[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Towarzy-szu Farfurkis, przygotujcie projekt zarz¹dzenia.Kopiê  w dół(idzie na Edika).Wrodzona grzecznoSæ Edika bierze górê nad wszystkim in-nym.Edik ustêpuje z drogi, a nawet otwiera drzwi przed sta-rym czÅ‚owiekiem.OszoÅ‚omiony, sÅ‚abo widzê i sÅ‚abo sÅ‚yszê.Komendant (radoSnie Sciskaj¹c mi dÅ‚oñ): Z okazji awan-su najserdeczniejsze, towarzyszu PriwaÅ‚ow! Ot i wszystko siêpowiodÅ‚o&£awr Fiedotowicz (zatrzymawszy siê w drzwiach): To-warzyszu Zubo!Komendant: SÅ‚ucham!£awr Fiedotowicz (¿artuje): MieliScie na dziS wyznaczo-n¹ Å‚axniê, wiêc idxcie do Å‚axni!Przeraxliwy chichot oddalaj¹cej siê Trójki.Kurtyna.PrzypomniaÅ‚em sobie tê scenê, przypomniaÅ‚em te¿ sobie,¿e pocz¹wszy od dziS s¹dzone mi dÅ‚ugo byæ kierowc¹ przyTrójce i zgniotÅ‚em niedopaÅ‚ek. Trzeba spÅ‚ywaæ  wychrypiaÅ‚em. Nie mo¿na  powiedziaÅ‚ Edik. Hañba. A zostaæ nie hañba? Hañba  potwierdziÅ‚ Edik. Ale jesteSmy wywiadow-cami.Jak na razie nikt nas nie zwalniaÅ‚ z naszych obowi¹z-ków.Trzeba wycierpieæ to, co nie do wycierpienia.Trzeba,Sasza! Trzeba siê umyæ, ubraæ i iSæ na posiedzenie.121 ZajêczaÅ‚em, ale nie mogÅ‚em nic odrzec.UmyliSmy siê i zjedliSmy Sniadanie.WyszliSmy na mia-sto, gdzie wszyscy zajêci byli po¿ytecznymi, niezbêdnymisprawami.MilczeliSmy ponuro.ByliSmy ¿aÅ‚oSni.Przy wejSciu do Kolonii napadÅ‚ na mnie zza rogu staru-szek Edelwejs.Edik wyci¹gn¹Å‚ rubla, ale nie wywarÅ‚o to nor-malnej reakcji.Materialne dobra staruszka nie interesowaÅ‚y,¿¹daÅ‚ dóbr duchowych.¯¹daÅ‚, abym wÅ‚¹czyÅ‚ siê w charakte-rze kierownika robót do udoskonalania jego heurystycznegoagregatu i na pocz¹tek uÅ‚o¿yÅ‚ rozszerzony plan, obliczony naokres jego studiów aspiranckich.Po piêciu minutach rozmowy jasnoSæ przed moimi ocza-mi ostatecznie zmieniÅ‚a siê w mrok, gorzkie sÅ‚owa byÅ‚y go-towe wyrwaæ mi siê z ust i straszliwe zamiary byÅ‚y bliskieurzeczywistnienia.W rozpaczy zacz¹Å‚em bredziæ o jakiejSsamoucz¹cej siê maszynie.Staruszek sÅ‚uchaÅ‚ mnie z rozdzia-wionymi ustami, pochÅ‚aniaÅ‚ ka¿dy dxwiêk, i jak siê zdaje,zapamiêtywaÅ‚ te bzdury dosÅ‚ownie.Nagle doznaÅ‚em olSnie-nia.Jak doSwiadczony prowokator zapytaÅ‚em, czy agregatMaszkina jest dostatecznie skomplikowan¹ maszyn¹.Sta-ruszek natychmiast zapewniÅ‚ mnie ¿arliwie, ¿e agregat jestniesÅ‚ychanie skomplikowany, ¿e czasem nawet on, Edelwejs,nie rozumie, co tam jest co. Cudownie  powiedziaÅ‚em.Wiadomo, ¿e ka¿da dostatecznie skomplikowana maszynaposiada zdolnoSæ do samouczenia i samosterowania.Samo-sterowanie jest nam na razie zbyteczne, powinniSmy nato-miast w jak najkrótszym czasie nauczyæ agregat Maszkinadrukowania tekstu bez udziaÅ‚u czÅ‚owieka-poSrednika.Jaktego dokonaæ? Zastosujemy powszechnie znan¹ i wielokrot-nie stosowan¹ metodê dÅ‚ugiego treningu ( metoda Monte-Carlo  wtr¹ciÅ‚ lekko o¿ywiony Edik).Tak, Monte-Carlo.Przewaga tej metody zawiera siê w prostocie.Bierze siêdostatecznie obszerny tekst, powiedzmy  ¯ycie zwierz¹tBrehma.Maszkin zasiada za swoim agregatem i zaczy-na drukowaæ sÅ‚owo za sÅ‚owem, linijka za linijk¹, stronicêza stronic¹.JednoczeSnie analizator bêdzie analizowaÅ‚&122 ( Rozumowiec bêdzie rozumowaÅ‚  dorzuciÅ‚ Edik).Tak wÅ‚aSnie, rozumowaÅ‚& I w ten sposób agregat zacznie siê odnas uczyæ.Nawet nie zd¹¿ycie mrugn¹æ, jak zacznie samdrukowaæ.Proszê, oto rubel na zwrot kosztów i idxcie dobiblioteki po Brehma&Edelwejs pognaÅ‚ do biblioteki, a my, podbudowani niecotym maÅ‚ym zwyciêstwem nad miejscowymi kataklizmami,pierwszym zwyciêstwem na siedemdziesi¹tym szóstym piê-trze, ruszyliSmy dalej w drogê.ByliSmy zadowoleni, ¿e Edel-wejsa mamy na zawsze z gÅ‚owy, ¿e natrêtny staruszek nie bê-dzie siê nam wiêcej krêciÅ‚ pod nogami i mêczyÅ‚ swoj¹ gÅ‚upot¹,tylko bêdzie siedziaÅ‚ grzecznie za  Remingtonem , waliÅ‚w klawisze i wywaliwszy jêzyk, przerysowywaÅ‚ Å‚aciñskie li-tery [ Pobierz caÅ‚ość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl