[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Dlaczego nie? Kochanie, on nie debatuje, on działa.A my za nim kroczymy. I to wam odpowiada? Lorraine wzruszyła ramionami. On ustanawia zasady  rzuciła lekko.Przyjrzała się badawczo satynowej sukience bez ramiączek, haftowanejprzy staniku kryształkami górskimi. Wyglądasz wspaniale.Podoba mi się ta suknia.Powinnaś nosić więcejbiżuterii, ale o to zadba Quentin.Co się stało? Zrobiłaś dziwną minę. Przepraszam. No dobrze, lecz o co chodzi? Po prostu nie przywykłam do rozmów na intymne tematy.Nie wiem, jak się zachować. Intymne? Co ja takiego powiedziałam? %7łe kłóciliśmy się z Quentinem na statku, że kupi mi biżuterię. Dobry Boże, kochanie, to nie są sprawy intymne.Sprawą intymną jest, ile pieniędzy zarobiłaś i straciłaś wzeszłym tygodniu.Jesteśmy po prostu zgraną paczką i śledzimy swoje poczynania.Przyzwyczaisz się do tego.Możenawet polubisz.To nie jest takie złe.Dzięki temu nigdy nie masz wrażenia, że wisisz nad przepaścią i nie ma nikogo,kto by cię złapał.Po to znasz miliony ludzi, by paru z nich znalazło się w pobliżu, kiedy ich potrzebujesz, zawsze topowtarzam.Jesteś o wiele spokojniejsza niż większość kobiet, z którymi spotykał się Quentin.Może on mięknie?Choć nie liczyłabym na to.Ale z pewnością jesteś spokojniejsza, nie robisz wokół siebie szumu, nie wpychasz się nasiłę. Mój Boże, mam nadzieję! No cóż, może nie brzmi to ładnie, ale wpychanie się na siłę jest niewątpliwie najszybszą metodą dostania się naszczyt.Musisz128tylko wmówić ludziom, że bez ciebie ich przyjęcia będą nieudane, bo to właśnie ty nadajesz im blasku, jesteś za panbrat z wielkimi tego świata, szastasz pieniędzmi.Jeżeli ich o tym przekonasz, będą zapraszali cię wszędzie, bezwzględu na to, czy cię lubią, czy nie.Claire przyglądała jej się przez długą chwilę.  Nie mam zielonego pojęcia, o czym mówisz. Wiem o tym, moje słodkie niewiniątko. Lorraine chwyciła od przechodzącego kelnera kieliszek szampana iminiaturową kanapeczkę.Claire spojrzała na tłum.Kobiety ubrane były na czarno lub biało, mężczyzni włożyli białekrawaty.Patrzyła na ruchomą mozaikę balansujących, splatających się ze sobą postaci; obserwowała, jak piją,rozmawiają, prześlizgują się przez ciżbę, tańczą w wirujących światłach.Ten obraz przywiódł jej na myśl filmy z lattrzydziestych.Pożałowała, że nie ma ze sobą ołówka i szkicownika.Quentin i Ozzie stali w grupie mężczyzn przy barze. Tak jest zawsze  wyjaśniła Lorraine. Trudno to nazwać porzuceniem, bo nigdy nie trwa dłużej niż półwieczoru.Oni po prostu uważają, że skoro i tak muszą tu przyjść, to przynajmniej załatwią przy okazji paręinteresów.Quentin jest w komitecie, który zbiera dziś pieniądze na bliżej nie znany mi cel, a tam gdzie idzie on,podążamy również my.Usiądzmy.Chcę z tobą porozmawiać.Do Claire podszedł nieznajomy mężczyzna, wysoki i smukły, z niesfornymi czarnymi włosami przyprószonymisiwizną. Alex Jarrell  przedstawił się.Jego głos, głęboki i łagodny, brzmiał zdumiewająco mocno na tle zgiełku.Chciałbym z tobą zatańczyć. Och, nie! Nie teraz!  zaprotestowała Lorraine, zwracając się do Claire. Widzimy się po raz pierwszy odpowrotu i naprawdę muszę z tobą pogadać.Alex spodobał się Claire.Zdawał się stać z boku, poza tłumem.Zastanawiała się, co on tu robi.Wyglądał bardziej naobserwatora niż kogoś, kto udziela się towarzysko. Z przyjemnością  odparła. Ale trochę pózniej.Przysiadły na czerwonych atłasowych fotelach oddalonych odparkietu i Lorraine pochyliła głowę ku Claire. Lubię cię, Claire, i jestem pewna, że zostaniemy przyjaciółkami.Być może zabrzmi to bardzo osobiście, leczzawsze135 powtarzam, że przyjaciele są po to, aby pozwierzać się sobie od czasu do czasu.No więc muszę cię uprzedzić, żeQuentin jest trudnym mężczyzną.Oczywiście bardzo go lubię, prawda jednak jest taka, że on.hm.nie zawszezważa, iż może kogoś zranić.Brwi Claire powędrowały w górę. To znaczy lubi ranić kobiety? Nie, nie, nie.Powiedziałam. Powiedziałaś, że rani ludzi.Ale sądzę, że miałaś na myśli kobiety. Nie.Chodziło mi o ludzi w ogóle i nie tyle o ich ranienie, ile0 pozyskiwanie nad nimi władzy.Chociaż to o kobietach i dominowaniu też jest prawdą, przynajmnig częściową. Westchnęła. Jesteś bardzo mądra, choć niewiele mówisz.Z pewnością poradzisz sobie bez moich rad.Musiałam cię jednak o tym uprzedzić jako przyjaciółka, bo mogłabyś zostać zraniona.I wiedz, że naprawdę możeszna mnie liczyć w razie potrzeby.Och, nie, nie teraz!  krzyknął buntowniczy głos w duszy Claire.Zwietnie się bawię, nie chcę wysłuchiwać żadnychponurych ostrzeżeń.Znowu spojrzała na grupkę mężczyzn po drugig stronie parkietu.Quentin był najwyższy, łatwo go było wyłowić ztłumu.Pamiętała siłę ramienia opasującego ją w tańcu, jego wargi tuż przy swoich.Kiedy płynęli przez parkiet, innistawali, by na nich popatrzeć,1 Claire poczuła tak gwałtowny przypływ pożądania, że zmyliła krok. To dobrze", powiedział i przyciągnął jąbliżej, doskonale wiedząc, dlaczego się zachwiała.A teraz Lorraine ją ostrzega.Dokładnie tak samo, jak ostrzegano ją wiele lat temu:  Mogłabyś zostać zraniona".Już zostałam zraniona, pomyślała.Och, jak bardzo! Ale to było dawno.Teraz jestem starsza i mam pieniądze.Bezwzględu na to, co się stanie, jestem bezpieczna, przestałam być bezbronna.Wszystko będzie dobrze, bo mampieniądze [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl