[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Z tego, co wiemy, nie ma to żadnego związku zwaszym przedstawieniem, ale wolimy się zabezpieczyć.Asystentka dyrektora jeszcze raz zapewniła, że udzieli im wszelkiejpomocy, i odeszła, wyraznie wytrącona z równowagi.Zapewneżałowała swego ostatniego pytania. Wiesz coś o tych ludziach?  spytała Amelia, gdy wychodziły zcyrku. Ukraińcach? Tak.Możemy im ufać? Są małżeństwem.Mają dzieci, które podróżują wraz z nimi.Należądo najlepszych w świecie specjalistów od szybkich zmian.Niewyobrażam sobie, by mieli coś wspólnego z morderstwem.Amelia zadzwoniła do Rhyme a.Telefon odebrał Thom.Podała muimiona i nazwisko Ukraińców oraz przekazała wszystko, czego siędowiedziała. Niech Mel albo ktoś sprawdzi ich w urzędzie imigracyjnym i wDepartamencie Stanu.  Zrobione  odparł krótko Thom.Rozłączyła się.Wyszły z parku i ruszyły na zachód.Przed oczamimiały sinobiałe chmury, na czystym niebie wyglądające niczym siniec.Flaga znów trzasnęła ostro; rozbawiony Arlekin wabił ludzi, zapraszałdo swego niesamowitego świata.Odprężyliście się, szacowni widzowie?Odpoczęliście?To dobrze, ponieważ nadszedł czas drugiego występu.Być może nie słyszeliście nigdy o P.T.Selbicie, ale jeśli byliście kiedyś wcyrku lub wdzieliście iluzjonistę na żywo, lub chociaż w telewizji, znacieprawdopodobnie część ze sztuczek, które ten Anglik upowszechnił na początkudwudziestego wieku.Początkowo Selbit występował pod swym prawdziwym nazwiskiem: PercyThomas Tibbles, szybko jednak się zorientował, że miano tak przyziemne niepasuje do artysty, którego największym atutem są nie karciane sztuczki,znikające gołębie i lewitujące dzieci, lecz sadomasochistyczne przedstawienia,szokujące  a więc i przyciągające  widzów na całym świecie.Selbit  tak, jego sceniczny pseudonim pochodził od nazwiska czytanegowspak  wymyślił słynną  Poduszkę do igieł : pokazywał ludziom dziewczynęprzeszywaną osiemdziesięcioma czterema ostrymi szpikulcami.Inny stworzonyprzez niego numer to  Czwarty wymiar : ku przerażeniu widzów przygniatałdziewczynę ciężką skrzynią.Jedną z mych ulubionych jest sztuczka Selbita z1922 roku.Jej nazwa, szacowni widzowie, mówi wszystko:  Bożek krwi, czylimiażdżenie dziewczyny.Dziś mam zamiar przedstawić państwu zmodernizowaną wersjęnajsłynniejszego chyba numeru Selbita, przedstawianego na całym świecie.Poproszono go nawet o pokazanie go podczas pokazowych manewrów GwardiiKrólewskiej na londyńskim hipodromie.Znanego pod nazwą.Nie, nie.Nie, szacowni widzowie.Nie zaspokoję waszej ciekawości, na razie nie zdradzę nazwy tej sztuczki.Ale coś wam powiem: kiedy Selbit miał ją wprogramie, kazał asystentom wylewać fałszywą krew do rynsztoka przednamiotem.By zainteresować potencjalnych widzów.Strategia ta okazała siębardzo skuteczna.%7łyczę wam dobrej zabawy.Mam nadzieję, że będzie dobra.Ale znam jedną osobę, której z pewnością się nie spodoba. 10Jak długo spałem, spytał sam siebie młody człowiek.Przedstawienie skończyło się o północy, potem pili w  WhiteHorse Bóg wie jak długo, do domu wrócił o trzeciej, przez czterdzieściminut.nie, raczej godzinę.rozmawiał z Braggiem.A kanalizacjazaczęła cholernie dudnić mniej więcej o wpół do dziewiątej.Więc.jak długo spałem?Matematyka nie była mocną stroną Tony ego Calverta.Uznał, że tonawet lepiej.Kto chciałby wiedzieć, jak bardzo jest zmęczony? Dobrzechociaż, że pracował na Broadwayu, a nie przy reklamówkach, bowtedy wstawało się czasem i o szóstej rano.Popołudniowy angaż wTeatrze Gielguda był dobrą rekompensatą za to, że musi pracować wsoboty i niedziele.Przyjrzał się narzędziom swego fachu i uznał, że przyda mu sięwięcej maści maskującej tatuaże.Dziś miał twardego chłopaka okamiennej szczęce, a damy z Teaneck i Garden City mogłyby miećpewne wątpliwości co do szczerości uczuć przystojniaka do modnejgwiazdeczki, gdyby na jego potężnym bicepsie odczytały: KOCHAMCI NA WIEKI, ROBERCIE.Calvert zamknął sporą żółtą walizeczkę na kosmetyki, podszedł dodrzwi i zerknął w wiszące przy nich lustro.Musiał przyznać, żewygląda znacznie lepiej, niż się czuje.Na twarzy nadal miał resztkiopalenizny ze wspaniałej lutowej wyprawy do St Thomas.Smukłe,muskularne ciało nie zdradzało, że w żołądku przelewały się litry piwa(na miłość boską, przyhamuj po czwartym piwie.Halo, czy ktoś mniesłyszy? Czy to dla ciebie nie za trudne?).Zdradzały go tylko mocnoprzekrwione oczy, no ale to można poprawić bez większychproblemów.Charakteryzator zna tysiąc sposobów na sprawienie, bystary wyglądał jak młody, brzydal jak grecki bóg, a człowiek śmiertelnie zmęczony jak ktoś, kto właśnie obudził się po długim, orzezwiającymśnie.Jemu wystarczyły krople do oczu, a po nich odrobina pudru podoczami.Nałożył skórzaną kurtkę, zamknął drzwi swego mieszkania w EastVillage i zaczął schodzić po schodach.Teraz, kilka minut przedpołudniem, w budynku panowała cisza.Większość ludzi, jak sądził,poszła na spacer, ciesząc się pierwszym w tym roku prawdziwiepięknym wiosennym weekendem, albo nadal odsypiała wczorajszeszaleństwa.Jak zawsze wyszedł tylnym wyjściem, prowadzącym na alejkęmiędzy dwoma budynkami.Ruszył w stronę odległego o kilkanaściemetrów chodnika, gdy nagle w jednym z odchodzących z alejki,kończących się ślepo korytarzy dostrzegł jakiś ruch.Zatrzymał się, zerknął w mrok, zmrużył oczy.Zwierzę.O Boże, czy toszczur?Nie, to nie był szczur, lecz kot, najwyrazniej ranny.Calvertgorączkowo rozejrzał się dookoła, ale alejka była pusta.Biedny kotek.Tony Calvert nie był miłośnikiem zwierząt domowych, ale zeszłegoroku opiekował się terierem sąsiadów i pamiętał, jak właścicielpowiedział mu, oczywiście na wszelki wypadek, że weterynarz Bilbama gabinet tuż za rogiem, na St Marks.Mógłby odnieść tam kota podrodze do metra.Może wzięłaby go siostra? Adoptowała dzieci, więcmogłaby i kota.Stanie w alejce nie było najlepszym wyjściem, zwłaszcza w tejokolicy, ale Calvert nie miał wątpliwości, że jest tu zupełnie sam.Szedłpo bruku tak cicho, jak tylko potrafił, nie chcąc przestraszyć zwierzęcia.Kot leżał na boku, miaucząc rozpaczliwie.Czy może wziąć go na ręce? Czy nie zostanie podrapany? Pamiętał zwykładów, że koty mogą przenosić choroby.Ale ten wyglądał na zbytsłabego, by zrobić mu krzywdę. Co ci się stało, biedaku?  spytał cichym, kojącym głosem. Ktościę skrzywdził? Kucnął powoli, postawił walizeczkę z kosmetykami na bruku,ostrożnie wyciągnął rękę, obawiając się, że kot może zaatakować [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl