[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Poklepał ją po ręce.- Rozmawiałem z inspicjentem.Mówi, żesukces murowany.- Niech lepiej zaczeka, aż opadnie kurtyna.- Maddy znów położyła rękę na brzuchu.Przydałyby jej się sole trzezwiące.- Ani o tym nie myśl.- Matka bezbłędnie odczytała jej myśli.- W dniu premiery takiesensacją to normalne.Chyba że jest jakiś inny powód?Maddy zawahała się, ale w jej rodzinie nigdy nie było tajemnic.- Tylko taki, że zakochałam się w idiocie.- A, to.- Molly uniosła brwi i spojrzała spod oka na Franka.- Dobrze wiem, jak tojest.- Ej, chwileczkę! - zaprotestował Frank, ale w tej samej chwili żona wypchnęła go zpokoju.- Pa, Frank.Maddy musi włożyć kostium.- Zajmowałem się nią w niemowlęctwie - mruknął pod nosem.- Rzuć ich na kolana -zwrócił się do córki, puścił do niej oko i zniknął.- Jest niesamowity, prawda? - uśmiechnęła się Maddy. - Ma swoje dobre chwile.- Molly spojrzała na mieniący się kolorowymi cekinamikostium wiszący na drzwiach.- To na pierwszy akt?- Tak.- Pomogę ci.- Molly zdejmowała kostium z wieszaka.- Czy ten idiota przypadkiemnie nazywa się Reed Valentine?- Owszem, to on.- Wczoraj jedliśmy kolację z nim i jego ojcem.Miły młody człowiek.- Zgadza się.Nie chcę go więcej widzieć.- Uhm.- Piętnaście minut, pani O'Hurley.- Zaraz zwymiotuję - szepnęła Maddy.- Nie bój się.- Wprawnymi rękami Molly zapinała drobne guziczki kostiumu córki.-Tylko wydawał mi się jakiś nieobecny.- Ma dużo spraw na głowie.Głównie kontrakty.Wszystko jedno, i tak mnie to nieinteresuje.- Tak, właśnie widzę.Oni nie po to są, żeby nasze życie było łatwiejsze, Maddy.Onipo prostu są.- Kto taki?- Mężczyzni.Po raz pierwszy tego wieczoru Maddy się roześmiała.- A nie uważasz, że amazonki miały rację?- Te, które najpierw się z mmi kochały, a potem ich zabijały? - Molly przez chwilęrozważała słowa córki.- Nie, nie uważam.Dobrze jest mieć jednego mężczyznę na całeżycie.Przyzwyczajasz się do niego, czujesz się bezpieczna.Gdzie masz buty?- Tutaj.Wciąż kochasz tatę, prawda? No wiesz, tak naprawdę go kochasz? Tak jakzawsze?- Nie.Wszystko się zmienia, i miłość też.Kocham go teraz zupełnie inaczej niżtrzydzieści lat temu.Mamy teraz czworo dzieci, a za sobą lata kłótni i śmiechu, i łez.Mająclat dwadzieścia, na pewno nie kochałam go bardziej.I pewnie teraz kocham go mniej, niżkiedy będę miała osiemdziesiątkę.- Chciałabym.- zaczęła Maddy i urwała.- No, powiedz.- Głos Molly był czuły jak rzadko.- Matce można powiedzieć owszystkim.Nawet o marzeniach. - Chciałabym, żeby Reed to zrozumiał.%7łeby, uwierzył, że czasami może się udać, żemiłość może, przetrwać.Och, mamo, tak bardzo go kocham.- No to dam ci jedną radę.Nie rezygnuj z niego.- Chyba rezygnuję z siebie.- To byłabyś pierwsza z O'Hurleyów.My się nie poddajemy, zapomniałaś? Może taperuka ochłodzi trochę ten twój gotujący się mózg.- Dzięki.- Pięć minut, pani O'Hurley.Molly podeszła do drzwi i odwróciła się, żeby jeszcze raz spojrzeć na swoją córkę.- Trzymaj się, Maddy.- Rzucę ich na kolana.- Maddy wyprostowała się i dumnie uniosła głowę.- Liczę na to.Gdy Maddy wyszła z garderoby, grano już uwerturę.Szła w kierunku sceny, z każdymkrokiem tracąc trochę z Maddy O'Hurley.Wanda stała już za kulisami i ćwiczyła oddechy.- No to już.Maddy uśmiechnęła się i przez ramię inspicjenta spojrzała na ekran monitora.To nanim będzie oglądał całą sztukę tak, jak zobaczy ją publiczność.- Ile najwięcej razy podnosiła się kurtyna w twoich przedstawieniach, Wanda?- Raz, w Rochester, siedemnaście.Maddy podparła się pod boki.- No to dzisiaj pobijemy ten rekord.Spojrzała na stojącego w prawej kulisie Macke'a iuniosła wysoko głowę.Była gotowa.- Zwiatła na widownię.- Lewa, światło.- Prawa, światło.Całą scenę spowiła bladoniebieska poświata.Widownia ucichła.- Kurtyna.Poszła w górę.Orkiestra zaczęła grać.Dla ciebie, tato, szepnęła w duchu.To ty mnie wszystkiego nauczyłeś.Kiedy schodziła w prawą kulisę po pierwszej scenie, publiczność szalała.Garderobiane błyskawicznie zdjęły z niej kostium, buty i perukę.- Bądz taka do końca, to postawię ci najlepszą kolację w całej Filadelfii.Maddy, już przebrana, z poprawionym makijażem i fryzurą, spojrzała na Macke' a.- No to szykuj portfel - rzuciła ze śmiechem i pod sceną przeszła do lewej kulisy. To stamtąd zaczynała następną scenę.Słyszała, jak Jonathan i aktor, który grał jegonajbliższego przyjaciela, mówią swój tekst.Tuż przy schodach, wiodących na scenę grupkatechników zgromadziła się wokół małego, przenośnego telewizora.Głos oczywiście ściszyli,żeby nic nie zakłócało tego, co dzieje się na scenie.Maddy przystanęła przy nich.Do wejściapozostało jej jeszcze kilka minut.- Kto wygrywa? - spytała, widząc, że oglądają mecz.- Na razie zero zero.Piraci przeciwko Metsom.- Stawiam na Metsów.- No to przegrasz - roześmiał się jeden z mężczyzn.- Pięć dolców - powiedziała, słysząc, że Jonatan kończy piosenkę.- Zakład przyjęty.- I bardzo dobrze.Z uśmiechem wspięła się po schodkach na swe pierwsze spotkanie z Jonathanem C.Wigginsera III.To przed biblioteką zaczynał się romans striptizerki i niewinnego potomkabogatej rodziny.Zauważyła go dopiero przed finałem.Siedział obok Franka i tak jak on się uśmiechał.Dwaj mężczyzni jej życia.Potem cała widownia zlała jej się w jedną, bezkształtną plamę.- Wyglądaj tak dalej, to uciekną jeszcze przed finałem.Maddy zamglonymi od łez oczami spojrzała na Wandę.Obie ubrane były w nocnekoszule do finałowej sceny we wspólnym mieszkaniu.Za chwilę opadnie kurtyna i Maddyodegra scenę swoich marzeń.- Nigdy w życiu.Przecież musimy pobić rekord.- Jest?- Jest.Nie musiała pytać, kogo Wanda ma na myśli.- No to mu udowodnij.%7łe przeżyję.%7łe i bez niego moje życie będzie pełne.- Nie jemu, ale sobie.W sztuce autor może manipulować postaciami, jak mu się żywnie podoba.W finaleMary i Jonathan nareszcie są razem.Przezwyciężyli trudności, zdrady, rozczarowania,kłamstwa i są razem.Na zawsze.I wtedy zerwały się brawa.Potężne, ogłuszające, odbijające się echem po całymteatrze, słyszalne chyba nawet na ulicy.Kurtyna szła w górę dwadzieścia sześć razy. Maddy nieprędko dotarła do swej garderoby [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl