[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Mniej więcej do połowy czerwca wciąż padało.Małe roślinkiniemal zniknęły w obfitych strugach wody.Pierwszegosłonecznego dnia Elizabeth skończyła poranne pacierze i z ciężkimsercem usiadła przy oknie.Było jeszcze zbyt mokro, żeby wyjśćdo ogrodu.Nie wiedziała, co robić.Pustym wzrokiem patrzyła przez zakratowane okienko.Nagleusłyszała ciche pukanie.Weszła matka Alison.- Wyglądasz jak upiór, moje dziecko - powiedziała.- Niesądzisz, że już najwyższa pora zakończyć żałobę?- To nie żałoba.- Elizabeth westchnęła.- Przecież nikt nieumarł, prawda? - spytała z przerażeniem.A może ogarniętyprzemożną rozpaczą Peter targnął się na własne życie? Poszedł dopiekła, przekonany, że i tak czeka go wieczne potępienie?- Prawda, dziecino - powiedziała matka lłison.- Z wyjątkiemtwojej duszy.- Zawsze miałam w sobie za dużo życia.Najwyższa pora, abymstała się nieco spokojniejsza.- Chciałabyś wrócić do ziemskiego świata?- Nie mam żadnych marzeń.Matka Alison pokręciła głową.- Zasmucasz mnie, moje dziecko.Powinnaś w końcu podjąćdecyzję.Odczuwasz w sobie prawdziwe powołanie, by złożyćśluby i stać się zakonnicą? Czy jesteś raczej ulepiona z całkiemodmiennej gliny?- Nie mam wyboru.- Zawsze jest wybór.Co wolisz? Habit czy powrót do świata?- Zwiat jest pełen krwi i przemocy - odparła Elizabeth.- Ale także śmiechu i miłości.- Nie dla mnie.Matka Alison chrząknęła cicho.- Zapomniałam, że przecież jesteś jeszcze bardzo młoda -~ 272 ~RSpowiedziała.- Po pewnym czasie rany się zabliznią.Wszystko sięzmieni.Elizabeth mimo woli dotknęła blizny na szyi.To był śladpozostawiony przez nóż Williama.Nie wyczuwała pod palcamizgrubienia.Blizna zniknęła, a wraz z nią ostatnia pamiątkaprzeszłości.Elizabeth miała poczucie straty.- Chcę pozostać w klasztorze - szepnęła.- Pokorna i posłuszna.- Zastanów się, czy tak jest naprawdę? Wierz mi, że jeżelizechcesz, to przyjmiemy cię z otwartymi ramionami.Przemyśl tojednak.Deszcz przestał padać, wyszło słońce.Pospaceruj trochępo ogrodzie.Tam nikt nie będzie ci przeszkadzał.- Wolę posiedzieć tutaj.- Ja zaś wolę, abyś wyszła do ogrodu - stanowczo powiedziałamatka Alison.- Jeśli zamierzasz być posłuszna, to nie powinnaśsię sprzeciwiać.Krótki spacer dobrze ci zrobi.Nie było miejsca na sprzeciwy.- Jak sobie życzysz, matko.Alison nieoczekiwanie uczyniła znak krzyża na wysokości czoładziewczyny.- Idz w spokoju, moje dziecko.Zobaczymy się pózniej.Dzień zapowiadał się wyjątkowo pięknie.Elizabeth z odkrytągłową weszła na starannie utrzymaną ścieżkę wiodącą w głąbogrodu.Ostatnio zwykle zakładała czepek, ale dziś chciała poczućwiatr we włosach.W ogrodzie rzeczywiście nie było nikogo.Elizabeth powoliwspinała się pod górę.O tej porze wszystkie siostry zapewneudały się na nabożeństwo.Dziwne, że matka Alison kazała jej iśćna spacer.Z reguły ściśle pilnowała ustalonych godzin.Nad głową Elizabeth cicho szumiały gałęzie śliw i jabłoni.Słodkizapach unosił się w rozgrzanym słońcem powietrzu.Na drzewachpojawiły się pierwsze owoce.Kiedy dojrzeją, będę zupełniegotowa, pomyślała.Chyba usiądę pod jabłonią.Ziemia na pewno jest jeszcze~ 273 ~RSbardzo mokra.Może przeziębię się i umrę, i Peter będzie miał zaswoje.Usiłowała się uśmiechnąć do tak niecodziennych myśli, ale jużchyba zapomniała, jak to się robi.Było za ciepło na przeziębienia.Choroby jej się nie imały, a Peter zniknął całą wieczność temu.Zniknął, by wrócić.Stał na szczycie wzgórza.Elizabeth zatrzymała się jak wryta.Serce waliłojej w piersi.Peter miał na sobie skórzane i wysokiebuty.Niewyglądał na księcia ani na zakonnika.Z nieprzeniknioną twarząpatrzył na Elizabeth.Podeszła bliżej.- Rzeczywiście wyglądasz jak upiór - odezwał się.- MatkaAlison miała rację.- Rozmawiałeś z nią?- To nie ona cię tu przysłała? - spytał.Elizabeth wyczuła w nimwyrazną zmianę.Jeszcze nie całkiem pozbył się dawnego cienia, ale na pewnojuż mu nie ulegał.- Ona.Nie wiedziałam po co.- Czas na wybór.- Jaki?- Wolisz habit czy nowe życie? Popatrzyła na niego bez słowa.- Wcale nie musisz tego robić - powiedziała cicho.- Nie jestemw ciąży.- Ani przez chwilę o tym nie myślałem
[ Pobierz całość w formacie PDF ]