[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Lenny, mniej więcej trzy miesiące po tym, jak Lisa porzuciłatutaj pracę, odkryłam, że zostawiła broszurę na temat powiększania biustu.Wiesz, gdzie to znalazłam?Lenny uśmiechnął się wyczekująco.- Pod  ubezpieczeniem na życie" - poinformowała go Joan i obojewybuchnęli śmiechem.- Panuje tutaj nieprzyzwoita wesołość - odezwała się z uśmiechem Abby,wchodząc przez wahadłowe szklane drzwi.- Lenny, może jednak zająłbyś siętak ratowaniem ludzi od nieszczęść?- Czyż chlebodawca nie może sobie miło pogawędzić z personelem osposobach powiększania biustu? -odparł z godnością Lenny.Abby uśmiechnęła się.- O powiększaniu biustu? Które z was zamierza poddać się temuzabiegowi?- Tylko zniewagi i obelgi, ot co - mruknął ze smutkiem Lenny.Wstał isięgnął po swój błyszczący płaszcz.- Masz cięty, dziennikarski języczek, AbbyMalone.- Wcale nie.Jestem tylko miłą, roztargnioną pisarką.Jak twój pies,Lenny?- Zaszła w ciążę.- Och, Boże!- No właśnie. Och, Boże".To samo powiedziałem.Dałem osiemdziesiątdolców, żeby ją wysterylizować i po miesiącu jest w ciąży.Powinienem ichpozwać do sądu.Joan, ile kosztuje ubezpieczenie weterynaryjne?- Och, daj spokój, Lenny - powiedziała z uśmiechem Abby.- Twojedzieciaki będą zachwycone szczeniakami.Po całym domu będą ci ganiałyrezolutne, puszyste bernardynki.Czyż to nie słodkie?An43usoladnacs - 174 -Lenny popatrzył na nią z furią, ale oczy za okularami rozbłysły.Joanpodejrzewała, że Lenny był bardziej podekscytowany perspektywą szczeniakówniż jego dzieciaki i zapewne z ciężkim sercem przyjdzie mu je pózniej sprzedać.- No cóż, wychodzę - oświadczył.- Idę na ekologiczny, zdrowy lunch.- Jaki? - zapytała Abby.- Kiełki lucerny i marchewka.%7ładnego tłuszczu,żadnego cholesterolu,żadnych kalorii, żadnej mąki.Gwarantowane.- To znaczy, że zamówi lody czekoladowe z potężną porcją kremu iowoców - powiedziała Joan, gromiąc pracodawcę pełnym dezaprobatyspojrzeniem.Lenny wzruszył ramionami.- Mężczyzna musi skądś brać siłę.Ech, dieta to bardzo męczący interes.Jeśli się nie pokrzepię, skąd wezmę siły, żeby być na diecie? Nie jestemczłowiekiem, który łatwo się zniechęca.Abby i Joan wymieniły uśmiechy, kiedy w nie zapiętym płaszczupośpiesznie opuszczał biuro.Nagle Joan pochyliła się na krześle i bacznie przyjrzała przyjaciółce.- Abby - szepnęła.- Spójrz na siebie.Abby nerwowo dotknęła dłoniątwarzy.- O co chodzi? Czy mam szminkę na zębach albo coś w tym rodzaju?- Wyglądasz wspaniałe.Aż blask od ciebie bije.Co się wydarzyło?Abby poruszyła się nerwowo i przez chwilę unikała wzroku Joan, a potempopatrzyła na nią błyszczącymi oczyma.- Byłam.wczoraj wieczorem poszłam z Bradem na kolację, a pózniej.- Abby! - Joan spojrzała na przyjaciółkę, nie wiedząc, czy ma jejgratulować, czy przestrzec przed ewentualnymi konsekwencjami.Pomogła jej sama Abby, bo przysunęła się do niej i położyła delikatniedłoń na ramieniu Joan.An43usoladnacs - 175 -- Wiem, o czym myślisz, Joannie.Wiem, że mu nie ufasz, a i ja do końcanie jestem pewna, czy mu wierzę.Tym razem będę bardzo, bardzo ostrożna.Ale, Joannie, ostatnia noc była tak cudowna.Joan popatrzyła na jaśniejącą szczęściem twarz Abby i ogarnął ją głębokismutek.Czy to ważne, jak się ostatecznie ułożą sprawy między Bradem i Abby?Na razie Abby jest szczęśliwa.Nawet jeden dzień wielkiej, prawdziwej miłości,pomyślała Joan z niezwykłą u niej goryczą, wart byłby całego pózniejszegożycia w samotności.- Joan? - zapytała nieoczekiwanie zaniepokojona Abby, widzącodmienioną twarz przyjaciółki.- Czy coś się stało niedobrego?- Nie, wszystko w porządku.Jestem po prostu przepracowana.Nie sądzę,żebym miała dzisiaj czas iść z tobą na lunch.- Och, to fatalnie.A miałam taką ochotę z tobą porozmawiać.- Abbyzachichotała.- Tak naprawdę to chciałam cię przez godzinę zanudzaćopowieściami o Bradzie i o tym, jaki jest fantastyczny.Ale to może poczekać.- Jeśli w dalszym ciągu będzie tak fantastyczny -skomentowała suchoJoan, łagodząc uśmiechem szorstkość tych słów.Wstała i sięgnęła po płaszcz.- A ty dokąd się wybierasz? Myślałam, że zamierzasz pracować w porzelunchu.Joan zawahała się.Poczuła się niezręcznie pod bacznym spojrzeniemprzyjaciółki.- Muszę.muszę załatwić kilka spraw.Powinnam znalezć pewnedokumenty dotyczące handlarza samochodów.Do zobaczenia, Abby.Zadzwońdo mnie dzisiaj wieczorem.Ruszyła korytarzem w stronę windy, świadoma spoczywającego na niejcały czas wzroku Abby.Na ulicy rozejrzała się, po czym skierowała się do najbliższego rogu,wysoko stawiając kołnierz płaszcza i wkładając ręce w kieszenie, by ochronić jeAn43usoladnacs - 176 -przed przenikliwym wiatrem.W nocy spadło trochę śniegu, który teraz powolitopniał w anemicznym słońcu.Zanim dotarła do następnej ulicy, wiedziała już, co tam zastanie.Zrozpaczą spoglądała na pusty krawężnik, gdzie anioł grywał na harmonijceswoje słodkie melodie.Nie było po nim nawet śladu.Tylko zimny wiatr rozwiewał strzępy gazeti zeschłe liście, a rynsztokiem płynęły strużki brudnej wody.Joan długo stała na opustoszałej ulicy.Ciągle miała przed oczymałagodny uśmiech anioła, pamiętała jego spokój, opanowanie, cierpliwość iwdzięk, z jakim siedział na krawężniku.Jeszcze żywiej pamiętała nurtujące jąuczucia, gdy spoglądała w jego oczy pełne jakiejś niesamowitej mądrości, a onmówił o jej życiu i sprawach, które powinna załatwić.Czuła się osamotniona i wypalona od środka.Widok pustego krawężnikaprzyprawił ją niemal o zawrót głowy.Zrobiło się jej żal.- Nie jestem jeszcze przygotowana - szepnęła [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl