[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Chwycił za gałkę klamki, przekręcił iramieniem pchnął drzwi.Kiedy znalazł się wewnątrz pokoju, opuścił pistolet.Parę chwil stał wdrzwiach, bez słowa patrząc na przykutą łańcuchami do łóżka postać, z zakneblowanymiustami i opaską na oczach.- Jim! - wrzasnęła Tori, odpychając stojącego jej na drodze Cole a.Cole stał nieruchomo, patrząc na Tori, która wyjmowała człowiekowi na łóżku knebel zust i zdejmowała z oczu przepaskę.Jim Egan otworzył szeroko oczy i zamrugał powiekami.Tori osypywała go pocałunkami.Wreszcie Jim odwrócił głowę, żeby uniknąć tych czułości.- Cole, masz kasetę? - Ojciec miał słaby i zachrypnięty głos.Cole wciąż nie widział jegotwarzy.- Tak - powiedział głośno.Tori obejrzała się przez ramię.- Co tam robisz, Cole? Podejdz tu.Cole powoli podszedł do łóżka i przyklęknął przy nim.Spojrzał na twarz ojca.Nawet wtym półmroku widać było, że ojciec jest śmiertelnie blady.Siwa szczecina porastała jegopoliczki, oczy zapadały się w głąb głowy.Cole dopiero teraz spostrzegł, jak bardzo byłwychudzony.Skóra i kości.- Cześć, tato - powiedział ciepło.- Sprzedałeś kasetę? - Nie było żadnych uprzejmości.Kiedy tylko Jim Eganwypowiedział te słowa, zaczął potwornie kaszleć.Ten kaszel zaniepokoił Cole a.- Tato, musimy cię stąd zabrać.- Czy sprzedałeś tę przeklętą kasetę? - Jim kaszlał, nie mogąc złapać oddechu.- Mam ją przy sobie.- Cole chciał uspokoić ojca.- Więc co tu robisz? - Jim spojrzał na Tori.- Miałaś dopilnować, żeby ją sprzedał.- Próbowałam, ale.- Rzeczywiście, robiła, co mogła, ale nie miałem zamiaru.- Wynoście się stąd - jęknął ojciec.- Zawiezcie kasetę ludziom, którzy będą mogli jązabezpieczyć.Cole pokręcił głową.- Zanim to zrobimy.- Wynoś się! - krzyknął Jim.- On tu zaraz wróci.Nie zostawił mnie na długo.- W porządku, tato.Mamy tego faceta.Będzie nieprzytomny jeszcze jakiś czas.- Mówisz o generale?- Chyba tak.Niski, krępy, włosy na jeża.- To idiota! Mówię o.- Atak kaszlu odebrał mu głos.Cole patrzył, jak ojciec z trudem łapie oddech, i ogarnął go jakiś przypływ nieznanegomu uczucia.Położył na ramieniu ojca rękę.- O kim mówisz, tato?- O człowieku, który nazywa się Bennett Smith - wykrztusił Jim.- O tym samym, który dostarczył mi kopertę z kluczem do depozytu? - Cole nie mógłuwierzyć w to, co słyszy.- Tak.- Nie rozumiem - rzekła zaskoczona Tori.- Bennett to ten, o którym ci wspomniałem, gdy jechaliśmy nad rzekę Lassiter - wyjaśniłCole.- Przyjaciel ojca, a zarazem człowiek, który, jak podejrzewam, pomógł tacie sfingowaćpogrzeb.- To prawda - potwierdził Jim.Atak kaszlu ustąpił.- Bennett zorganizował mi tękryjówkę u generała.Przywiózł mnie tu małym samolotem tej nocy, kiedy wróciliśmy zostatniej misji.Wyskoczyłem ze spadochronem.Generał czekał na mnie.Jest emerytowanymwojskowym.Bennett skądś go znał.- Jim Egan zaczął szarpać łańcuchami, ale jego wysiłek byłbezowocny.