[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.205W drodze powrotnej nie mówiliśmy zbyt wiele.Milo sprawiał wrażenie, żema ochotę zostać sam.Dotarłem do mieszkania Lindy o ósmej.Otworzyła drzwi ubrana w jedwab-ną czarną bluzkę, szare dżinsy i czarne kowbojskie buty.Włosy miała spięte dogóry srebrnym grzebieniem.W uszach wisiały duże srebrne kolczyki w kształ-cie kółek.Róż podkreślał jej kości policzkowe.Użyła więcej tuszu do rzęs, niżwidziałem wcześniej.Spoglądała z rezerwą, która przebijała przez jej uśmiech.Też czułem coś podobnego powściągliwość, niemal nieśmiałość.Jakby to by-ła pierwsza randka.Wszystko, co wydarzyło się dwie noce temu, wydawało sięfantazją i musieliśmy zaczynać od początku. Cześć powiedziała. W samą porę. Złapała mnie za rękę i wpro-wadziła do środka.Na stoliku stała butelka chablis i dwa kieliszki oraz talerzez pokrojonymi surowymi warzywami, krakersami, sosem i koreczkami serowy-mi. Przekąska przed kolacją zachęciła mnie. Wyglądasz wspaniale. Usiadłem.Zajęła miejsce obok mnie, nalała winai zaproponowała: Może wzniesiemy toast? Pomyślmy.Ostatnio wydarzyło się sporo szalonych rzeczy.Więc może zanudę? Proszę, proszę.Stuknęliśmy się kieliszkami i wypiliśmy. A więc.co nowego? spytała.Miałem jej masę do opowiedzenia: o Mahlonie Burdenie w jego naturalnymotoczeniu, o Novacie i Sophie Gruenberg.O neofaszystach w dzielnicach pod-miejskich, o zaułku narkotykowym. Uszanujmy przez moment ten toast powiedziałem.Roześmiała się. Oczywiście.Chrupaliśmy warzywa, wypiliśmy jeszcze trochę. Chcę ci coś pokazać. Wstała i przeszła przez pokój do sypialni.Dżin-sy podkreślały jej kształty.Kozaczki miały bardzo wysokie obcasy i sprawiały,że w jej chodzie pojawiło się coś, co przekonywało mnie, że noc dwa dni temuwydarzyła się naprawdę.Wróciła z przenośną wieżą stereofoniczną. Niesamowite, jaki dzwięk można z tego uzyskać.Postawiła ją na stoliku,obok jedzenia. Odtwarza kasety i płyty kompaktowe.Z miną dziecka w Wigilię ustawiła zasilanie na baterie, wcisnęła EJECT i po-dała mi płytę, którą z odtwarzacza wyjęła.Kenny G. Silhouette.206 Wiem, że lubisz jazz.Saksofon wyjaśniła. Więc pomyślałam, że tobędzie odpowiednie.Zgadłam?Uśmiechnąłem się. Doskonale.To bardzo miło z twojej strony. Wsunąłem płytę z powrotemi wcisnąłem PLAY.Słodkie, wysokie dzwięki wypełniły mieszkanie. Mmm, ale ładne powiedziała i usiadła z powrotem.Słuchaliśmy.Pochwili objąłem ją ramieniem.W czasie króciutkiej przerwy pomiędzy pierwszymi drugim utworem pocałowaliśmy się delikatnie, powściągliwie oboje świado-mie się powstrzymywaliśmy.Odsunęła się ode mnie. Cieszę się, że przyszedłeś oświadczyła. Ja również. Dotknąłem jej twarzy, pogłaskałem podbródek.Zamknęłaoczy i wsparła się na mnie.Pozostaliśmy zamknięci w cudownej bezczynności.Kenny G.zrobił swoje.Jak serenada.Po czwartym utworze zmusiliśmy się do wstania i wyszliśmy.* * *Odwiedziliśmy galerie, zaliczając nowe przybytki na La Brea, oglądając masękiepskiej sztuki i trochę eksperymentów.Ostatnia galeria, jaką zobaczyliśmy, byłazupełnie nowa i zaskoczyła nas stare rzeczy jak na Los Angeles.Sztychy z po-czątku dwudziestego wieku.Znalazłem coś, co mi się podobało i na co mogłemsobie pozwolić: rysunek bokserski George a Bellowsa.Mało znany.Przegapiłemjeden z tej samej serii na aukcji w ubiegłym roku.Po krótkim namyśle kupiłemgo i poprosiłem o zapakowanie. Lubisz boks? spytała, gdy wyszliśmy z galerii. Nie w naturze.Ale na papierze wychodzi z niego dobra kompozycja. Tato zabierał mnie na walki, gdy byłam mała.Nienawidziłam tego.Tegosapania i krwi.Ale bałam się mu powiedzieć. Przygładziła włosy i zamknęłaoczy. Zadzwoniłam do niego dzisiaj. Jak poszło? Aatwiej, niż myślałam.Telefon odebrała jego.żona.Była raczej chłod-na.Ale on chyba się ucieszył, gdy mnie usłyszał.Wydawał się niemal miły.Jeststary.Nie wiem, czy to dlatego, że minęło tak dużo czasu, czy się naprawdę takpostarzał.Spytał mnie, kiedy go odwiedzę.Lawirowałam, nie dałam mu konkret-nej odpowiedzi.Nawet gdybym chciała pojechać, tyle się teraz dzieje.A propos,potwierdziłam na jutro twoje spotkanie z rodzicami.Powinno przyjść sporo osób przerwała. Ach, nasz toast.Wiwat nuda!207 Zapomnij o toaście, jeśli masz na to ochotę. Nie mam na to ochoty powiedziała i otoczyła mnie w pasie ramieniem.Doszliśmy do samochodu.Włożyłem sztych do bagażnika i pojechaliśmy dorestauracji na Melrose; kuchnia północnowłoska, stoliki wewnątrz i na zewnątrzw patio.Delikatna wieczorna bryza.To pieszczotliwe ciepło, które daje miesz-kańcom Los Angeles chęć do życia, mimo całej nieszczerości i szaleństwa.Wy-braliśmy stolik na zewnątrz.Małe gęste drzewka w obwiązanych słomą donicachoddzielały patio od chodnika.Grupy stolików były otoczone białymi, ażurowymibarierkami, co dawało złudzenie intymności.Kelner odgrywał rolę Pieczołowitego Sługi, jak absolwent kursu aktorskiego,i recytował nie mającą końca listę specjałów z dumą absolwenta innego kursu kursu ćwiczenia pamięci.Zwiatło było tak przyćmione jedynie po jednejświeczce na każdym stoliku że musieliśmy się pochylać, żeby odczytać kartę.Zdążyliśmy zgłodnieć i zamówiliśmy przekąski, sałatki z owoców morza, dwarodzaje cielęciny i butelkę wody pellegrino.Rozmowa toczyła się naturalnie, ale pozostawaliśmy wierni toastowi.Gdy po-dano dania, skoncentrowaliśmy się na jedzeniu
[ Pobierz całość w formacie PDF ]