[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Od tej nocy, gdy kapitan został ranny.- Ach, tak - mruknął Samuel, jakby to wyjaśniało sytuację.- Nie rozumiałem, jak się pani może zadawać z paserem.To nie było do pani podobne.Clara poczuła, że chce zmienić temat.- Skąd się tu wziąłeś?- Nie z własnej woli.- Samuel wskazał lokaja Fitcha.- Porwał mnie ten gość, kiedy szedłem do tawerny.Uderzyłmnie w głowę i przywlókł tutaj.Kiedy przyszedłem do siebie, zobaczyłem, że jestem związany, siedziałem wpiwnicy, a on mi tłumaczył, że jego pan zajmie się mną osobiście, kiedy wróci z ważnego spotkania.374- Fitch twierdził, że ci zapłacił za wyjazd z Londynu.Rozumiem, że miał na myśli wyjazd.na tamten świat.- Chyba tak.- Samuel aż się wzdrygnął.- Kiedy lokaj zostawił mnie w ciemnościach, miałem czas, by wyjąć nóż.Widzi pani, kapitan Pryce na- : uczył mnie chować broń tak, żeby nikt nie mógł jej znalezć.A ten pachołek Fitcha niejest za mądry, więc mnie nie zrewidował.Zajęło mi to dużo czasu, ale w końcu jakoś się uwolniłem, przyszedłemna górę i zobaczyłem, co się dzieje.- i pomogłeś ocalić życie, zarówno moje, jak i Morgana.- Poklepała go po ręku.- Oddałeś nam wielką przysługę idostaniesz za to sowitą nagrodę.- Nie robiłem tego dla nagrody.Zrobiłem to dla pani.Sprowadziła pani z powrotem Lucy w moje życie i nigdy niezdołam się za to odwdzięczyć.- Podniósł wzrok i uśmiechnął się.- A skoro już mowa o Lucy.- Samuelu! - krzyknął piskliwie jakiś kobiecy głos.Mężczyzna podniósł się z miejsca, a Lucy wpadła prosto w jegoramiona.- Nic ci się nie stało? Podobno walczyłeś z panem Fitchem! Jeśli cię zranił.- Nie, nic mi nie zrobił, kochanie.I tak naprawdę wcale nie walczyłem.- Mówią, że jesteś bohaterem - ciągnęła Lucy, nie zważając na jego protesty.Pocałowała go mocnow usta.-1 jesteś nim naprawdę.Moim bohaterem.I- Och, Lucy - szepnął, rumieniąc się jak piwonia.- Zrobiłem tylko to, co zrobiłby każdy mężczyzna dla kobiety, którąkocha.Mimo to Samuel pławił się w rozkoszy, jaką dał j mu podziw Lucy.Teraz patrzyli sobie czule w oczy, by sięupewnić, że są naprawdę zdrowi i cali.378Ich widok utwierdził Clarę w przekonaniu, że decyzja, która zdążyła w międzyczasie podjąć, jest słuszna.Zerknęław stronę Morgana rozmawiającego z Ravenswoodem i lordem Templemore, i poczuła, że bardzo go kocha.Jak mogłaby zdobyć się na to, by pozwolić mu odpłynąć? Z trudem myślała nawet o chwili rozstania.Morgan poczuł na sobie jej spojrzenie, uśmiechnął się, po czym powiedział coś szybko do Ravenswooda i podszedłdo Gary.- Już prawie skończyliśmy, aniele.- Splótł palce z jej palcami.- Zabiorę cię do domu.- Nie mam ochoty wracać - oświadczyła stanowczo.- Chcę zostać z tobą.Uśmiechnął się szerzej.- To się da zrobić.- i nie tylko dziś.- Zdecydowała, by powiedzieć mu wszystko, zanim zmieni zdanie.- Popłynę z tobą.Nie mogłabymznieść myśli o tym, że jestem za daleko, by ci pomóc, kiedy narobisz sobie kłos potów.- Już nigdy nie zamierzam sobie ich narobić - powiedział, patrząc na nią ciepło.- Teraz tak mówisz, ale znam cię.Zobaczysz, że dzieje się coś złego, i od razu zechcesz to naprawić.Wystarczy, żejakiś łajdak spróbuje skrzywdzić niewinną istotę, a ty.Pocałował ją tak namiętnie, że straciła zdolność myślenia.