X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Po sprzątnięciu musi przeprowadzićcałkowitą dezynsekcję tego pokoju.Frank i Spot ledwie się tolerowali.Ale na pewno nie dałosię pogodzić ze sobą Franka i pcheł.Stała w kabince prysznica i zmywała jej ściany płynem usuwającym pleśń.Nagleusłyszała, \e ktoś ją woła.Przerwała na chwilę pracę, wzruszyła ramionami i odkręciła wodęna cały regulator, \eby spłukać ściany.Sama weszła równie\ pod prysznic.Coś trąciło ją w tylną część uda.Obejrzała się, zaskoczona i spojrzała w dół.- Spot? Aco ty tu robisz?Za posiwiałym pyskiem pojawiła się cała koścista psia głowa, odsuwając na bokzasłonę prysznica.Spot wyszczerzył się w dumnym uśmiechu.- Wszystko w porządku? - zapytał z niepokojem Bain z drugiej strony plastykowejzasłony.- Oczywiście, \e wszystko jest w porządku - odparła ostro Willy.- Dlaczego miałobybyć inaczej? - Odsunęła kotarę, zapominając o swoim wyglądzie.- No có\, przede wszystkim jest prawie pierwsza w nocy.Kiedy zobaczyłem palące sięw domu wszystkie światła - na parterze i piętrze, pomyślałem, \e mo\e masz kłopoty.- Przepraszam, \e cię zaniepokoiłam.Wszystko jest w jak najlepszym porządku.-Willy wyszła z kabiny prysznica.Woda skapywała z niej na świe\o wyczyszczony chodnik, -Ale dziękuję ci za twoją troskę, Bain, - Szybko otrząsnęła się z szoku wywołanego jegoniespodziewanym widokiem.To, \e ktoś rzeczywiście troszczy się, czy nic się jej nie stało,było miłym uczuciem.Bain zawahał się w drzwiach łazienki i Willy dopiero teraz zauwa\yła, \e ma na sobietylko spodnie koloru khaki.Był bez butów, bez koszuli i paska.Nad zamkiem błyskawicznym brakowało guzika.- Bain, jestem ci naprawdę wdzięczna, \e tu przybiegłeś.Chyba nie nadwyrę\yłeś sobie nogi.Nie sądziłam, \e to kogoś zaniepokoi.Skądmogłam wiedzieć, \e jest ju\ tak pózno.- No có\, jest pózno - mruknął.Nagle poczuł się zakłopotany tym, \e jego obawy sięnie potwierdziły.- Czy chciałbyś fili\ankę kawy? Chyba \e kofeina ci szkodzi?Przeszedł za nią przez niedbale urządzony salonik i Willy była zadowolona, \eusunęła pudełka z wyrzuconym przez morze drewnem i stare, pokryte osadami wody morskiejbutelki, które zbierała na brzegu.Wyłączając po drodze światła, poprowadziła go przez małąsypialnię, gdzie na środku skotłowanego łó\ka le\ał stosik świe\ej pościeli.- Skończę jutro - mruknęła, przechodząc szybko przez pokój.- Frank pewnie nieprzyjedzie wcześniej ni\ w porze kolacji.Bain szedł po stromych schodach, mając tu\ przed oczyma okrągłe pośladkiobciągnięte mokrymi, ró\owymi szortami.Nawet nie zwrócił uwagi na bolesne drganiaprzeszywające mięśnie uda.- Kim jest Frank? - zapytał.Schwycił się balustradki i podciągnął na ostatnie dwastopnie.- Franklin Smith.Jest urzędnikiem rządowym, pracuje w jednej z tych agencji otasiemcowym skrócie.Przysyła mi ludzi.Przysłał mi ciebie.- Przypomnij mi, \ebym wypił toast za jego zdrowie - powiedział sucho Bain mijającsofę, na której znajdowała się zło\ona bielizna pościelowa, a potem parę wyściełanych fotelize stosami czasopism.Nie zaliczał się do najporządniejszych mę\czyzn na świecie -pedanteria Suzanne niekiedy doprowadzała go prawie do szału - ale to ju\ była przesada.I wdodatku szorowanie kabiny prysznicowej w póznych godzinach nocnych?Kręcąc głową wyszedł na osłoniętą werandę i usiadł w tym samym fotelu cozazwyczaj.Natychmiast przypomniał sobie niedawny incydent i wolał zająć siębezpieczniejszym tematem.- Mo\e być rozpuszczalna - zawołał, słysząc znajome pobrzękiwanie w kuchni.- Parzona będzie równie szybko - odkrzyknęła w odpowiedzi Willy.- A poza tymrozpuszczalna wychodzi mi paskudnie.Uśmiechnął się w przytulnej ciemności.To pasowało do takiej kobiety jak Willy;opanuje bezbłędnie kunszt przyrządzania huevos rancheros, a popsuje coś tak prostego jakrozpuszczalna kawa.- Lepiej załó\ na siebie coś suchego, dobrze? - Dziękuję, prawie o tym zapomniałam.Ze śmietanką i cukrem?- Czarną.Kilka minut po tym jak poczuł nęcący zapach świe\o zaparzonej kawy, pojawiła sięWilly z tacą.Miała na sobie męską koszulę sięgającą do połowy uda.Dłoń Baina zawisła nadtacą długą chwilę, gdy rozwa\ał parę dość ryzykownych pomysłów.- Poczęstuj się kanapką.Byłam głodna i zrobiłam tyle, \e wystarczy na dwoje.Mamnadzieję, \e lubisz sma\one kraby na zimno z chrzanem.- I bez tego mam kłopoty z zaśnięciem - powiedział, robiąc pełną rezygnacji minę, isięgnął po jedną z niezgrabnych kanapek.Zwisające z grubej kromki ciemnego chleba odnó\akraba wyglądały bardzo apetycznie.- Nigdy nie mogłem odmówić sobie kraba na zimno opierwszej w nocy.Opowiedz mi o tym Franku.Czy zawsze przyje\d\a, \eby sprawdzićlokatorów, których ci przysłał?- Chciałabym, \eby chodziło tylko o to - wymamrotała Willy z pełnymi ustami.-Obawiam się, \e chce się ze mną o\enić.Bain upił łyk kawy, przyglądając się badawczo swej rozmówczyni, A więc to jest tenmę\czyzna.Zamyślił się.Jej reakcja sprzed kilku dni intrygowała go do tej pory - dra\niącazmysły mieszanina pragnienia i powściągliwości.Jeśli jej poprzednie mał\eństwo było dobre,mo\e mieć kłopoty, kiedy pierwszy raz znajdzie się w łó\ku z innym mę\czyzną, ale potem.- Czy nie jesteś zainteresowana tym mał\eństwem? - odwa\ył się spytać [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl