[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.W tych ciemnych, głębokich ślepiach widać było jakąś niesłychanąinteligencję - i nie tylko.To coś go znało, a on w jakiś sposób znał to coś.Ostatnim wcieleniemistoty w głowie Aarona był jak dotąd wąż - a konkretnie kobra, która kołysała się na swoimumięśnionym ogonie.Z jej paszczy wydobywało się grozne syczenie, wyraznie szykowała się doataku.- Nie podoba mi się to, Zeke - powiedział głośno Aaron, nie otwierając jednak oczu.-Musisz mi powiedzieć, co mam robić.- Nie bój się, Aaronie.To część ciebie.Byłeś taki, odkąd zostałeś poczęty - wyjaśniłmu Zeke.- Ale musisz się spieszyć.Gabrielowi nie zostało wiele czasu.- Ale ja nie mam pojęcia, co robić! - krzyknął Aaron.Przed oczami zatrzepotał mu koliber.- Rozmawiaj z nim - warknął Zeke.- I zrób to, czego się dowiesz.Mój pies umiera - Aaron skierował swoje myśli do zmiennokształtnej istoty, która unosiła się przednim w oceanie czarnej smoły.- Być może nawet już nie żyje, ale ja nie mogę się poddać.Proszę, czymożesz mi pomóc? Czy jest coś, co możesz zrobić, by pomóc mi go uratować? Istota przybrała postaćpłodu, jakby ludzkiego, ale nie do końca.To coś unosiło się po prostu w błoniastym worku, nieodpowiadając na wezwania Aarona, a jedynie obserwując go swoimi ciemnymi oczami.Aaron był wściekły.Czas uciekał, a on rozmawiał z jakimś prenatalnym wytworem własnej chorejjazni.Mam tego dość - w jego głowie rozległ się krzyk - Jeżeli potrafisz mi pomóc, zrób to.A jeśli nie, wynoś się z mojego umysłu i pozwól mi zawiezć psa do weterynarza.Jak statek zmieniający kurs, przypominająca noworodka zjawa powoli obróciła się, zmieniła w jakąśrybę i zaczęła odpływać.- To.to odchodzi, Zeke.Aaron poczuł na ramieniu mocny uścisk dłoni mężczyzny.- Nie pozwól mu odejść.Mów do niego, Aaronie.Błagaj by wrócił.Bez względu na to, czy jesteśgotowy, czy nie, tylko w ten sposób możesz ocalić Gabriela.Proszę - Aaron przeniósł się z myślami w mroczne odmęty.- Błagam, nie pozwól mu umrzeć.Ja.niewiem, co bez niego zrobię.Ryba, która teraz była już iguaną, odpływała w nicość.Po drodze zamieniła się jeszcze wświecącego nietoperza, a potem w parecznika, ale tak czy inaczej, oddalała się, z każdą chwiląniknąc w oddali.Wtedy Aaron zdobył się na coś, czego nie potrafił uzasadnić, Po raz ostatni odezwałsię do widziadła w swojej głowie, ale tym razem zrobił to w starożytnym języku, którym przemówiłdo Ezekiela przy pierwszym spotkaniu, który on nazwał językiem posłańców.- Proszę, pomóż mi - wyszeptał w pradawnym dialekcie - Jeżeli potrafisz to uczynić, nie pozwólumrzeć mojemu przyjacielowi.Z początku nie zauważył, by jego prośba odniosła jakikolwiek efekt.Lecz po chwili ujrzałszympansa, który zawrócił i powoli zbliżał się swoim komicznym chodem.- On wraca - Aaron powiedział do anioła w tym samym wymarłym języku.- Otwórz się na niego - odparł Zeke.- Przyjmij go i zaakceptuj jako część siebie.Aaron gwałtownie potrząsnął głową, nie otwierając oczu.- Co to znaczy? - zapytał.Upadły anioł wbił mu kurczowo paznokcie w ramiona.- Zaakceptuj to, albo oboje zginiecie.Aaron miał przed sobą drapieżnego kota, patrzył wprost w oczy przerażającej bestii.- Akceptuję cię - powiedział w mowie posłańców, nie wiedząc za bardzo, jak powinien sięzachować.Pantera podniosła łeb i znów stała się wężem, choć zupełnie innym niż te, które Aaronwidział do tej pory.Jego oślizłe ciało było pokryte kępkami jedwabistych włosków oraz małymi,umięśnionymi kończynami, które z niecierpliwością unosiły się w powietrzu.Jednak najdziwniejsze inajbardziej przerażające było to, że wąż posiadał twarz, która w niczym nie przypominała gadziegooblicza.Twarz tego węża wyrażała zadowolenie -a sposób, w jaki wymachiwał swoimi zdeformowanymi mackami, sugerował Aaronowi, że on takżezostał zaakceptowany.W pewnym momencie bestia zaczęła jarzyć się niesamowicie jasnym światłem.Aaron mógłrozróżnić wszystkie żyły i naczynia włoskowate na jej ciele.Po chwili światło stało się wręczoślepiające, a ciemność, która wcześniej spowijała gada, zniknęła gdzieś, tak jak noc ustępujemiejsca brzaskowi.Nagle ciało Aarona przeszył potężny i bolesny zastrzyk energii.Poczuł się, jakby został porażonyładunkiem elektrycznym o sile kilku tysięcy woltów.Aaron otworzył oczy i zobaczył, że życieGabriela właśnie dobiega końca.Już czas, Aaronie - usłyszał głos Ezekiela.Spojrzał na niego.Z jakiegoś powodu starzec płakał.Aaron poczuł mrowienie w dłoniach.Nie było to jednak przyjemne, lecz raczej bolesne uczucie.Kiedy na nie popatrzył, zobaczył, że na opuszkach palców tańczą skwierczące białe ogniki,przypominające krótkie spięcia w sieci elektrycznej.- Co się ze mną dzieje? - spytał, bojąc się nawet wziąć ddech.- Jesteś teraz całością, Aaronie.Stałeś się kompletny.Chłopak instynktownie poczuł, co należy zrobić.Nie odrywając wzroku od swoich rąk, odwrócił jedłońmi dół i po raz kolejny położył na ciele Gabriela.Poczuł, jak energia opuszcza jego ciało iprzeskakuje na psa, wbija się pod futro, pod skórę i przenika wnętrzności.Powietrze wokół wypełniłzapach ozonu
[ Pobierz całość w formacie PDF ]