[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Młode damy garną się do nauki - zwierzył się Lottie - ale dżentelmeni! Dwie lewenogi i żadnego talentu.Rodzice mają do mnie pretensje, ale co ja mogę poradzić, skoro cimłodzieńcy nie mają elementarnego poczucia rytmu!- Niestety, zawsze tak było.- Lottie poczuła sympatię do starego oficera.- Do dziśpamiętam swoje podeptane stopy po debiutanckim balu w Almacku.Przez cały tydzieńnie mogłam chodzić - zakończyła z zabawną przesadą.Po pieczystym podano pudding ziemniaczany, ciężki deser z sosem na bazie wina.Był gęsty i strasznie słodki, nawet dość smaczny, ale bardzo ciężkostrawny.- Mój Boże.- Lottie westchnęła.- Wantage wciąż tkwi w poprzednim stuleciu.Niejadłam puddingu ziemniaczanego od dzieciństwa!Nawiązała rozmowę z oficerem siedzącym po lewej stronie, spokojnym PaulemSantierem, który nie brał udziału w konwersacji.Był w tym towarzystwie najmłodszywiekiem i rangą, początkowo czuł się bardzo onieśmielony.Z czasem nabierał jednakpewności siebie i ze swadą zaczął opowiadać przygotowanym przez siebie przedstawie-niu teatralnym, w którym grali niektórzy oficerowie.Santier nie tylko napisał tekst, alerównież skomponował muzykę i stworzył układy taneczne.Dali już jedno przedstawieniedla mieszkańców Wantage i spotkało się ono z dobrym przyjęciem.Młodziutki oficerrozkręcił się na dobre, gdy Lottie przeszła na francuski.Została zarzucona opowieściamio owdowiałej matce Santiera, dwóch młodszych siostrach i majątku w Bretanii, a także otym, jak bardzo jest dumny z tego, że walczył za ojczyznę, a dumę tę podzielą wszyscyjego najbliżsi.Lottie, która jako wpływowa dama i bywalczyni salonów za nic nie dopuściłaby dotego, by stać się powiernicą młodziutkiego oficerka, nieledwie niedorostka, teraz starałasię nie zlewać i okazywać zainteresowanie.Tacę z puddingiem wyniesiono, na stole pojawiło się porto.RLT - Panowie wybaczą, że ich nie zostawię - powiedziała Lottie - ale nie ma tu innychpań, z którymi mogłabym napić się herbaty, a ponadto zawsze lubiłam wypić po obiedziekieliszek porto, więc będę udawała, że jestem mężczyzną.Było oczywiste, że obecność Lottie nie krępuje oficerów, co oczywiście by nastąpi-ło, gdyby była.prawdziwą damą.Ponadto prowadząc swobodne konwersacje, jeszczebardziej zmniejszyła narzucany konwenansem dystans, nadała przyjacielski charakterkontaktom z oficerami.Dlatego jeden z nich bez skrępowania napełnił jej kieliszek, poczym karafka zaczęła krążyć wokół stołu.Po porto pojawiła się brandy, na której jakośćwszyscy narzekali.Rozmowa stała się swobodniejsza, chwilami mocno frywolna, a na-wet wręcz nieprzyzwoita.Do jadalni wróciły dwie służące, ale wcale nie po to, bysprzątnąć ze stołu czy przyjąć nowe zamówienie.Po chwili jedną z nich porucznik Duvo-is gościł na swoich kolanach, drugiej porucznik Marais wskazał krzesła obok siebie, byzaraz poczuć jej dłoń na udzie.Nieśmiały Santier przestraszył się tych ekscesów, natomiast Le Grand wyglądał nazgorszonego.- Myślę, że na mnie czas - oznajmiła Lottie, gdy Marais i jego płatna admiratorkazabrali się do całowania.