[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Toć to nie kawał martwego drewna baranimi kiszkamiprzewleczonego, jeno znacznie więcej.- Od razum wam, szwagrze, mówił! - ryknął Bogoria.- Aleście tylko o starościegadali.O musie, rozkazach i inszych durnotach.Własną matkę byście sprzedaliPomorcom za tuzin groszaków, ścierwojedzie!- Milczcie, Bogoria - ofuknął go podstarości.- Widzicie, panienko - odwrócił sięku Szarce - jakeście w karczmie zagrali na żmijowej harfie, to mnie tak we wątpiachtargnęło, całą garścią.Powiedzcie, panienko, jakim sposobem grać na niejpotraficie?- Nie wiem - Szarka odwróciła wzrok.Siedziała obok władyki, który bardzo szczodrobliwie polewał jej do kubkaskalmierskie wino.Pomiędzy nimi, na skórzanej derce, leżał kufer ze żmijową harfą.Z rzadka, kiedy płomienie strzeliły wyżej, zbójca widział, jak palce Szarki mimowolniegładzą skrzynię.Nie sądził, by o tym wiedziała, lecz podstarości z pewnościąspostrzegł, że żmijowa harfa przyciąga rudowłosą, niczym ogień ćmy.- Bo, widzicie, panienko - Bogoria podrapał się po głowie - ja żem próbowałgrać i mnisi próbowali, jakem leżał w chlewiku.Nikt nie wydolił wydobyć ni jednegodzwięku.- Co nie jest żadna nowina - wtrącił cierpko karzeł, który nie zostałdopuszczony do skalmierskiego trunku, toteż popadł we wredny nastrój - bo na niejtylko żmijo-wie grali.A kiedy żmijów nie stało, oniemiała harfa do cna.- Słyszeliśmy bywszego wieczoru, jak oniemiała! - prychnął Bogoria.-Starczyło, żeście, panienko, palcami po strunach przesunęli.Tedy pytamy grzecznie,dlaczego.Bo może wyście, panienko, nie zwyczajna śmiertelniczka, co z chorąkrewniaczką pielgrzymowała do klasztoru o uzdrowienie prosić, ale zgoła inne dziwoutajone pod postacią nadobnej panny?Twardokęsek zacisnął pięści, w napięciu czekając na odpowiedz Szarki.- Mów, panna - ponaglił ją więzień.- Zmiało mów, nic się nie lękaj.Szarka podniosła głowę.Po drugiej stronie ogniska żalnicki książę znapięciem patrzył na nią poprzez płomienie.Nic nie powiedziała.- Krew Iskry - odezwał się wreszcie Suchywilk.- Nie bawmy się dłużej wmaskarady, waszmościowie.Wszak dobrze wiecie, z kim was fortuna złączyła, a imyśmy świadomi, że wiecie, tedy przestańmy kręcić.Ot, ja człek prosty, u mnie cona sercu, to na języku.Więc wam powiadam, mości podstarości, dajcie znakpachołkom, a mój kuzyn poderżnie wam gardło prędzej, nizli zdołacie nabrać tchu.Zbójca dopiero teraz obejrzał się: istotnie, Czarnywilk zakradł się za władykętak cichutko, że nawet zdzbło trawy nie zadrżało.Przykucnął z tyłu, w ręce trzymałszeroki, obosieczny nóż i uśmiechał się miło.Bogoria aż zarechotał z uciechy i począł się bić po kolanach.- Nie mówiłem, krewniaku, że Zwajce są ludzie rozumne? - przepił doCzarnywilka.- Zabierajcie korda! - fuknął podstarości.- Toć jakbym chciał was wydać,dawno byście wisieli na gałęzi.Więcej rzeknę.Gdyby nie nasza kompania,niechybnie by was Pomorcy pojmali.Odkąd doszła nas wieść o waszej ucieczce zeSpichrzy, wszystkie drogi obstawione.- Skąd u was, podstarości, podobna łaskawość? - pierwszy raz odezwał siężalnicki książę.- Myśmy wygnańcy, na dodatek przeklęci od kapłanów Zird Zekruna.Bezbożnicy i nędzarze.- Sam w głowę zachodzę - władyka popatrzał ponuro ku Bogorii.- Eee, nie udawajcie, szwagrze - zaśmiał się.- Wyście człek zanadtopoczciwy, by się brać do polityki.Ot, złodziei po karczmach chwytać, tyle potraficie.Ale wydać syna starego Smardza Pomorcom zgoła odmienna sprawa.Po tym żadenczłek uczciwy by was za próg nie wpuścił.- Nie bierzcie mnie pod włos, Bogoria - zezlił się władyka.- Jeszczem niepostanowił.Wiecie, ile mnie podobna nieostrożność może kosztować? Jak dojdziestarosty wieść, żem wygnańca w ręku miał i samopas puścił? Chlebem się z nimpołamawszy? On mnie ze strachu przed pomorckim kapłaństwem pierwszy w ogieńrzuci.- Słusznie - pokiwał głową Bogoria.- Niechby się jeno Pomorcy zwiedzieli owaszych pospólnych matactwach, sam starosta by skończył na dusienicy.Nie trzasię było łaszczyć na wyłudzony pieniądz.- Co wy?! - podstarości zerwał się na równe nogi.-Wy mnie oszustemnazywacie?! Mnie?!- Dajcież pokój, szwagrze - z niesmakiem poprosił Bogoria.- Nie piejcież jakokur na podwórcu, nie zapierajcież się bezrozumnie.Przecie w Wilczych Jarach każdywie, że jak pachołkowie pojmają którego z naszych na nadmiernym spoufaleniu zrebeliantami, zawsze go można po cichońku ze starościńskiej wieży wykupić.W niepewnym świetle ogniska Twardokęskowi zdało się, że podstarościpokraśniał gwałtownie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]