[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Lily niemiała chyba do nich dobrej ręki, liczyła jednak na to, że wkrótce jejkwitnący cośtam-acallits i wiszący jakiśtam-abobs wypuszczą nowe liście.Nie miała jeszcze dwunastu lat, kiedy postanowiła sobie, że jeśli doczekasię własnego kąta, na początek urządzi sobie domową palmiarnię, nawetgdyby oznaczało to odłożenie kupna mebli.Jak dotąd jej mieszkanie nieprzypominało wnętrz z kolorowych magazynów, ale w końcu mieszkała tuniewiele ponad rok.Lily zerknęła na telefon i pozwoliła mu dzwonić, a samaprzeciągnęła pudła z gabinetu do salonu.Wygrzebała rolkę taśmy klejącej,żeby je pozaklejać, i ruszyła do sypialni, by się spakować.Nie ma to jakdobra organizacja.Zazwyczaj mając pięć rzeczy do zrobienia, robiła dwiei gubiła się.A następnie traciła czas na odzyskanie orientacji.Terazpracowała nad skutecznością i wydajnością.- Telefon do Doris - przypomniała sobie.Davonda wpadła w chwili, kiedy Lily skończyła pakowanie.- Wybierasz się gdzieś? - spytała, widząc walizkę przy drzwiach.- Na dzień lub dwa.Dokumentuję.- Dokumentujesz? To czemu się czerwienisz?- Mam czerwoną gębę, bo się zmęczyłam.Z tymi pudłami.zmateriałami do dokumentacji.45RS- Aha.Skoro tak mówisz.Ale uważaj na siebie, co? Nie jesteś takaspryciula, jak ci się zdaje.- Bo co? Bo nie chodziłam do Yale tak jak ty? - To był ich stały żart:stopień naukowy Davondy i brak tegoż u Lily w kontekście ich niemalidentycznych dochodów.- Dobra.Zrobiłam trochę poprawek.Przejrzyj je i zadzwoń, jakbędziesz miała pytania, a jak nie, to postaw pa-rafki, a ja zgłoszę się poto.kiedy?- Co: kiedy? Aha, umowa.Umowa na trzy książki z siedmiocyfrową zaliczką.Innym razem Lilyskakałaby z radości.Teraz wszystkie emocje z niej wyparowały.- Wiesz co, wezmę to ze sobą, przestudiuję i wyślę ci.- Co to za facet? Nie mów, nie chcę wiedzieć.Ale znasz ryzyko.-Davonda niezle znała przeszłość Lily, lepszy był w tym tylko psycholog,który kiedyś wyciągnął ją na prostą.- Davie, słowo, że to praca.Wpadł mi w ręce fascynujący materiał,jest tylko trochę.pogmatwany.- Pogmatwany.Niech ci będzie.- Davonda przewróciła wymownieoczami.- Możesz sobie teraz na to pozwolić.Najlepiej wynieś się zmiasta, aż się tu uspokoi.A jeśli zechcesz potem ścigać sądownietelefonię, będę cię reprezentować.Dopiero stojąc pod prysznicem, Lily pomyślała, że być może wpadaz deszczu pod rynnę, i że to może się okazać grozniejsze.Gorąca wodalała się na napięte mięśnie jej karku i spływała w dół, a Lily myślała oniepokoju, który wzbudziło w niej spotkanie z Curtem.46RSPuściła chłodną, wreszcie zimną wodę.Nie pomogło.Widziała znówten dziwny chód i do głowy wpadały jej różne słowa i frazy.Tygrysi krok.Zlizg węża.Sunął, jakby niósł na głowie ładunek dynamitu.Zakręciła wodę, trzęsła się, lecz nie z zimna.Raczej ze świadomości,która była ostrzeżeniem.Była to świadomość własnej kobiecości.Tego,czego tak długo sobie odmawiała, ale czego nie zdołała w sobie zabić.Jesteś tchórzem, przyznaj się.Twoje ciało dojrzało, lecz twój umysłledwo przekroczył wiek pokwitania.Miała pierwszy kontrakt na trzy książki z siedmiocyfrową zaliczką izboczeńca na karku, który zamieniał jej życie w piekło, a nie potrafiłamyśleć o niczym innym, tylko o seksie z facetem, którego ledwie znała,któremu nie ufała i którego ani trochę nie lubiła.Z lwem, do któregojaskini właśnie się sama wprosiła.Niezależnie od tego, co sprawia, że kobiety robią dla facetównajgłupsze rzeczy, Curt Powers zapędził ich wszystkich w kozi róg.Co tojest? Testosteron? A zresztą Lily była kompletną ignorantką, jeśli chodzi ochemię.- I wiesz co, Bess, nawet nie jest przystojny.- Popudrowała ciałopudrem o zapachu bzu, kichnęła dwa razy i mruknęła: - Na zdrowie.- Niewiedziała, czy to się liczy, bo w końcu sama sobie życzyła, alepotrzebowała każdego możliwego wsparcia.- W twoich czasach kobietyteż miały biologiczny zegar? Czytałam o tym, i wiesz co? Zaczynam wie-rzyć, że to nie jest medyczna bujda.A jeśli on zechce ją uwieść? - zastanowiła się, myjąc zęby.Czy jejwariujące hormony przegrają z rozsądkiem? Nie musi go lubić, żeby miećna niego ochotę.47RSA jeśli to ona przejmie inicjatywę? Wiedziała, jak się to robi napapierze.Na papierze robiła to setki razy.W końcu nawet twardogłowejrealistce wolno marzyć.To właśnie owe marzenia pozwalały jejpowoływać do życia postaci piękne, seksowne, czasem niebezpieczne, aleostatecznie szczęśliwe do końca swoich dni.Curt Powers należał do tego rodzaju mężczyzn, którzy gęstozaludniali strony jej książek, lecz których unikała w życiu jak najgorszejchoroby.Nic jej nie grozi, powiedziała sobie, jeśli będzie przestrzegaćpewnych reguł
[ Pobierz całość w formacie PDF ]