[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.–Ja nic nie rozumiem.Grønningen spogląda na niego z rezygnacją.Przez dłuż-szą chwilę obaj milczą, ale Henning nie spuszcza wzrokuz Grønningena.Ten w końcu wzdycha.– Wiesz, gdzie jest restauracja Jarlen?– Nie, ale mogę się dowiedzieć.– No to idź do niej.Możemy później tam pogadać.– Okej.O której?– Jak tu skończę.Nie mogę z twojego powodu skracaćtreningu.– Ale powiedz chociaż tak mniej więcej.Grønningen znów się rozgląda i nie patrząc na Hen-ninga, mówi:– Daj mi ze dwie godziny.– Dobra.No to za dwie godziny.Henning patrzy na zegar za kontuarem, kiwa Grønnin-genowi głową i zsiada z roweru.Mijając recepcję, uśmiechasię do dziewczyny i unosi kciuk do góry.Znów wychodzina upał.15Thorleif Brenden gwałtownie się budzi i rozgląda do okoła.Jest jasno.Przez otwarte okno dochodzą z podwórza krzy-ki dzieci, od których ból głowy jeszcze się wzmaga.Wstaje i idzie do kuchni.Napełnia szklankę zimną wodąi wypija pospiesznymi łykami.Wzdycha zadowolony.Zamoment drzwi otwierają się gwałtownym szarpnięciem,jakby wejść miał sam Kramer z serialu Kroniki Seinfelda.Ale to tylko Julie z Elisabeth depczącą jej po piętach.68– Cześć, tatusiu! Muszę do ubikacji.– Dobrze, kochanie.– Thorleif uśmiecha się i patrzy naElisabeth.– Zamknij drzwi za sobą.– Jasne – odpowiada Julie.– Musisz później powiedzieć tatusiowi, czego się na-uczyłaś, prawda? – woła Elisabeth za córką.– Taaak!– Cześć – mówi cicho Elisabeth i patrzy na Thorleifaz czułością.– Dobrze spałeś?Thorleif kręci głową i jeszcze raz napełnia szklankę.– W każdym razie wyglądasz na wypoczętego.– Jak możesz to zobaczyć?– Oczy masz zapuchnięte, jakby wyjątkowo pozwoliłysobie na odpoczynek.– To na pewno tylko alergia.– Biedaku! Nie powinieneś był się wybierać na tę prze-jażdżkę wozem konnym.Wziąłeś lekarstwa? Nie czujeszsię lepiej?– Może trochę.Elisabeth gładzi go po policzku, jakby był maleńkimdzieckiem.Przez otwarte drzwi łazienki tuż obok dobie-gają dźwięki dziecięcej piosenki.– Załatwisz jutro ten alarm?– Co?– Alarm.Ktoś musi go obejrzeć.– No tak.Thorleif już zdążył zapomnieć, że po powrocie z DworuBogstad okazało się, że alarm nie działa.– Tatusiu! – Julie wybiega z łazienki.– Wiesz co?– Nie wiem.– Nauczyłam się jeździć na rowerze! – Buzia dziewczyn-ki promienieje radością.– Naprawdę?Julie kiwa głową, o mało nie pęknie z dumy.– Chcesz zobaczyć, tatusiu? Pokazać ci?69Thorleif patrzy na Elisabeth.Ich oboje też duma rozsadza.– Oczywiście, że chcę to zobaczyć, kochanie.Zaczekaj,tylko włożę buty.16Henning wchodzi na złotobrązową podłogę w restauracjiJarlen.Wita go ściana przedzielona poziomo, na górze bia-ła, na dole czerwona.Kinkiety przypominają odwróconekapelusze, na stołach leżą białe obrusy i starannie złożo-ne serwetki, ale prawie nikt przy nich nie je.Henning siada nieco w głębi, zamawia duński kotletsiekany z ziemniakami, warzywami i burakami, wyłącz-nie z tego powodu, że lubi Danię i Duńczyków.Czekającna jedzenie, wygląda przez okno na pięciometrowy murwidoczny po drugiej stronie ulicy.Więzienie Oslo.Gdzieś tam siedzi człowiek, który coś wie o pożarze.Czas do chwili, kiedy będzie mógł porozmawiać z ToremPullim twarzą w twarz, straszliwie się dłuży.Henning jest wciąż nieprzyjemnie przejedzony, kie-dy pojawia się Geir Grønningen.Od rozmowy w siłowniminęły dwie godziny i piętnaście minut.Grønningen jestpo prysznicu, ubrany w obcisłe skórzane spodnie i białyT -shirt, który z trudem zakrywa brzuch.Idzie zdecydowa-nym krokiem.Ręce lekko odstają od boków, jakby miał cośpod pachami.Włosy opadają na ramiona, z czoła jednaksię lekko cofnęły, robiąc miejsce głębokim zmarszczkom.Kiedy Grønningen podchodzi do stolika, Henningwstaje.– Poprzednio nie przywitaliśmy się jak należy – mówi,wyciągając rękę.– Henning Juul.Grønningen niechętnie ściska jego dłoń.– Jesteś dość bezczelny – odzywa się, siadając.70– Jak to?– Jak mogłeś tak wpaść do klubu i zacząć mówić o tym,że ja…Grønningen urywa, rozgląda się, ale zauważa jedynierodzinę z hałaśliwymi dziećmi kilka stolików dalej.– Szczęście, że nikt cię nie widział – ciągnie.– Szczęście dla mnie czy dla ciebie?Grønningen nie odpowiada.– Więc nikt nie wie, że próbujesz się dowiedzieć, ktowrobił Torego?Wargi Grønningena już się układają w jakiś początek,ale mężczyzna wyraźnie wybiera inną odpowiedź.– Idiotyczne jest przychodzenie do klubu i zadawaniejakichkolwiek pytań – mówi ostro.– Ktoś może sobie po-myśleć, że chodzi ci o niego.– I taka paranoja rozwinęła się u tych, którzy przez całeżycie byli praworządnymi obywatelami?– Dobrze wiesz, o czym myślę.– Chyba tak.Ale chciałem z tobą pogadać, bo Veronicamówiła, że próbowałeś pomóc Toremu.– Próbowałem, jak próbowałem, pani Blom – mówii spuszcza wzrok.– Więc niczego się nie dowiedziałeś?Grønningen bada z bliska serwetkę.– Niewiele.– To tłumaczy, dlaczego Tore zadzwonił do mnie wczo-raj.– Henning czeka, aż Grønningen podniesie głowę.Po-trzebuje na to zaledwie pół sekundy.– Naprawdę?– Tak.Prosił mnie o pomoc.A ponieważ tobie najwy-raźniej zależy na tym samym, pomyślałem, że możemy sięsobie nawzajem przydać.Grønningen cicho prycha, ale Henning i tak to słyszy.– Rozumiem.Nie wiesz, czy możesz mi ufać.Poza tymw ciągu ostatnich dwóch lat nikt się nagle nie wzbogaciło milion koron.Ale możesz być spokojny, Geir.Mnie ani71trochę nie obchodzą te pieniądze.Mam własne powody, żeby się tym zajmować.– Jakie?– Może byśmy zrobili tak.– Henning znów czeka, ażGrønningen poświęci mu całą swoją uwagę.– Powiem cio sobie wszystko, co byś chciał usłyszeć, i wyjaśnię, dla-czego tu siedzę, a ty mi powiesz, jakie masz informacjeo sprawie twojego kumpla.Muszę wiedzieć, kto się kołoniego kręcił.Co to za ludzie i czym się zajmują.Grønningen wbija piwne oczy w dekorację kwiatową nabocznym stoliku.– Ja nie donoszę na kumpli – mówi smutnym głosem,który może sprawiać wrażenie, jakby właśnie już złamałtę zasadę.– Wcale cię o to nie proszę.Możesz mi po prostu tro-chę opowiedzieć o Torem i o tym, jakie były jego stosunkiz kumplami, jak się wobec siebie zachowywali.Nie mu-sisz zdradzać, czym się zajmujecie.I chcę, żebyś wiedziałjeszcze jedno: pracuję wyłącznie nad tą sprawą.Gdybymwęsząc, natknął się na coś innego, nie będę tego rozgrze-bywał.Sam się dziwi, że naprawdę tak myśli.Mija kilka długich sekund, zanim Grønningen odpo-wiada.Regularnie zerka na Henninga, ale wzrok zarazmu ucieka.Do stolika podchodzi kelner.Grønningen za-mawia sznycel wiedeński i prosi o dodatkową porcję ziem-niaków i jarzyn.Po odejściu kelnera Henning nachyla sięnad stołem
[ Pobierz całość w formacie PDF ]