[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Owczarzom w tym roku nie wiedzie się całkiem tak, jak by sobie życzyli - zauważył Quinten, zmęczonydyskusją, którą toczyli przez całe lato.- Słyszałem, że byli zmuszeni przerzucić swoje stada z powrotem na zbocza,na których już raz się pasły.Susza doskwiera nam wszystkim.Baron postał mu mordercze spojrzenie, jak zawsze gdy Quinten usiłował uspokoić wzburzone wody, wzburzoneprzez ojca między nim a hodowcami baranów.- Jeśli sytuacja szybko się nie zmieni, to do reszty zbankrutujemy i będziemy zmuszeni sprzedać nasze siodła -oświadczył Baron, przewidując najgorszą ewentualność, jaka może spotkać hodowcę bydła.- Jakie to ma znaczenie?Po tych słowach wypowiedzianych przez Ailsę lodowatym tonem w pokoju zapanowała cisza.Quinten słyszałwiatr świszczący w topolach na dworze i tykanie mosiężnego wahadła zegara w szafce z polerowanego dębu.- Znaczenie? Chryste na krzyżu, ma znaczenie! - Baron zdjął nogi z biurka i zerwał się, aż zaskrzypiało skórzaneobicie.- Czy ty myślisz, że oblewałem się krwawym potem tylko po to, żeby teraz patrzeć, jak to ranczo umiera namoich oczach? Chcę, żeby Hunterowie hodowali bydło w tej dolinie przez następne sto lat.Ten chłopak.- Ten chłopak! - Ku zaskoczeniu Quintena Ailsa się zaśmiała.- Nic z tego nigdy nie było dla tego chłopaka ijedyny głupiec, który w to wierzy, to on.173 Wolno obróciła głowę na długiej, smukłej szyi, żeby spojrzeć na Quintena, a on poczuł, że powietrze uwięzło muw gardle.Wiedział, że za chwilę dowie się wreszcie, jak doszło do tego, że przed czternastu laty sprowadzono dotego domu mieszańca i bękarta Barona.Pozna diabelski układ zawarty przez ojca z tą kobietą.- Myślałeś zawsze, że jesteś dla niego kimś nadzwyczajnym - powiedziała tym swoim lodowatym głosem - bomyślisz, że twoja matka była nadzwyczajna.Ale on miał każdej zimy nową squaw.Nową squaw i nową bawoląopończę, żeby mu było ciepło w te długie i lodowate montańskie zimy.Czyż nie zwykłeś tak mówić, Fergusie?Skóra wokół ust Barona jakby się napięła.- Ona łże - rzucił.Coś chwyciło za pierś Quintena, poczuł dotkliwy ból.Miał takie dziwne uczucie, jakby w klatce piersiowejkrwawiło mu rozerwane serce.- On mnie tu sprowadził - powiedział.- Mój.Baron sprowadził mnie tu, na ranczo.- To ja go do tego zmusiłam.Byłeś ceną, którą musiał zapłacić, jeśli miałam tu pozostać.- Niech to wszyscy diabli, ona łże! - ryknął ojciec, jakby to, że ją przekrzyczy, mogło przydać prawdy jegosłowom.- Dlaczego? - spytał Quinten, patrząc na Ailsę.Na jej ustach igrał złośliwy uśmieszek i cień rumieńca prześwitywał przez skórę.- Obiecał mi, że zrezygnuje ze swoich czerwonoskórych dziwek, kiedy się pobierzemy, i przez jakiś czas takbyło.Aż do tamtej zimy, gdy oczekiwałam jego dziecka; wtedy to wziął z powrotem do łóżka twoją matkę.Zakosztował jej wdzięków już wcześniej i dlatego się urodziłeś.- Uniosła szczupłe ramiona, wzruszając nimi welegancki sposób.- Nie wiem, dlaczego po raz drugi się z nią zszedł.Może raz przespał się z nimi wszystkimi izaczynał znowu od początku.Obróciła się twarzą ku niemu i wreszcie patrzyła na niego, naprawdę patrzyła.A on jak zawsze czuł tę gorzko-słodką tęsknotę, bolesne pragnienie, nawet teraz, słysząc z jej ust słowa, które bolały bardziej niż tysiąc zniewag,bardziej niż wszystkie te lata łaskawej obojętności, jaką go obdarzała.- Ale zemściłam się na twoim ojcu - mówiła dalej.- Chciałam, żeby nasze dziecko urodziło się nieżywe.Tak,tego chciałam.I nigdy potem nie pozwoliłam mu się tknąć.Zmusiłam go natomiast, żeby sprowadził cię tutaj, naswoje ukochane ranczo, gdzie zamierzał zbudować własną dynastię.Ciebie, mieszańca, syna jego i indiańskiejsquaw.Zadbałam o to, by nigdy nie miał syna z prawego łoża, białego syna, i by za każdym razem, gdy spojrzy naciebie, pamiętał, dlaczego i jak za to zapłacił.Wstała, śliska, zimna i niebezpieczna jak miecz.Podeszła do Quintena.Stał sztywno na środku pluszowegodywanu w kwiaty w gabinecie swojego ojca.Długie paznokcie boleśnie wbiła w jego rękę.To był drugi raz, kiedygo dotknęła.Po raz drugi w życiu.- Dlaczego go nie spytasz, kto po jego śmierci dostanie całą tę bezwartościową i ukochaną ziemię?Quinten patrzył, jak Ailsa wyślizguje się z pokoju.Zostawiła za sobą arktyczną ciszę.Słońce prażyło przez okna,w jego promieniach połyskiwał i lśnił złoty papier i folia cynkowana na ścianach.Lecz na dworze mogłaby byćzima.- Nie przywiązuj wagi do tego, co mówiła, Quin.Ona jest szalona.Szalona od dawna.Quinten odwrócił się i spojrzał na ojca.Baron wziął z miedzianego pojemniczka na biurku nowe cygaro izdejmował z niego jedwabną opaskę.- Kto dostanie to ranczo po twojej śmierci? - spytał syn [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl