[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ponieważ oznaczało to zwracanie na niego uwagi.Apowinnam przyjąć taką postawę, jaką zamierzam przyjąć od tej chwili - lodowaty chłód.Zamrozić go na śmierć.Pod każdym względem stoi niżej ode mnie.Jego jedyna wyższość polega namożliwości trzymania mnie tutaj.To jest jego jedyna siła.Nie potrafi zachować się, wyrażać,myśleć ani robić czegokolwiek lepiej ode mnie ani nawet niemal tak dobrze jak ja - będziewięc Starcem z Morza, dopóki go w jakiś sposób nie strząsnę.Trzeba będzie użyć siły.Siedzę tutaj i rozmyślam o Bogu.Nie wydaje mi się, żebym jeszcze wierzyła w Boga.Nie chodzi tylko o mnie, myślę o milionach, które musiały żyć w podobny sposób podczaswojny.Wszystkie Anny Frank.I wcześniej.Teraz chyba już w i e m, że Bóg nie interweniuje.Pozwala nam cierpieć.Jeśli modlisz się o wolność, możesz doznać ulgi, ponieważ sięmodlisz, albo w wyniku niezależnych wydarzeń, które i tak przyniosłyby ci wolność.Ale Bógnie słyszy.Nie ma w Nim nic ludzkiego, jak słuchanie, patrzenie, odczuwanie litości czyudzielanie pomocy.Może Bóg stworzył świat i podstawowe prawa materii i ewolucji.Ale nietroszczy się o jednostki.Zaplanował to tak, że niektóre jednostki są szczęśliwe, inne smutne,niektórym się udaje, innym nie.On nie ma pojęcia, kto jest smutny, a kto nie jest, i wcale Goto nie obchodzi.Więc naprawdę On nie istnieje.Przez tych ostatnich kilka dni czułam się jak osoba bez Boga.Bardziej czysta, mniejskołowana, mniej ślepa.Dalej wierzę w Boga.Ale jest tak odległy, tak zimny, takmatematyczny.Widzę, że musimy tak żyć, jakby Boga nie było.Modlitwa i nabożeństwa, iśpiewanie hymnów - to wszystko głupie i bezużyteczne.Usiłuję wytłumaczyć, dlaczego zrywam ze swoimi zasadami (o nieużywaniuprzemocy).Ciągle wyznaję tę zasadę, ale widzę, że czasami trzeba odstępować od zasad, żebyprzeżyć.Na nic się nie zda ufanie własnemu szczęściu, opatrzności czy dobroci Boga, trzebadziałać i walczyć o siebie.Niebo jest absolutnie puste.Wspaniale czyste i puste.Jakby architekci i budowniczowie mieszkali w tych wszystkich domach, którewybudowali.Czy choćby mogli mieszkać w nich wszystkich.To oczywiste, rzuca się w oczy.Bóg musi istnieć, ale nie może nic o nas wiedzieć.(Tego samego wieczoru.) Przez cały dzień byłam bardzo nieprzyjemna dla niego.Wielokrotnie próbował rozmawiać, ale nie dopuszczałam do tego.Czy chcę, żeby mi cośprzyniósł? Powiedziałam: Nic nie chcę.Jestem twoim więzniem.Jeśli przyniesiesz mipożywienie, zjem je, żeby nie umrzeć.Od tej pory stosunki między nami ograniczają sięwyłącznie do relacji więzień-strażnik.A teraz proszę, zostaw mnie samą.Na szczęście mam mnóstwo do czytania.On będzie nadal przynosił mi papierosy (jeślitego nie zrobi, nie poproszę) i jedzenie.To wszystko, czego chcę od niego.On nie ma ludzkich cech, to nicość przebrana za człowieka.20 listopadaZachowuję się tak, żeby pożałował, że mnie w ogóle kiedykolwiek zobaczył.Na obiadprzyniósł fasolkę.Czytałam w łóżku.Stał przez chwilę, a potem zabrał się do wychodzenia.Podbiegłam do stołu,chwyciłam talerz i cisnęłam w niego.Wie, że nie lubię fasolki po bretońsku, pewnie nic musię nie chciało zrobić.Nie byłam zła, udawałam.Stał tak, a po tym jego zawsze takczyściutkim ubraniu spływał ohydny sos.Miał głupią minę. Nie chcę żadnego obiadu -warknęłam.I odwróciłam się.Całe popołudnie jadłam czekoladki.Pojawił się dopiero w porze kolacji.Przyniósłkawior, wędzonego łososia i zimnego kurczaka (kupuje je gdzieś już upieczone) - wszystkoto, co lubię - i jeszcze z tuzin innych rzeczy, które lubię, przebiegły brutal, bydlak.Przebiegłość nie polega na tym, że to kupuje, ale na tym, że ja nie mogę się powstrzymać oduczucia wdzięczności (nie powiedziałam wyraznie, że jestem wdzięczna, ale nie byłamopryskliwa); chodzi o to, że on podaje to wszystko z taką usłużnością, z miną mówiącąproszę-mi-nie-dziękować, nie-zasługuję-na-to.Kiedy ustawiał kolację na stole, miałamprzemożną ochotę zachichotać.Straszne.Chciałam rzucić się na łóżko i krzyczeć.Był takdoskonale sobą.A ja jestem taka zniewolona.Tutaj na dole moje nastroje zmieniają się szybko.W jednej chwili jestemzdecydowana postępować tak, w następnej inaczej.To bez sensu.Nienawiść nie leży w mojej naturze.Jakby gdzieś we mnie wytwarzałasię codziennie pewna ilość dobrej woli i łagodności, która musi wydostać się na zewnątrz.Jeśli trzymam to w ukryciu, wybucha
[ Pobierz całość w formacie PDF ]