- Po trzydziestu sześciu latach można sądzić, że się zna człowieka.Byłem tu jużmiesiąc i wszystko wyglądało dobrze.Aż pewnego wieczora, gdy oglądaliśmy z generałemtelewizję, nagle wstał i walnął mnie czymś w tył głowy.Stało się to tej nocy, kiedy Bennettmiał ci dostarczyć kopertę z kluczem do depozytu.Rano obudziłem się przykuty do łóżka.Wiem teraz dobrze, co się stało.Bennett pojawił się znowu zeszłej nocy.Sukinsyn! - krzyknął iz furiąjeszcze raz targnął łańcuchami.- Bo do wczoraj mnie śledził - mruknął Cole.Wszystko zaczynało układać siew całość.- Co?- Bennett był twoim pierwszym posłańcem, zgadza się?- Tak.- A Tori drogim.- Zgadza się.- Przygotowałeś dwa plany na wszelki wypadek.- Musiałem postępować rozważnie.- I dobrze się stało, bo Bennett cię zdradził.Chciał pieniędzy.- Zabiję go.- Wątpię - powiedział ściszonym głosem Cole.- Nie jesteś w najlepszej formie.- Czy Bennett zabrał ci pierwszą kasetę?- Nie, to byli inni ludzie.- Inni?- Było tak, jak myślałeś.Głęboko w strukturach DIA przeprowadzono tajną operację.Bennett powiedział mi o tym jeszcze wtedy, kiedy myślałem, że jest po mojej stronie.- Jezu!- Dostali pierwszą kasetę, zanim Bennett zdążył mi ją zabrać.Więc wymyślił, że zagrarolę przyjaciela, który chce mnie chronić.Wiedział, że istnieje droga kaseta.Jim zacisnął powieki.- To był błąd.Nie powinien był wiedzieć o drogiej kasecie.Należało to przewidzieć.- Wymyślił, że jeżeli będzie mnie śledził, zaprowadzę go do drogiej kasety.- Kiedy podjął decyzję zdobycia pieniędzy, nie mógł dopuścić do tego, żebym się stądruszył.- Ojciec próbował ustalić kolejność wydarzeń.- Nie zabił mnie, bo gdybyś ty niezaprowadził go do drogiej kasety, mógł jeszcze liczyć na to, że zmusi mnie do mówienia.Więckazał generałowi przykuć mnie do tego przeklętego łóżka.- Jim z bezsilności zawył i znowuszarpnął łańcuchami.- Spokojnie, tato.- Cole słyszał, że ojciec znowu się dusi.Coś blokowało mu dostęppowietrza do płuc.Robiło to przerażające wrażenie.Tori przykryła ręką usta i odwróciła głowę.Jim usiłował złapać powietrze.- Wynoś się stąd, Cole.Natychmiast.Nie żartuję.Zabierz ze sobą Tori.Bennett zaraz tuwróci.Słyszałem, jak rozmawiali.Pojechał tylko zrobić zakupy.- Najpierw zdejmiemy ci te łańcuchy.- Nie myśl o mnie! - Kaszel wrócił.- Rozkucie mnie zabrałoby parę godzin.- Chyba, żemasz ze sobą bazooki.Jeżeli nie, nawet nie próbuj ich przestrzelić.Nic to nie pomoże.Aańcuchy są zbyt grube i mocne.Używaliśmy ich w DIA.Potrzebujesz kluczy.- Muszą gdzieś tu być.- Cole spojrzał na Tori.- Przeszukaj pokój - rozkazał, wstając zklęczek.- Dobrze.Cole pospiesznie poszedł do dużego pokoju, przyklęknął przy generale i przeszukał mukieszenie, ale niczego nie znalazł.Generał zaczął jęczeć.Cole podbiegł do drzwiprowadzących do garażu.Otworzył je szarpnięciem.Wytężał wzrok, rozglądając się, aż naziemi, obok jakiejś opony znalazł kawałek sznura.Wrócił do pokoju, gdzie leżał generał, izwiązał go mocno.Potem, ciągle szukając kluczy, trafił do kuchni.Ale tam ich nie było.Przeszukał toaletkę w sypialni.Kluczy nie znalazł, ale wpierwszej szufladzie był rewolwer.Zabrał go i wrócił do sypialni, gdzie leżał ojciec
[ Pobierz całość w formacie PDF ]