[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Musiałam opuścić Julię.Zaczęłambiec i ochrypły śmiech pijanych ucichł za moimi plecami.Wsłabym świetle księżyca rozejrzałam się po ulicy.Zdecydowanie był już czas zastanowić się nad tym wszystkim.Długi ciąg myśli doprowadził mnie wreszcie do tego wniosku.Ustaliłam już, że nie zwariowałam i że nie śnię.I raczej nie byłto przypadek podróży w czasie.Romeo i Julia to postacie fikcyjne.To prawda, że Szekspir umieścił akcjęswojej sztuki w realiach historycznych i geograficznych, że wewłoskich miastach-państwach wielkie rody nieustająco walczyłymiędzy sobą, ale jeśli chodzi rody Kapuletich i Montekich - nigdynie istniały.Więc nie wpadłam w żadną pętlę czasu.Niewylądowałam w szesnastym wieku.Drżąc i walcząc z zadyszką, przywołałam w pamięci ostatniechwile, jakie spędziłam na Manhattanie.Stojąc przy bocznymwyjściu z teatru, przeznaczonym dla aktorów, mówiłam Troyowi,że wolałabym być gdzie indziej.Troy zauważył, że mój strójpasowałby do Werony, i dodał, że Werona jest fajnym miejscem.A potem stłukła się fiolka z popiołem i ten popiół.To jedna z tych właśnie fiolek.A jeśli te popioły pochodzą zpióra, którym Szekspir napisał Hamleta, Wieczór Trzech Królialbo Romea i Julię, bądz pewny, że odmienią one twój los - głosiłbilecik dołączony do amuletu.Amulet?Nie, nie jestem głupia.To prawda, że sporo czasu minęło,zanim skojarzyłam fakty, ale spróbujcie postawić się na moimmiejscu.Przecież nie miałam bladego pojęcia, co się dzieje.Jakmiałam się domyślić?To było trochę jak w tym filmie, w którym para nastolatkówzostała wciągnięta w czarno-biały świat starego telewizyjnegowidowiska.Kto przy zdrowych zmysłach wpadłby na takipomysł? A jednak stałam na gościńcu w moich renesansowychpantoflach na drewnianej podeszwie, z głową nieco przechylonąz powodu ciężkiej, wymyślnej fryzury, z bijącym sercem, zsiniakiem na udzie od złoconej głowy węża i krwawiącą ręką,skaleczoną o kamienny bruk.Znalazłam się w świecie Romea iJulii. W ich fikcyjnym świecie.To mi się nie mieściło w głowie, żemożna przenieść się ze świata realnego w sam środek fikcji.Poprostu nie do wiary.To magia.Po prostu jakieś staromodneczary.Ta historia była oparta na motywach z Romea i Julii.Ale niedo końca naśladowała sztukę Szekspira.Na przykład nikt tu niemówił językiem z czasów elżbietańskich.Wszyscy, którychspotkałam, wyrażali się raczej tak jak ja i jak ludzie z mojegootoczenia, a nie jak postacie Szekspira.I fabuła jednak kręciła sięwokół mnie.Naraz przypomniałam sobie Księcia Werony.Gdy tylkoprzybyłam do tego świata, wygłosił mowę na głównym placumiasta, mniej więcej taką, od jakiej zaczyna się sztuka Szekspira.Wkrótce po tej mowie Romeo powinien pojawić się na placu iżalić się przyjaciołom na chłód Rozaliny.Ale nic takiego się niewydarzyło.Spotkałam go na polu, pod wierzbą.Rozmawiając znim, zmieniłam bieg wypadków.Konspirowałam z Julią,tańczyłam z Benwoliem, awanturowałam się z panią Kapuleti.Dlatego cała historia wzięła inny obrót.Więc to z mojegopowodu było inaczej niż w oryginale? Amulet spełnił mojeżyczenie, wysłał mnie, tak jak chciałam, daleko od teatruWallingford.Więc to, w czym uczestniczę, to moja własnahistoria, a nie tragedia Szekspira?Wilgotne nocne powietrze przenikało przez moje odzienie.Pomyślałam o czymś zupełnie innym, co było równie ważne.Jaksię stąd wydostanę? I jak przetrwam do czasu, kiedy mi się touda? Gdzie spędzę tę noc? Co się ze mną stanie, jeśli znów wejdęw drogę pani Kapuleti? I czy ojciec Julii naprawdę spuści jejlanie? -Mówiłem ci już.Nie obchodzi mnie żadna inna.