[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Sam teżzadbałem o to, żeby mój terminarz na piątek był pusty.Zawsze po świętym Patryku robięsobie wolne.Kiedy zacząłem się przedzierać przez ciżbę, szukając Maggie McPherson, z szafygrającej stojącej gdzieś w głębi buchnął obowiązkowy Danny Boy.Była to jednakpunkrockowa wersja z początku lat osiemdziesiątych i gdy dojrzałem znajome twarze iusiłowałem zapytać, czy ktoś nie widział mojej byłej żony, łomoczący rytm skuteczniewszystko zagłuszał.Z urywków rozmów, jakie dochodziły do mnie, kiedy przeciskałem sięprzez tłum klientów, wynikało, że prawie wszyscy dyskutowali o Robercie Blake'u inieprawdopodobnym wyroku uniewinniającym z poprzedniego dnia.Natknąłem się na Roberta Gillena.Kamerzysta sięgnął do kieszeni, wyciągnął czterystudolarowe banknoty i wręczył mi.Były to prawdopodobnie cztery z tych samych dziesięciusetek, jakie zapłaciłem mu przed dwoma tygodniami w sądzie Van Nuys, gdy starałem sięzaimponować Cecilowi Dobbsowi swoimi umiejętnościami unieszkodliwiania mediów.Wliczyłem już ten tysiąc w koszty sprawy obciążając nim konto Rouleta.Czterysta stanowiłozysk.- Tak myślałem, że cię tu spotkam! - krzyknął mi Gillen do ucha.- Dzięki, Trójnóg - odrzekłem.- Będę miał na rachunek.Wybuchnął śmiechem.Spojrzałem w tłum, szukając swojej byłej żony.- Zawsze możesz na mnie liczyć - oświadczył.Klepnął mnie w ramię, a ja przecisnąłem się obok niego i brnąłem dalej przez tłum.Wreszcie odnalazłem Maggie w ostatnim boksie.Przy stoliku siedziało sześć kobiet -prokuratorek i sekretarek pracujących w Van Nuys.Większość znałem przynajmniej zwidzenia, ale znalazłem się w dość niezręcznej sytuacji, ponieważ musiałem stać iprzekrzykiwać muzykę i gwar.Poza tym wszystkie reprezentowały prokuraturę i uważały, żejako adwokat działam w zmowie z diabłem.Na stoliku stały dwa dzbanki guinnessa, zktórych jeden był pełen.Nie miałem jednak żadnych szans przepchnąć się do baru po czystąszklankę.Maggie zorientowała się w moim położeniu i zaoferowała mi swoją szklankę.- Nie ma sprawy! - krzyknęła.- Kiedyś już i tak mieszaliśmy ślinę.Uśmiechnąłem się, odgadując, że to nie pierwsze dwa dzbanki.Pociągnąłem spory łyk.Piwo smakowało wspaniale.Guinness zawsze dodawał mi sił.Maggie siedziała pośrodku kanapy z lewej strony, między dwiema młodymiprokuratorkami, o których wiedziałem, że wzięła je pod swoje skrzydła.W Van Nuyswiększość młodych dziewczyn szukała wsparcia mojej byłej żony, ponieważ szef, Smithson,zwykle otaczał się ludzmi w rodzaju Mintona.Ciągle stojąc, uniosłem piwo w toaście, ale Maggie nie mogła mi odpowiedzieć tymsamym, bo zabrałem jej szklankę.Podniosła więc dzbanek.- Zdrówko!Nie posunęła się jednak do tego, by pić prosto z dzbanka.Odstawiła go i szepnęła cośna ucho siedzącej obok koleżance.Kobieta wstała, żeby wypuścić Maggie.Moja była żonacmoknęła mnie w policzek, oświadczając:- W takich sytuacjach damie zawsze jest łatwiej zdobyć szklankę.- Zwłaszcza pięknej damie - odrzekłem.Posłała mi jedno ze swoich znaczących spojrzeń i odwróciła się w stronęnieprzebranego tłumu, jaki oddzielał nas od baru.Gwizdnęła przerazliwie, zwracając nasiebie uwagę czystej krwi Irlandczyka, który lał piwo z beczki i potrafił narysować w gęstejpianie harfę, anioła czy nagą kobietę.- Jedną dużą szklankę! - krzyknęła.Barman musiał czytać z ruchu jej warg.Po chwili szklanka, podawana z rąk do rąk,popłynęła w naszą stronę jak widz niesiony nad głowami publiczności na koncercie PearlJam.Maggie napełniła ją piwem ze świeżego dzbanka i trąciliśmy się szklankami.- No - powiedziała.- Lepiej się czujesz, niż kiedy się dzisiaj widzieliśmy?Skinąłem głową.- Trochę.- Dostałeś w kość od Mintona?Znów przytaknąłem. Od niego i od glin.- Chodzi o tego Corlissa? Mówiłam im, że chrzani od rzeczy.Jak wszyscy zresztą.Nie odpowiedziałem, starając się zachowywać, jakby informacja o tajemniczymCorlissie nie była dla mnie żadną nowością.Pociągnąłem duży łyk piwa.- Chyba nie powinnam o tym mówić - dodała.- Ale moje zdanie i tak nie maznaczenia.Jeżeli Minton jest na tyle głupi, żeby go wykorzystać, to na pewno gounieszkodliwisz.Przypuszczałem, że mówi o jakimś świadku.Ale w teczce z dowodami oskarżenia nieznalazłem żadnej wzmianki o świadku, który nazywał się Corliss.Biorąc pod uwagę fakt, żeMaggie mu nie ufała, doszedłem do wniosku, że to kapuś.Najprawdopodobniej kapuś zaresztu.- Skąd o nim wiesz? - spytałem wreszcie.- Minton o nim z tobą rozmawiał?- Nie, sama go wysłałam do Mintona.Wszystko jedno, co o nim myślę, ale miałamobowiązek odesłać go do prokuratora prowadzącego sprawę i to Minton będzie go oceniał.- Ale dlaczego zgłosił się do ciebie?Zmarszczyła brwi, ponieważ odpowiedz była dla niej oczywista.- Bo byłam na pierwszym posiedzeniu.A on siedział w zagrodzie.Myślał, że ciągleprowadzę sprawę.Zrozumiałem.Corliss był na C.Rouleta wywołano na początku, poza porządkiemalfabetycznym.Corliss musiał być w grupie aresztantów, którą razem z nim wprowadzono nasalę.Widział, jak spierałem się z Maggie o kaucję Rouleta.Dlatego sądził, że Maggie nadaljest oskarżycielem w sprawie.Zapewne zadzwonił do niej z donosem.- Kiedy się do ciebie zgłosił? - spytałem.- I tak powiedziałam ci za dużo, Haller.Nie zamierzam.- Po prostu powiedz, kiedy dzwonił.Posiedzenie było w poniedziałek, czyli co -jeszcze tego samego dnia?Gazety i telewizja milczały o sprawie.Ciekawiło mnie, skąd Corliss zdobyłinformację, którą próbował sprzedać prokuraturze.Musiałem wyjść z założenia, że niepochodziła od Rouleta.Byłem pewien, że udało mi się go skutecznie nastraszyć, aby nieodzywał się do nikogo w celi
[ Pobierz całość w formacie PDF ]