[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- My nie widujemy go nigdy.Boli mnie to bardziej, niż jestem w stanie wyrazić!- Tak - westchnął Braciszek.- Czy pamiętasz, mamo, jak obaj siadywaliśmy u twych stóp isłuchaliśmy twoich mądrych słów?- Oczywiście, pamiętam - rzekła matka z czułością.- Vemund był taki delikatny, takiwrażliwy.To był naprawdę najlepszy syn.Ale Vemund potrafił wyrwać się z tłumu twoich wielbicieli, pomyślała znowu buntowniczoElisabet.A teraz masz zamiar zębami i pazurami walczyć o to, by zachować ubóstwiającegocię Braciszka? Gdyby mnie on tylko cokolwiek obchodził, stanęłabym do walki, Emilio Tark.Ale nic mi do tego.Możesz go sobie zatrzymać!Braciszek powiedział:- Wuj Mandrup pojedzie za kilka tygodni do Danii.%7łeby bliżej zbadać sprawę Gabrielshus.- Nie! Nie rozumiem, dlaczego - syknęła Elisabet.- Ja nie chcę tego majątku!Przyszła teściowa pogroziła jej palcem.- Nie lekceważ swojej hrabiowskiej krwi, Elisabet, a dokładniej mówiąc, margrabiowskiej!Chcąc jeszcze bardziej podrażnić tych dwoje, Elisabet oświadczyła agresywnie:- No, istnieją jeszcze bliższe, a nawet wyższe tytuły, jeżeli już mam błyszczeć.Matka mojejbabki, Branji, miała na imię Marina i była córką księcia Riesenstein.Poza tym mój przodekAlexander Paladin był nie tylko margrabią.Dom Schwarzburg, z którego pochodząPaladinowie, to dom książęcy!113 Podziałało! Tych dwoje z Lekenes patrzyło na nią bez słowa.Sklepikarze! pomyślałaElisabet wciąż w wojowniczym nastroju.Dorobkiewicze! Padają plackiem przed nic niewartym tytułem!Skorzystała z okazji, by pożegnać ich z uprzejmym uśmiechem, i poszła sobie.Po drodze jednak zastanawiała się, co Vemund na to powie.Może nie warto nawetwspominać o tym spotkaniu?Och, Vemund! Tęskniła do jego rozsądku, do jego silnych, bezpiecznych ramion.Mowy nie ma, żeby taki mężczyzna miał umierać! Przecież on należy do niej! Nie chcenikogo innego!Tej nocy obudziły Elisabet pełne lęku nawoływania panny Karin:- Elisabet, czy możesz tu na chwilę przyjść?Narzuciła na siebie szlafrok i natychmiast poszła.Karin leżała na wznak w swoim łóżku iwpatrywała się w sufit.Kiedy Elisabet zapaliła światło, zobaczyła, że z oczu Karin płyną łzy.- Tak się boję, Elisabet - szeptała biedaczka, szukając jej ręki.Elisabet usiadła na łóżku i głaskała ją uspokajająco.- Co się stało, panno Karin?Mogły rozmawiać spokojnie.Dziecko spędzało noce na dole, w pokoju pani Vagen.Ręka Karin zacisnęła się na dłoni Elisabet jakby w poszukiwaniu zrozumienia.- Myśli kłębią mi się w głowie, Elisabet.Nie wiem już ani kim jestem, ani gdzie się znajduję,czas i przestrzeń, wszystko mi się miesza.- Czy odczuwała to pani już kiedyś dawniej?- Nie, nigdy! Zdaje mi się, jakby coś strasznego i groznego gdzieś się tu na mnie czaiło.A janie mogę się przed tym bronić.Nie chcę być sama.- Panno Karin, proszę mnie teraz posłuchać! Ta okropna ciemność.wie pani, była panibardzo chora, bardzo długo.To teraz daje o sobie znać w pani myślach.Złe wspomnienia zczasu choroby.Teraz się poprawia, jest pani na najlepszej drodze do wyzdrowienia, ale tobardzo trudny proces.Musi pani być silna.- Tak - szepnęła Karin jakby w rozmarzeniu.- Ja spałam.Długo, bardzo długo.Dzisiaj wlustrze widziałam obcą twarz.114 Przeniknął ją gwałtowny dreszcz.Elisabet starała się mówić uspokajająco, ale była rozpaczliwie niepewna.Poza tym marzłyjej nogi: Ukradkiem wsunęła stopy w ranne pantofle Karin.Pomogło.- Musimy patrzeć w przyszłość, panno Karin.Nie oglądać się do tyłu! Spoczywa na nasteraz wielka odpowiedzialność.Odpowiedzialność za małą Sofię Magdalenę.Ona jest paniprzyszłością i to jest najważniejsze.- Tak - potwierdziła chora z ulgą.- Ona znaczy dla mnie tak wiele.Ale, niestety, naruszyła tę bezpieczną osłonę, jaką mimo wszystko była utrata pamięci,pomyślała Elisabet.Karin była ożywiona.- Mam tyle planów.- To wspaniale!- Przede wszystkim musimy mieć większy dom.Na wsi.Miasto nie jest odpowiednie dlamałych dzieci.- Dom mojego dzieciństwa, Elistrand, stoi otworem dla was obu.- Jesteś bardzo miła, Elisabet.Chciałabym, żebyśmy zostały przyjaciółkami.Prawdziwymiprzyjaciółkami.Pochodzisz przecież z bardzo dobrego domu.Mów mi Karin, bądz tak dobra.- Dziękuję, bardzo chętnie.Elisabet uznała, że czas najwyższy na to.Nigdy nie należała do osób łatwo siępodporządkowujących, które umiałyby mówić:  Tak, panno Karin i  Nie, panno Karin i żebynie brzmiało to fałszywie.W głosie Karin znowu pojawił się lęk.- Ale te cienie! One tu są, nie umiem się przed nimi ukryć!- Nigdy nie musisz być sama, Karin.Ktoś zawsze z tobą jest.Myśli jej się mąciły.- Wydaje mi się, że jest ktoś, kogo powinnam sobie przypomnieć.Ale nie umiem!Bubi.- Zapomnij o tym, Karin! Patrz tylko w przyszłość!115 - Ale ciągle mi to wspomnienie umyka, to okropne! Gdybym tylko wiedziała.- W ciągu dnia przecież o tym nie myślisz?- Nie, wtedy mam tyle zajęć z Sofią Magdaleną.Błogosławione maleństwo.- Czy chciałabyś jakiś proszek na sen? Mam coś takiego.- Dziękuje, to by było znakomicie.Tak się dzisiaj boję, jak nigdy przedtem.Wciąż jakbyczekam, że ktoś zapuka do drzwi.- Nikt nie zapuka.Posiedzę tu, dopóki nie zaśniesz.A jutro wieczorem przyjdzie Vemund.Będziesz się przy nim czuła bezpieczna? Ja muszę na kilka dni pojechać do domu, aleVemund będzie z tobą.- Tak, Vemund jest taki silny.Będzie dobrze.Ale czy to całkiem comme il faut?- Pani Vagen jest tu przez cały czas.- A poza tym może doktor Hansen jutro przyjdzie? - W głosie Karin wyraznie słychać byłoradość.- Tak, doktor Hansen.Wiesz, on powiedział, że wyglądam dużo lepiej [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl