[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wiedział, że nie istnieje nic takiego jak częściowo trzezwy alkoholik.Albo się pije, albonie.Teraz nie pił, czyli było dobrze, ale zawsze zdarzały mu się dłuższe okresy, gdy nawetnie myślał o chlaniu.Czasem całe miesiące.Raz na jakiś czas wpadał na spotkania (kiedyGard przez dwa tygodnie nie pojawiał się na spotkaniu AA, czuł się nieswojo jakbyrozsypał sól i nie rzucił szczypty przez ramię), wstawał i mówił: Cześć, mam na imię Jim ijestem alkoholikiem.Gdy jednak nie odczuwał chęci picia, zdawało mu się, jakby towszystko było nieprawdą.Podczas tych okresów nie zachowywał abstynencji; mógł pić i pił co było przeciwieństwem chlania.Parę koktajli kolo piątej, jeżeli akurat był na przyjęciuczy kolacji dla kadry uniwersyteckiej.Nic więcej.Mógł też zadzwonić do Bobbi Anderson izapytać, czy nie chciałaby wyskoczyć na parę piw.Nie było sprawy.Potem nadchodził ranek taki jak ten, gdy Gard budził się, czując ochotę na całą wódę tegoświata.Było to autentyczne pragnienie fizyczne przywodziło mu na myśl dawne rysunkiVirgila Partcha z Saturday Evening Post , na których jakiś ekscentryczny wędrowiec pełzniepo pustyni z wywieszonym językiem, szukając oazy.Gdy nachodziła go ta ochota, mógł ją tylko zwalczyć trzymać na dystans, próbowaćchociażby grać na remis.Czasem lepiej było spędzić ten czas w takim miejscu jak Boston, boco wieczór mógł iść na spotkanie albo co cztery godziny, jeśli było trzeba.Po trzech czyczterech dniach pragnienie mijało.Zazwyczaj.Jim sądził, że może je po prostu przeczekać.Zostanie w pokoju, będzie oglądał filmy wkablówce, dopisując do rachunku obsługę do pokoju.Osiem lat, jakie upłynęły od rozwodu izerwania z college em, spędził jako poeta etatowy& co oznaczało, że stał się członkiemdziwnego kręgu społecznego, w którym barter zwykle był ważniejszy niż pieniądze.Wymieniał wiersze na jedzenie: pewnego razu za urodzinowy sonet dla żony farmeradostał trzy torby młodych ziemniaków. Lepiej, żeby sie kurna rymowało powiedziałfarmer, utkwiwszy w Gardenerze ciężkie spojrzenie. Prawdziwe wiersze sie rymujo.Gardener, który pojął aluzję (zwłaszcza gdy chodziło o jego żołądek), ułożył sonet pełenżywiołowych męskich rymów i czytając ostateczną wersję, wybuchnął gromkim śmiechem.Zadzwonił do Bobbi, przeczytał jej wiersz i oboje zaczęli ryczeć.Czytany na glos brzmiałjeszcze lepiej, niemal jak list miłosny od Dr.Seussa.Nie potrzebował jednak zdania Bobbi,aby wiedzieć, że mimo wszystko był to uczciwy kawałek roboty, jaskrawej, lecz pozbawionejprotekcjonalnego tonu.Innym razem mała oficyna z West Minot zgodziła się wydać tomik jego wierszy (stało sięto na początku roku 1983 i jak się miało pózniej okazać, był to ostatni tomik wierszyopublikowany przez Gardenera), jako zaliczkę proponując mu pół saga drewna.Gardenerprzystał na tę ofertę. Powinieneś zażądać trzech czwartych sąga powiedziała mu Bobbi wieczorem, gdysiedzieli przed piecem, opierając stopy o metalową osłonę i paląc papierosy, podczas gdy zaoknem świstał wiatr, nawiewając świeży śnieg na pola i gałęzie drzew. To dobre wiersze.Poza tym sporo ich. Wiem odparł Gardener ale było mi zimno.Pół saga wystarczy mi do wiosny.Puścił do niej oko. Zresztą facet jest z Connecticut.Chyba nawet nie wiedział, że to prawiesam jesion.Spuściła stopy na ziemię i spojrzała na niego. Serio? No.Zaczęła chichotać, a on pocałował ją mocno i zabrał do łóżka, a potem spali jak łyżeczki.Przypomniał sobie, jak zbudził się w nocy, nasłuchując wiatru, myśląc o szalejącym w mrokuchłodzie i łóżku wypełnionym spokojem i ciepłem pulsującym pod dwiema kołdrami.Chciał,żeby tak było zawsze ale nic nie trwa zawsze.Wychowano go w przekonaniu, że Bóg jestmiłością, lecz należało się zastanowić nad uczuciami Boga, który stwarzając mężczyzn ikobiety, obdarzył ich sprytem pozwalającym im wylądować na Księżycu i jednocześniegłupotą, przez którą przestali wierzyć, że istnieje coś niezmiennego i na zawsze.Następnego dnia Bobbi znów zaproponowała mu pieniądze, a Gardener ponownieodmówił.Nie miał forsy jak lodu, ale jakoś sobie radził.Nie potrafił jednak zdusić w sobieiskry złości, mimo rzeczowego tonu, jakim Bobbi złożyła propozycję. Nie wiesz, kto zwykle dostaje pieniądze po nocy w łóżku? zapytał.Wysunęła podbródek. Chcesz mnie nazwać dziwką?Uśmiechnął się. Potrzebujesz alfonsa? Podobno z tego może być niezła kasa. Chcesz śniadanie, Gard, czy chcesz mnie wkurzyć? Może i jedno, i drugie? Nie odrzekła i zobaczył, że jest naprawdę wściekła.Boże, coraz gorzej się czuł,widząc coś takiego, kiedyś było o wiele łatwiej.Objął ją.Tylko żartowałem, czy ona tego niewidzi, pomyślał.Zawsze umiała się zorientować, kiedy żartuję.Ale oczywiście niezorientowała się, bo nie żartował.Jeśli wydawało mu się, że jest inaczej, mógł żartować tylkoz samego siebie.Próbował ją zranić dlatego, że wprawiła go w zakłopotanie.To nie jejpropozycja była głupia, lecz jego zakłopotanie.Przecież mniej więcej zdecydował, jak mawyglądać jego życie, prawda?Nie chciał ranić Bobbi, nie chciał jej do siebie zrazić.Aóżko było świetne, ale łóżko wcalenie było takie ważne.Ważne było to, że Bobbi Anderson jest jego przyjaciółką, a zdawało się,że ostatnio dzieje się coś strasznego.Bardzo szybko tracił przyjaciół.To było naprawdęstraszne, bez dwóch zdań.Tracił przyjaciół? A może sam ich gubił? Jak to właściwie jest, Gard?Obejmując ją, z początku miał wrażenie, jakby obejmował deskę do prasowania i bał się,że Bobbi będzie się próbowała wyrwać, a on popełni błąd, starając się jej nie wypuścić.Wkońcu jednak uległa. Chcę śniadanie rzekł. I chcę cię przeprosić. Nic się nie stało powiedziała i odwróciła się, zanim zdążył spojrzeć jej w twarz, leczw jej głosie dało się słyszeć sztuczne ożywienie oznaczające, że albo już płakała, albo byłabardzo bliska łez. Ciągle zapominam, że proponowanie pieniędzy jankesom z NowejAnglii nie należy do dobrego tonu.Gard nie wiedział, czy to jest w dobrym tonie, czy nie, ale nie chciał brać od Bobbipieniędzy.Ani wcześniej, ani nigdy w przyszłości.Karawana Poezji Nowej Anglii była jednak zupełnie inną sprawą. Aap tę kurę, chłopie powiedziałby Ron Cummings, któremu forsa była potrzebna jakpiasek pustyni. Jest za wolna, żeby biegać, i za tłusta, żebyś jej mógł przepuścić.Karawana Poezji Nowej Anglii płaciła gotówką.Oficjalna waluta królestwa poezji dwieście z góry i dwieście po zakończeniu trasy.Można by rzec, że słowo to było bardzonamacalne.Ale żywa gotówka była tylko częścią umowy.Reszta zamykała się w haśle rachunek.W trasie można było skorzystać z każdej okazji.Zamawiało się posiłki do pokoju, chodziłodo fryzjera hotelowego, jeśli taki był, brało się drugą parę butów (jeśli się ją miało) i jednegodnia wieczorem wystawiało za drzwi zamiast tych codziennych, żeby i te drugie miećwyczyszczone na błysk
[ Pobierz całość w formacie PDF ]