[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Pamiętał tylko o bólu, który odczuwał, ilekroćo niej myślał.A myślał, ku własnemu zdumieniu, zadziwiającoczęsto.Skłonił się nisko.- Pani Dilhorne? Pozostaję do pani usług.Zawsze i wszędzie.Hester popatrzyła na niego.Nie miała najmniejszej ochotyz nim rozmawiać.- Proszę pozwolić mi przejść, kapitanie Cameron.- Najpierw chcę pani przekazać moje najszczersze przeprosiny.- Mówiłam już panu, że niepotrzebnie się pan naraża, rozmawiając ze mną.- Cofam wszystko, co wygadywałem o pani w przeszłości.Jest pani chodzącym ideałem, Hester.Mogę się tak zwracać dopani? Nie ma piękniejszej kobiety.Oszalał?- Niepotrzebne mi pańskie komplementy, zatem proszę nieoczekiwać podziękowań.Jack za wszelką cenę chciał jej dotknąć.Wyciągnął dłoń.Hester cofnęła się.- Ośmiesza się pan, kapitanie, postępując w ten sposób.Proszę zrobić mi przejście.On jednak stał jak wrośnięty w ziemię.- Szczerze żałuję, że nie przyjrzałem się pani lepiej, zanimpani wyszła za tego bandytę.- Ależ przyglądał mi się pan, kapitanie! I nie był pan zadowolony z tego, co zobaczył.Jeżeli się pan nie odsunie, powiadomię męża o pańskim nietaktownym zachowaniu.Nie boi siępan konsekwencji?Zmarszczył brwi.- Nie ma zatem sposobu, żebym panią przekonał, jak bardzożałuję swojego zachowania? Nie zechce pani przemówić domnie łagodniejszym tonem? Choćby przez krótką chwilę?Hester obrzuciła go poważnym spojrzeniem.- Jeśli pan mnie przepuści, pomyślę o panu z nieco większąsympatią.Proszę pamiętać, że nawet gdybym miała ochotę porozmawiać z panem - a nie mam - mój mąż uznałby to za ciężką obrazę.Cóż było robić? Jack odsunął się na bok.- Nie będę zatem pani dłużej zatrzymywał.Proszę mi jednak wierzyć, że mój podziw dla pani urody i wigoru nie magranic.Hester zamknęła oczy, żeby go nie widzieć.Próbowała niemyśleć, co zrobiłby Tom, gdy dowiedział się o tym spotkaniu.Jack obserwował ją, póki nie znikła za rogiem.Inaczej zaśpiewasz, kiedy na dobre skończę z panem Dilhorne'em! - pomyślał.Był tego najzupełniej pewien.Pewnego ranka Hester zamiast tak jak zwykle rześko zerwaćsię z łóżka na powitanie wstającego dnia, stwierdziła, że jest jejsłabo.Miała mdłości.Z początku była przekonana, że jej to zaraz przejdzie, ale czas mijał, a dolegliwości nie ustępowały.Początkowo jedynie zle się czuła po przebudzeniu, lecz pod koniectygodnia zaczęły się wymioty.Nic nie mówiła Tomowi, który i tak wstawał grubo przed nią.Ale pewnego dnia, kiedy czuła się wyjątkowo paskudnie, samcoś zauważył.Popatrzył na nią spod oka i nic nie powiedział.Następnego ranka pożegnał ją jak zwykle, wyszedł i zaraz wrócił.Znalazł ją leżącą na łóżku, zalaną łzami.Znów targały niąmdłości.Zmoczył ręcznik, usiadł koło niej i otarł jej policzki.- Jak długo to trwa?- Od tygodnia.Codziennie.W ciągu dnia trochę mija - słabym głosem odpowiedziała Hester.- Miałam cichą nadzieję, żew końcu samo przejdzie i że nie sprawię ci kłopotu.- Domyślasz się, co ci dolega?- Pewnie coś z brzuchem.- Można to tak nazwać.Ku jej zdziwieniu Tom się uśmiechał.- Podejrzewam, że zamiast trochę lepiej, poczujesz sięznacznie gorzej.Naprawdę nie wiesz, co to znaczy?Usiadła.- Nie myślisz chyba.- Owszem.Oczywiście, aby się upewnić, pójdziesz do Alana.Jednak moim skromnym zdaniem najwyrazniej spodziewaszsię dziecka.Popatrzyła na niego podejrzliwie.- Cieszysz się?Przygarnął ją do piersi.- Och, Hester.Nigdy ci tego nie mówiłem, ale moim największym pragnieniem było, żebyś mnie obdarzyła dzieckiem.Mam nadzieję, że czujesz to samo.Chociaż.Widziałem przecież, jak się bawiłaś z małym Johnem Kerrem i z uczniamiw szkole.Nie powinienem nawet pytać.Uśmiechnęła się do niego.- Też tego zawsze pragnęłam.Chcę wierzyć, że się nie mylisz.To dziwne, że domyśliłeś się pierwszy.- W pewnych sprawach jesteś bardzo szczera, a w innychokropnie skryta.Ja z kolei.- Wykrzywił usta.- Cóż, małojest rzeczy, których bym nie wiedział.Alan bardzo poszerzyłmoje wiadomości, kiedy mu pomagałem podczas rejsu z Londynu
[ Pobierz całość w formacie PDF ]