- Kochanie, nie narobię sobie kłopotów, bo nie będę pływał.Zostaję z tobą w Londynie.Popatrzyła na niego z niedowierzaniem.- Naprawdę?- Chyba spodoba ci się moja decyzja, bo i tak już jej nie zmienię.Przyjąłem propozycję Ravens-379wooda i zaczynam pracę w ministerstwie.A na wypadek, gdybyś zaczęła się martwić, mam ci powiedzieć, że niebędzie to miało nic wspólnego z przemytnikami, paserami i.Pisnęła z radości i zarzuciła mu ręce na szyję.- Zostajesz! Naprawdę zostajesz ze mną w Londynie!Zaśmiał się głośno.- Tak, ma belle ange.Zostaję.Z kobietą, którą kocham.Cofnęła się i popatrzyła na niego zaskoczona.- Kochasz mnie?- Oczywiście.Sądzisz, że gdyby było inaczej, porzuciłbym moje cudowne życie na morzu?Poczuła, że ściska się jej serce.- Och, Morganie, nie chcę, abyś robił cokolwiek wbrew sobie.Ty przecież nie chcesz tu mieszkać.- Nie chciałem, zanim mnie zmusiłaś do zmiany spojrzenia na różne sprawy.Jestem mężczyzną, który popełniabłędy.I który musi nauczyć się z nimi żyć, mając u boku taką kobietę jak ty.Wezbrała w niej nadzieja.- Jesteś pewien? Bo jeśli jednak potrzebujesz podniety, którą daje ci morze.- Potrzebuję wyłącznie ciebie, kochanie - szepnął, gładząc ją po policzku.- A jeśli odetnę cię od ludzi, którychkochasz, stracę ważną cząstkę ciebie.Cząstkę, która pragnie zbawiać świat.Masz rację, gdybyśmy popłynęli razem,zaczęłabyś tego żałować.Z uśmiechem pogłaskał ją po policzku.- Już się siebie nie boję.Poza tym twoje miejsce jest tutaj, a moje przy tobie.Dopóki więc będziesz na mnie patrzećz miłością, zostanę tu, gdzie jest miejsce nas obojga.Nawet gdy jest to Londyn.377Pod jego szczerym spojrzeniem stopniały wszystkie jej lęki.To już nie był Morgan, który bał się zmierzyć zprzeszłością.Ten Morgan wiedział dokładnie, czego chce, i jakimś cudem pragnął właśnie jej.- Dobrze - powiedziała cicho.- Zostań więc ze mną.W oczach kapitana zamigotały iskierki.- Musisz jednak najpierw spełnić kilka warunków.- Na przykład?- Musisz opuścić na jakiś czas swój ukochany Dom i wybrać się ze mną w podróż poślubną.Clara odetchnęła z ulgą.- Z tym sobie poradzę.- I już nigdy się nie będziesz zbliżać do naładowanej broni.Zaśmiała się.- Mam się pozbawić całej tej zabawy, która była twoim udziałem przez tyle lat?- Bardzo śmieszne, ale o tym nie zamierzam dyskutować.- Morgan uniósł brwi.- Za każdym razem, gdy pojawiaszsię w pobliżu broni, ucieka ze mnie połowa życia, a jeśli sądzisz, że.- Dobrze, dobrze, wygrałeś.Przysięgam, że nie zbliżę się już do pistoletu.- Tak lepiej.- Zciszył głos do szeptu.- A teraz ostatni, najważniejszy warunek.Patrzył na nią tak, że poczuła przyspieszone bicie serca.- Jaki?- Musisz przysiąc, że nigdy nie przestaniesz mnie kochać.Bo tego bym nie zniósł.- O ile przyrzekniesz mi to samo, tej obietnicy z pewnością dotrzymam.EpilogPoślubił Piękną, wielelat z nią przeżył szczęsnych.Nie zazna trosk ni cierpień,Bestii żona mężna.(z pisma dla młodych panienek)Jeanne-Marie Prince de BeaumontClara nawet nie mogłaby sobie wymarzyć wspanialszego dnia na otwarcie nowegoskrzydła Domu
[ Pobierz całość w formacie PDF ]