[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Annabelle przygląda mi się i czeka.Już nie jestem onią zazdrosna, bo Freddie dowiódł swojej miłości do mniew sposób więcej mówiący o jego uczuciach niż obrączka,której nie mogę nosić na palcu lewej ręki.Nie wątpię teżw jej lojalność i wiem, że zrobi, co konieczne, żebyzapewnić nam bezpieczeństwo.Ale w jej oczach widzęgłód, głód życia, którego zawsze pragnęła.Nosi w sobiesilniejszą pasję niż którakolwiek z nas i to mnie niepokoi.Jeśli nie zrealizuje swoich marzeń, to co się z nią stanie?Jest zbyt delikatna jak na twarde realia życia i za łatwopogrąża się w żalu, wciąż zadręcza się tym, co powinnabyła zrobić.To nas łączy.Ale tyle obecnie ryzykujemy, żeobiecałam sobie nigdy więcej niczego nie żałować.Niebędę spoglądać wstecz i wyrzucać sobie, że mogłampostąpić inaczej.Nie da się cofnąć czasu.Od dziśzamierzam patrzeć przed siebie, żyć terazniejszością.Gdybym tylko potrafiła przekonać do tego Annabelle.Boona i ja jesteśmy do siebie bardzo podobne pod wielomawzględami.I to mnie przeraża.Może dlatego, że obiewychowałyśmy się bez matek, które dałyby namwsparcie.Jednak moja niezależność wydaje sięegoistyczna w porównaniu z jej ofiarnością i jest miwstyd.Ponieważ sprzedałyśmy mój aparat fotograficzny, niemogę zrobić zdjęć pokoju, który w ostatnich miesiącachstał się dla mnie celą więzienną.Ale tkwię w nim i będętkwiła jeszcze jakiś czas, więc postaram się go narysować:żelazne łóżko, wiklinowe łóżeczko, które jedna zpacjentek doktora O Hare ofiarowała mu w ramachzapłaty.Udało mi się nawet jako tako narysować krzesło iokno, dzień i noc zasłonięte.Może pewnego dnia,przypominając sobie dawne czasy, uśmiechniemy się nato wspomnienie i będziemy się zdumiewać, jakie byłyśmydzielne.Jeśli chodzi o wisiorek, wysłałam Annabelle naBroughton Street, żeby zobaczyła, co tam mają.Powiedziałam jej, czego szukam, i przyniosła wisiorekprzedstawiający rozwiązany bucik.Jest tylko pozłacany,bo nie mamy pieniędzy, ale wygląda idealnie.Mazapewnić mi łatwy poród, ale jednocześnie symbolizujenaszą przyjazń to, jak rozwiązujemy serca, żeby znalezćw nich miejsca dla siebie nawzajem.To nas łączy ipozwala nam przetrwać wszelkie zawieruchy.3 września 1939 rokuDziś rano, zaraz po śniadaniu, zaczęły się bóle.Początkowo myślałam, że zaszkodziło mi jajko wkoszulce.Annabelle lepiej zna się na ogrodnictwie niż nagotowaniu, więc kiedy dostałam mdłości, mojepodejrzenie padło na jajko.Nawet piękny bukietwiosennych kwiatów na tacy ze śniadaniem nie poprawiłmi samopoczucia.Annabelle, która nieraz pomagała ojcu jakoakuszerka, od razu zorientowała się, co się dzieje,wstawiła wodę na ogień i zaczęła rwać prześcieradła.Powiedziała, że wezwie ojca, gdy zacznie się właściwyporód, ale ponieważ mogło to nastąpić za kilka godzin,obie uznałyśmy, że nie będziemy go niepotrzebniefatygować.Wysłałyśmy Josie do brata, żeby go zawiadomić.Freddie się ukrywa i nawet ona nie ma pojęcia, gdzie goznalezć, ale wie, do kogo się zwrócić, aby wiadomośćdotarła na miejsce.Annabelle mówi, że to może potrwać jakiś czas ilepiej, żebym się czymś zajęła.Zabrałam się do pisania,ale czuję, że bóle się nasilają i stają się coraz częstsze,więc chyba będę musiała przestać.Ostatnio przeczytałam cały ten album i cieszę się, żeAnnabelle kazała nam go prowadzić.To będzie wspaniałapamiątka na starość.Przeczytałam też swój ostatni wpis, oprzyjazni, która pozwala nam przetrwać zawieruchy.Jakieto prawdziwe! Gdy zaczęły się bóle, na niebie pojawiłysię szare chmury.Nadchodzi burza, już grzmi, i tendzwięk budzi we mnie strach.Zamykam oczy, kładę sięna plecach i modlę o to, żeby burza szybko przeszła.Piper powoli odłożyła kartkę. To ostatnia strona.Ale nie koniec historii, prawda?Znowu rozległ się szmer głosów, rzeka słów, któraprzepływała jakby wokół Lillian i przez nią, ale zbytszybko, aby mogła je zrozumieć.Odniosła jednakwrażenie, że słyszy Annabelle, która mówi jej, żebyoddychała, bo to złagodzi ból, i że pewnego dnia tocierpienie jej pomoże.Lillian odwróciła głowę, a miękkie płótno otarło się ojej policzek.Leżała nie w wielkim łożu małżeńskim zmahoniu, lecz w pojedynczym żelaznym łóżku. Nie, nie koniec odpowiedziała, zamykając oczy,żeby nie widzieć duchów.Usłyszała przy uchu głos Helen. Co się stało z dzieckiem, Malily? Urodziło sięmartwe? Musisz wyjść szepnęła Lillian.Pragnęła, abyHelen zrozumiała, że to dla jej własnego dobra
[ Pobierz całość w formacie PDF ]