[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wszystko wskazywało na to, że nikt nie wie, czy ludzie Stenwolda byliwięzniami, czy też gośćmi dlatego strażnicy kręcili się niepewnie za drzwiami, najwyrazniej gotowi zapobiec ich ucieczce, ale niechcąc też zachować się grubiańsko.Przyniesiono koce, jedzenie i picie, a potem znalezioną gdzieś solonąrybę, gdy morskie zaczęły kręcić nosami.Jedyne czego straż nie mogła im zapewnić, to odpowiedzi.Phylles siadła osobno, rozpamiętując swą żałobę, i odmówiła udziału w rozmowie.Stenwold musiałwięc sam zająć się ranami Paladryi i swoimi, po czym zaczął posępnie rozmyślać o Teornisie zwycięstwo, jakim było odnalezienie Aradoklesa, miało dla niego gorzki smak.Przed świtem odwiedził ich Sfayot.Jego pociągła, starcza twarz wyglądała surowo.Palcem wskazałwyłącznie na Stenwolda. Ona chce z tobą mówić rzucił i Stenwold podniósłsię z ziemi.Rany i zesztywniałe stawy zaprotestowały gwałtownie, ale żukowiec pokuśtykał za nim.Wkrótce znalazł się w prostej celi pozbawionej mebli, jeśli nie liczyć stojącej pod ścianą pryczy.Gdybywciąż poszukiwał Aradoklesa, przeszedłby obojętnie obok tego miejsca, ale teraz wiedział, że tokomnata monarchini.Czekała na niego, wątła i poważna, i tylko słaby blask światła padał na jej szarą skórę.Patrząc na jejsmutek, Stenwold doszedł do wniosku, że właśnie tak mogła narodzić się rasa ciemców z motylowców,którzy zagubili drogę.Bardzo różniła się od kobiety, o której opowiadał Salma zmysłowej tancerki, wcielenia niewinności, istoty obdarzonej cudownym leczniczym dotykiem.LeczSalma nie żył, a motylica była świadkiem jego śmierci. Mistrz wojny Stenwold Maker rzuciła chłodno. A jak ja mam się do ciebie zwracać, o pani? Kiedyś nazywałaś się Spętanym Smutkiem. Znów jestem Smutkiem i niczym więcej oznajmiła. Po coś się tu zjawił, mistrzu wojny? Szukałem chłopaka.Jego ludzie go potrzebują. Arad mruknęła czule. Służył mi za powiernika, towarzysza, kiedy budowali wokół nas te ściany.Oni Sfayot z innymi nie rozmawiam. Jesteś, pani, taka samotna? zapytał Stenwold.Wiem, że masz u stóp całe miasto, ludzi, którzy bardzo cię kochają. Tylko dlatego, że nie wiedzą, kim jestem.Moi strażnicy mówią, że powinnam cię zabić, bo skalałeśpałac.Stenwold rozejrzał się wokół, ale Sfayot wycofał się i zostali tu całkiem sami. Powinnaś dokończyć budowę muru, skoro chcesz zupełnie odgrodzić się od ludzi próbowałzażartować, ale słowa zyskiwały wagę kamieni, kiedy je wypowiadał. Byłem mentorem i przyjacielemSalmy powiedział, a ona wzdrygnęła się na sam dzwięk tego imienia. Nie zasłużyłem na twojąnienawiść. Czyżby? Ty, którego dłoń trzymała nóż? rzuciła oskarżycielko. Ty, który raz za razem rzucałeś go wogień, aż nie był w stanie tego dłużej znieść? Ty, który go zabiłeś? Osowcy zabili Salmę odparł beznamiętnie Stenwold. Nie twierdzę, że otoczyłem go najlepszą opieką, kiedy byłmoim podkomendnym, ale był żołnierzem wysłanym przez swoich ludzi do walki z Imperium.Miał tegoświadomość i na koniec sam dokonał wyboru. Patrzył na nią prowokująco i w końcu dostrzegł emocjena jej twarzy. %7ładne z nas nie ponosi za to winy.Patrzyła tylko na niego w milczeniu, więc dodał: Zbyt długo trwasz w żałobie.Salma by tego nie chciał.Nie chciałby, żeby twa sztuka zaginęła, a barwy na twym ciele zszarzały.Wzdrygnęła się tylko raz po czym znów znieruchomiała. Nic nie rozumiesz powiedziała. Nie zmieniłam się pod wpływem śmierci Salmy, ale z powodutego, że pózniej się za nią mściłam.Wypłowiałam na skutek poczucia winy.Mój lud nie potrafi zabijać, mistrzu wojny, nie tracąc własnego jestestwa. Westchnęła ciężko. A terazjeszcze zjawiłeś się ty, by zabrać mi mojego giermka. Wiesz, kim jest?Pokiwała głową. W takim razie musisz też wiedzieć, że ma poddanych, którzy go potrzebują.Uwierz mi, człowiek, któryuzurpuje sobie prawo do jego tronu, najmniej się do tego nadaje.Przykro mi, że sprawiam ci ból, i pomogę ci tak, jak będę umiał.Kiedy to wszystko się skończy, możeszprosić mnie i moje miasto, o co tylko chcesz, a ja spróbuję temu sprostać.Choćby ze względu na pamięć o Salmie.Przez chwilę na jej skórze zatańczyły barwy, blade cienie dawnych żywych kolorów. Cóż powiedziała. Jeśli taka będzie jego wola.Jeśli zechce pójść z tobą, nie będę go zatrzymywać.Następnego dnia rano Stenwold i trójka morskich pojawili się w sali, która bez wątpienia w przyszłościzmieni się we wspaniałą komnatę audiencyjną.Na razie jednak miała tylko dwie ściany i podwyższenie irozciągał się z niej widok na pojaśniałą od słońca trawę.Mimo to Stenwold pomyślał, że teraz przydajeSmutkowi więcej majestatu, niż kiedy zostanie ukończona.Usiedli na stopniach podwyższenia.Czwórka gości i monarchini Pryncypatu Salmae, która zajęła stopieńwyżej, oraz kilkoro służby a może tylko gapiów w pewnym oddaleniu.Jedyna znajoma twarz, którądostrzegł Stenwold, należała do żukowca Ordleya Kałamarza, który łypał na nich podejrzliwie, z kwaśnąminą i ramionami splecionymi na piersiach, podczas gdy dziedzic Hermatyre opowiadał im swojąhistorię. Z początku, kiedy wyszliśmy na ląd wyjaśniłmłodzieniec polegałem na moich opiekunach, Santiren i Marcantorze, we wszystkim i codziennieczekałem na wezwanie z powrotem, do mego miasta w głębinach
[ Pobierz całość w formacie PDF ]