%7ładna niezajmie w moim sercu miejsca Rozaliny - doleciał do mnie zoddali głos Romea.- To tylko dlatego, że na żadną inną nie chcesz spojrzeć.Przesiedziałeś cały wieczór w ogrodzie.Romeo przechadzał się z Benwoliem.Może zechcą mipomóc? Oprócz nich nie miałam tu nikogo, na kogo mogłabymliczyć.- Głowa do góry - powiedział Benwolio.- Może zaśpiewamysobie tę piosneczkę, którą dzisiaj usłyszeliśmy? Ona rozproszytwój smutek.I nie zwalniając kroku, Benwolio zaintonował refren, którydobrze znałam.- Dziewczyno, oooo, oooo, oooo, dziewczyno!- Poczekajcie! - krzyknęłam, puszczając się biegiem za nimi. Zwięty Franciszku!Cóż to za przemiana!(Romeo i Julia, akt II, scena 3 )- Gdzieście słyszeli tę piosenkę? - spytałam.- Mimi? - Benwolio wzniósł nad głową ogarek świecy.- Mimi,znowu cię widzę poza pałacem Kapuletich.Co tu robisz?Opuścił ogarek i łagodnie dotknął mojej zranionej dłoni.- Krwawisz.Co się stało?Romeo zbliżył się i dotknął mojego policzka.- Płakałaś, panno Mimi z Mankatanu - szepnął.- Spotkało cięcoś złego? Dlaczego jesteś nieszczęśliwa?Na dzwięk jego miękkiego głosu moje łzy popłynęły na nowo.Zaczęłam beczeć w najbardziej zawstydzający sposób.Usiłowałam coś im tłumaczyć, ale wśród szlochu i pociąganianosem nie byłam w stanie wykrztusić zdania.Sama nie wiem, cow tamtej chwili było dla mnie najgorsze - to, że znalazłam się walternatywnej rzeczywistości, czy to, że pani Kapuleti mniesponiewierała.Ale przy nich, choć należeli do rodu Montekich,poczułam się bezpiecznie.- Powoli - powiedział Romeo.- Chciałaś powiedzieć, żewypędzono cię z pałacu Kapuletich? -1 z Werony - dodałam, wycierając nos rękawem.- Kto cię wypędził? - spytał Benwolio.- Pani Kapuleti.Zciszył głos.- Powtórz nam, co mówiła.Dosłownie.Wzięłam oddech.-  Natychmiast" - powiedziała.-  Masz natychmiast opuścićWeronę, a jeśli tego nie zrobisz, każę cię zabić".Benwolio znowu podniósł ogarek i rozejrzał się.- Skoro tak, to musisz niezwłocznie wracać do domu.- Tak - zgodził się Romeo.- Niezwłocznie.-Do domu? Nie wiem, jak się tam dostać - powiedziałam iznowu się rozszlochałam.- Nie mam już tych popiołów.I przypomniałam sobie o piosence Troya.-Co to za piosenka, ta, którą śpiewaliście?  Oooo,dziewczyno, oooo, oooo, dziewczyno"? Gdzieście ją słyszeli?- Spotkałem dziś rano na placu takiego chłopaka -powiedziałBenwolio.- Szarpał się z nim gwardzista Kapuletich.Nosiłbarwy Montekich, więc stanąłem po jego stronie.- Naprawdę? - spytałam.- Nic mu się nie stało?- Jest ranny, ale żyje.Zaprowadziłem go do ojca Laurentego,żeby opatrzył ranę.Ojciec Laurenty dał mu zioła, któreuśmierzyły ból i przyniosły senność [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl