[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Dziś już wystarczająco ryzykowali.Niebył pewien, czy jest sens bardziej kusić los.- Niech to diabli! - zaklął cicho, wchodząc do salonu.Sięgnął pobutelkę wina, ale rozmyślił się i nalał sobie brandy.Wychylił kieliszek,odstawił go i wstał.Narzucił czarny płaszcz, w którym dokonywał229kradzieży, i wybiegł z domu.Sprawdzi chociaż, czy Tibby bezpieczniedotarła do swojej rezydencji, i dowie się, czy na balu nie doszło dotowarzyskiego skandalu z jej udziałem.Tylko tyle.Chwila rozmowy i nicwięcej.Wszedł do stajni.Uznając, że Achilles wystarczająco się dzisiajnapracował, osiodłał swojego ulubionego wałacha Parysa i pogalopował wstronę Mayfair.Zostawił wierzchowca w publicznej stajni i ostatnie pół milidzielące go od Chalsey House przebył pieszo.Przez całą drogę zastanawiałsię, czy postępuje rozsądnie.Kiedy zbliżył się do rezydencji, zauważył, że w oknach wciąż widaćświatła.Najwyraźniej bal już się skończył, ale Chalseyowie nie udali sięjeszcze na spoczynek.Na podjeździe zauważył powozy.A więc nie bylisami! Podkradł się bliżej i ukrył w cieniu wiązów rosnących przed domem.Na drzwiach pierwszego pojazdu rozpoznał herb Stanleyów.WidocznieBarbara i jej rodzice wstąpili z krótką wizytą.Drugi herb przywołał na jegotwarz grymas wściekłości.Powinien się tego spodziewać: Tilden!RSSpóźniony tygrys najwyraźniej nie zakończył jeszcze polowania.W tym momencie otworzyły się drzwi wejściowe.Sullivan ukrył się zapniem.Na progu pojawiła się lady Barbara, jej młodsza siostra i rodzicerazem z całą rodziną Chalseyów.Waring wstrzymał oddech.Ujrzał Isabelwciąż ubraną w swoją oszałamiającą błękitno-fioletową kreację.Choćmotyle skrzydła były złożone, i tak wyglądała nieziemsko, niczym wróżka zkrainy baśni.Jej jasne włosy udekorowane wstążkami spływały na plecyfalującą kaskadą.Była jak klejnot między polnymi kamieniami.W innym,lepszym świecie mogła należeć do niego.Lord Tilden został w środku.Kiedy Chalseyowie wrócili do domu,Sullivan zamknął oczy.Powinien odejść, pojechać do domu, położyć się230spać albo znaleźć sobie jakąś uliczną blond piękność, której nie będzieprzeszkadzało, jakim imieniem ją nazwie.Oliver będzie zalecał się do Isabel, być może ją poślubi, a ona znajdziejakiś sposób, by wyjaśnić brak cnoty.Jeśli nie padnie nazwisko Sullivana,Tilden prawdopodobnie przełknie ten despekt.Będą mieli urocze dzieci,które odziedziczą tytuł.Być może kiedyś spotka któreś z nich, gdy będziechciało kupić od niego konia.Nie mógłby nawet przyjść na ślub Isabel.Nawet nie dlatego, że nikt go nie zaprosi.Po prostu nie mógłby znieść, żezostaje oddana komuś innemu.- Piekło i szatani! - zaklął i zaczął przekradać się w stronę północnejściany domu.Isabel nie mogła być jego na zawsze, ale przecież mógł miećją teraz.Z radością przyjmie to, czym ona zdecyduje się go obdarzyć.Obrośnięta winoroślą pergola ciągnęła się prawie pod dach,przechodząc tuż przy oknie Douglasa.Teraz Sullivanowi przydały sięumiejętności nabyte podczas włamań.Szybko wspiął się na samą górę ipochylony przebiegł po dachu, zatrzymując się nad trzecim z kolei oknem.RSKiedy po raz pierwszy wtargnął do Chalsey House, dostał od Bramaszczegółowy plan rezydencji.Ostrożności nigdy za wiele, dlatego zawszeopracowywał więcej niż jedną drogę ucieczki.Nie mógł pozwolić, by goschwytano, dopóki nie odzyska wszystkich obrazów.Przerzucił ciało przezgzyms i zawisł na rękach.Końcem buta udało mu się sięgnąć okna ipodważyć je.Dalej poszło łatwo.Kiedy szczelina była wystarczającoszeroka, wśliznął się do środka.Nie zastanawiał się jeszcze, w jaki sposóbopuści dom, ale w tej chwili nie miało to znaczenia.Kilka sekund później usłyszał skrzypnięcie klamki w drzwiach.Błyskawicznie ukrył się za wielką mahoniową szafą.Do pokoju weszłapokojówka Isabel.231- Kto zostawił otwarte okno? - powiedziała głośno do siebie.Zasunęłagórną część i zamknęła na haczyk.Później wyjęła koszulę nocną, rozścieliłałóżko i rozpaliła ogień w niewielkim kominku.Przez cały czas Sullivantkwił w bezruchu w cieniu rzucanym przez szafę.Był zadowolony, że ubrałsię w ciemne rzeczy.W końcu dziewczyna wyszła, zostawiając otwartedrzwi.Waring na wszelki wypadek policzył w myślach do dziesięciu iopuścił kryjówkę.Cicho wyszedł z sypialni i ruszył korytarzem.Z dołusłyszał przytłumione głosy i śmiech.Rozpoznał głos Tildena.Zacisnąłszczęki.Nie czas na zemstę, choć z radością odpłaciłby się wicehrabiemu zapodbite oko i opuchnięty nos.Zdawał sobie jednak sprawę, że nawet gdybywygrał bójkę, mógłby na zawsze utracić Isabel.Wszyscy na dole wydawalisię w wyśmienitych humorach, co uznał za dobry znak.Najwyraźniej niktnie odkrył jego małej mistyfikacji.W końcu do jego uszu dotarły życzeniadobrej nocy.Usłyszał szczęk otwieranych i zamykanych frontowych drzwi.Jego serce zaczęło bić szybciej - nie z niepokoju, lecz podniecenia.Dlalondyńskiego towarzystwa mógł być nikim, ale dla Isabel znaczył cośRSwięcej.Na razie.Wrócił do kryjówki za szafą i czekał.W końcu usłyszał kroki naschodach.Wydawało mu się, że minęły godziny, zanim Isabel z pokojówkąweszły do pokoju.Poczuł odurzający zapach cytrusów.- Czy mam wyjąć sukienkę na jutro? - spytała pokojówka, pomagającswojej pani rozpiąć guziki motylej kreacji.Sullivan zauważył, że Isabel spojrzała w kierunku szafy.Poruszył się,zdradzając swoją obecność i położył palec na ustach.Dziewczynagwałtownie wciągnęła powietrze.- Co się stało panienko? - spytała zaniepokojona Penny.232- Nic.Powstrzymywałam ziewanie - odpowiedziała pospiesznie Isabel.- Możesz już iść.Sama się wszystkim zajmę.- Ale suknia balowa.- Dziękuję, Penny.Poradzę sobie.Jestem bardzo zmęczona.Pokojówka dygnęła
[ Pobierz całość w formacie PDF ]