powiedział Karim.- Mogę zdjąć marynarkę?Reza nawet go nie usłyszał, tak był zajęty nową superzabawką.Molavi zdjął marynarkę i położył na obudowie komputera.Na ekra-nie pojawił się ekran logowania.- Nie patrz, jak będę pisał - poprosił Reza i mrugnął do niego.Karim stał tyłem, kiedy przyjaciel wpisywał swoje nazwisko ihasło.Gdy odwrócił się z powrotem do komputera, ekran się zmieniłi weszli do najtajniejszej przestrzeni elektronicznej w IslamskiejRepublice Iranu.- Teraz patrz - powiedział Reza.- W zeszłym tygodniu prze-prowadziliśmy kilka symulacji pracy generatora.Pracujemy nadwiększym wzbogaceniem.A wtedy - żegnaj, Tel Awiw! Sprawimy,że wy, ważniacy z Teheranu, wyjdziecie na głupków.Karim uśmiechał się i kiwał głową z uznaniem, kiedy Reza poka-zywał symulacje.- Lepsze, niż przypuszczałem - przyznał.- Ale to oczywiste, żenie macie prawdziwych narzędzi.Nadal jesteście poniżej masy kry-tycznej.Zobaczysz, siądzie wam.Nie macie pełnego pakietu.- Tak sądzisz? No to ci pokażę, co potrafią prawdziwi ludzienauki.Nacisnął kilka klawiszy.Komputer zaszumiał i zaczął realizowaćkolejną, bardziej złożoną symulację.Na każdą sztuczkę przyjacielaKarim odpowiadał inną.W końcu Reza pozwolił mu usiąść za kon-solą, żeby pokazać kilka funkcji systemu, których nie rozumiał.329Molavi zerknął na zegarek.Minęło ponad pięćdziesiąt minut, odkiedy zaczęli.Zaproponował jeszcze jeden test, by sprawdzić, czy Reza ma na-prawdę właściwe oprogramowanie.Chodziło o symulację przyspie-szania mieszkanki deuteru z trytem, mającego na celu wyproduko-wanie większej liczby neutronów i tym samym doprowadzenie doznacznie silniejszej eksplozji.Ten test jeszcze nigdy nie powiódł sięw Teheranie.Reza próbował, ale to naprawdę nie była jego liga.Karim też nie zdołał skłonić maszyny do wykonania symulacji.- To wina komputera - oznajmił.- Coś nie działa.- Komputer nigdy się nie myli - odparł Reza.- A przynajmniejnie wyprodukowana w domu maszyna meszhedzka brata Rezy, naj-większego geniusza na świecie.Jestem pewien, że to twoja wina.Tyteż o tym wiesz.Dlaczego nie chcesz się przyznać?Karim znów zerknął na zegarek i sięgnął po marynarkę.- Kocham cię, bracie - powiedział.- Pewnego dnia przyjedzieszpomóc nam w prawdziwej pracy na prawdziwych maszynach.Aleteraz jestem zmęczony.Czuję w kościach każdy kilometr drogi zTeheranu do Meszhedu.Co powiesz na kolację?- Powiem, że to świetny pomysł - odparł Reza i dodał ciszej: -A pózniej może trochę alkoholu? Mam nowe zródło
[ Pobierz całość w formacie PDF ]