[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.-Byłoby najlepiej, gdybyś wrócił tutaj.Kiedy porozmawiamz tymi dwoma, prawdopodobnie będę chciał pogadać ztobą.-Tak jest.Wie pan, jak się ze mną skontaktować, sir-odpowiedział sarkastycznie Lowell.-Gdybyś miał wyjść na dłużej niż godzinę, daj mi znać,dobrze? Dziękuję, że zadzwoniłeś, Craig.- Felter odłożyłsłuchawkę.Lowell przeszedł do sąsiedniego pokoju i wyjął z walizkikąpielówki oraz bawełnianą koszulkę polo.Nie wziąłprysznica; w końcu i tak wybierał się na basen.Właśnie miałwłożyć kąpielówki, gdy zadzwonił telefon w drugiej sypialni.Odebrał nago, trzymając spodenki w ręku.Pomyślał, że toDorothy sprawdza, czy dotarł.-Halo?-Lotnisko Miejskie Fairhope leży najbliżej twojego ho-303telu.Wyślę po ciebie L-23, zjawi się jutro o 16.30.Czy z ja-kiegoś powodu nie odpowiada ci ten termin?-Nie, sir.Stawię się, sir.-Oszczędz mi tego sarkazmu, Craig.Dorośnij wreszcie.Połączenie zostało przerwane.Lowell włożył kąpielówki i koszulkę, a na stopy wsunąłgumowe sandały.Na końcu korytarza znajdowało się specjalnewyjście; Grand Hotel był takim miejscem, w którym niewypadało pokazywać się w holu w stroju kąpielowym.Ogromny basen w kształcie wachlarza znajdował się wodległości trzystu jardów od głównego budynku hotelowego, aprzestrzeń między nimi zapełniały małe domki.Lowellpróbował nawet zarezerwować jeden z nich, ale wszystkie byłyjuż zajęte.Podszedł do basenu i rozejrzał się.Ujrzał Dorothy nadrugim brzegu - leżała na szezlongu z plastikowej siatki.Byłpewny, że celowo wybrała to miejsce, by móc obserwowaćwejście, i że go zauważyła, ale nie pomachała mu napowitanie.Zdjął koszulkę i zrzucił sandały.Właśnie miał skoczyć dowody, gdy pojawiła się kelnerka.- Zechce pani przynieść dwie wódki z tonikiem i podaćje tam, koło odskoczni? - powiedział.Gdyby Dorothy niechciała, był gotów wypić oba drinki.Zanurkował i przepłynął na drugą stronę basenu.Gdy dotarłdo brzegu i wspiął się po drabince, był zdyszany i zmęczony.Dorothy zdjęła okulary przeciwsłoneczne i spojrzała na niego,strząsając z nich krople wody.Pochylił się i pocałował ją wusta.Nie cofnęła się, ale też nie była namiętna.Przyciągnąłdrugi leżak i usiadł obok.-Przepraszam, nie mogłem się wyrwać - powiedział.-Toznaczy: nie mogłem wcześniej.-Zaczynałam się niepokoić - odrzekła.-Nie powstrzymałoby mnie nawet stado dzikich koni.-Widziałam helikopter - powiedziała, leniwym gestemwskazując na niebo.- Domyśliłam się, że to ty.-Aha.- Lowell zauważył kelnerkę, która niosła plastikowątacę z dwoma plastikowymi kubkami.- Oto i nasze drinki.Tego mi właśnie trzeba.304- Ja wypiłam już parę, czekając na ciebie - odparła Do-yothy.Robiła mu wyrzuty jak typowa żona.O dziwo, wcale niemiał jej tego za złe.- Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa.- Nie powiedziałeś siostro" - odparła z uśmiechem.Kelnerka podała drinki, a Lowell podpisał rachunek.-Jeśli chcesz się napić, to może od razu zamówię następnąkolejkę.-Chcę.Lowell skinął głową na kelnerkę.- Suszy cię? - spytał.Dorothy przechyliła głowę, ale nie odpowiedziała.Pochwili uniosła kubek jak w toaście i upiła łyk.- Patrząc na ten helikopter, zastanawiałam się, czy Armia wszystkich swoich pułkowników traktuje tak dobrze,czy może jesteś wyjątkowo ważny.Popatrzył na nią, jakby próbował zrozumieć powód, dlaktórego zadała to pytanie.- I wtedy uświadomiłam sobie, że nie mógłbyś na przykład wziąć sobie F-105, żeby polecieć gdzieś na weekend.Podpułkownik Thomas Sims leciał F-105, gdy został ze-strzelony.Lowell nie odpowiedział.-Tak naprawdę, jestem bardzo nieważnym pułkownikiem -rzekł po chwili.- Przez szesnaście lat byłem majorem.-%7łartujesz.- Była zdziwiona, bo nieczęsto się zdarzało, byktoś tak długo czekał na awans
[ Pobierz całość w formacie PDF ]