- Wprawdzie też jestem kurtyzaną, tyle że z wyższej półki.Znacznie wyższej.Dziwne, że właściciel Pod Niedzwiedziem pozwala na to, co tu sięwprawia - dodała, gdy Ethan sprowadzał ją po schodach do powozu.- To podobno przy-zwoita gospoda.- Jak zwykle pieniądz ma większą siłę przekonywania niż morały.- Kiedy wsiedlido powozu, mówił dalej: - Owszem te dziewczyny są bardzo chętne.i pracowite, a jed-nak i tak wszyscy koledzy mi zazdroszczą.- Może z wyjątkiem Le Granda, który uważa, że wszyscy jesteście zdeprawowani.A biedny porucznik Santier, ten dzieciuch, byłby przerażony, gdyby próbowała go poca-łować kobieta!- Byłaś bardzo dla niego miła - zauważył Ethan.- A niech to.Wcale nie jestem miła.- Odniosłem wrażenie, że Santier dostrzegł w tobie kogoś na podobieństwo matki.RLT - Matki! - wykrzyknęła Lottie.- Czy wyczerpałeś już cały zapas komplementówpod moim adresem, milordzie?Rozbawiony Ethan ściągnął z Lottie rękawiczkę i zaczął całować dłoń.- Czyżby ta rola nie przypadała ci do gustu?- Nie! - Włożyła wiele wysiłku, by udać obrażoną.- Zapewniam, że niewłaściwiemnie osądzasz, milordzie.Najmniej ze wszystkich ludzi na świecie zasługuję na określe-nie  miła", absolutnie nie mam też zamiaru zostać czyjąkolwiek matką!- Niech i tak będzie.- Nie wypuszczał jej dłoni, bawił się palcami.- Przyjmujętwój sprzeciw za szczery - dodał w zadumie, po czym się uśmiechnął.- Zlicznie wyglą-dasz, Lottie.Olśniłaś wszystkich.- Dziękuję.- Dała się ugłaskać, lecz zarazem poczuła niepokój.Oczywiście Lottie wiedziała, że Ethan się z nią przekomarza, jeśli chodzi o Santie-ra, ale, na Boga, tak niewiele jej brakowało, by mogła być matką młodziutkiego porucz-nika! Zaledwie kilka lat.Natychmiast przypomniała sobie kąśliwe uwagi pani Tang do-tyczące jej wieku.Owszem, Ethan ceni ją jako kochankę, okazuje to jednoznacznie, aleile jeszcze może trwać jej kariera wysokopłatnej kurtyzany? Nie ma nic bardziej żało-snego niż zniszczona, stara kokota.Wzbudza pogardę i obrzydzenie, prowokuje drwiny.Zarabia niewiele, o ile w ogóle, przejada oszczędności, aż wreszcie ląduje na ulicy jakowrak człowieka.Lottie przysięgła sobie, że nie upadnie tak nisko.Rozsądniej jest za-pewnić sobie poważanie na przyszłość, pracując dla Thea.Zdradzić.Na tę myśl wzdry-gnęła się.Ethan, który sam stojąc w cieniu, obserwował Lottie, spytał:- Jak więc zdecydowałaś? Wybierzesz się z nami jutro na przejażdżkę konną? Jeślitak, to zarezerwuję dla ciebie klacz.- Bardzo bym chciała, milordzie.- Przybrała niefrasobliwy ton, próbując odpędzićdręczące ją demony.- Choć jest pewna trudność.Musiałabym rano wstać o nieprzyzwo-icie wczesnej porze, a jak siebie znam, niestety jest to wykluczone.- Mogłabyś chociaż spróbować - odparł, rozbawiony.- Niemożliwe.Mówisz jak mężczyzna, który nie ma pojęcia o złożonej kobiecejnaturze i towarzyszącym temu uwarunkowaniom.RLT - Niech będzie.Ale jezdzisz konno?- Nieszczególnie.Ostatnio siedziałam w siodle podczas wyprawy na północ [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl